06.10.2023, 12:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2023, 12:34 przez Leo O'Dwyer.)
To był świetny dzień! Zdarzył się jakiś wypadek, jakaś kraksa, oczywiście nie życzyłem nikomu źle, ale mogłem ruszyć swój koci zad ze szpitala i zrobić coś innego. Na przykład praca w plenerze i to w Dolinie Godryka, gdzie nie miałem okazji za często bywać, głównie ograniczając się do Londynu i jego bliskich okolic, a teraz rozglądałem się wokół ciekawy, pomagając oczywiście panience Bulstrode w naszych obowiązkach. Jakby nie patrzeć, to szefowa, więc trzeba było zachować fason, profesjonalizm. Chodziły pogłoski, że była niezłą kosą i że sto osiemdziesąt procent studentów oblewało właśnie przez nią albo łamało się psychicznie po pracy z nią. Ja nie zamierzałem się złamać. Ja byłem giętkim czarodziejem, a jej paskudny humor był dla mnie swego rodzaju wyzwaniem. Poza tym nie wiem, co oni się tak jej czepiali. Była po prostu cicha i wymagająca. W profesjonalny sposób.
- Gdybym wiedział, to zabrałbym ze sobą rower - zaśmiałem się, idąc z Florence ramię w ramię. Właściwie ciekawe, czy byli na ty. Pewnie podobna propozycja nie wchodziła w rachubę i to per zrób to na wczoraj było jedynie jednostronne. Cóż, szliśmy w takim trochę milczeniu i próbowałem zagadać z tym rowerem, bo potrafiłem, bo mnie tata nauczył.
I nie mogłem też wyjść z podziwu, że mogliśmy tak fajnie transmutować swoje kitle. Wyglądałem naprawdę elegancko. Podobały mi się te żółte akcenty. Kojarzyły mi się z Hufflepuffem, do którego przynależałem. Cała ta szata uzdrowicielska to jak dla Puchona uszyta, więc nosiłem ją z dumą jak dawniej nasze uczniowskie herby.
Ale chwila... Chwila-chwila-chwila. Panna Florence się odezwała w sposób taki, że chyba już wolałem żeby milczała. Nie przepadałem za wkuwaniem na pamięć jakichś nudnych frazesów, szczególnie o czarnomagicznych paskudztwach, klątwach jakichś. Miałem plany na weekend, imprezy, szlajanie się i może ugotowanie bigosu?
- A nie wystarczy wiedzieć, że klątwy się z przedmiotów przenoszą i tyle? Już wolałbym się ospą zajmować... Wszystkie ospy już znam i te ospy to potrafię wymienić po gwałtownym przebudzeniu w nocy, tak jak mi rozkazano - odparłem, stając na sekundę na baczność, salutując i się uśmiechając, bo teoria moja własna głosiła, że mój uśmiech stopi najtwardszy i najchłodniejszy lód w sercu. Klątw nie ściągał, ale wkrótce może to zmienię, może nad tym popracuję. A ten rozkaz, jak się nie myliłem, to też od Florence pochodził. Piękna z niej kobieta była, cicha - dobrze to i źle, ale też taka zamknięta w sobie. Może powinienem ją zaprosić na herbatkę po powrocie? Mogłem zabrać dziś dodatkowe opakowanie ciastek. Może poprzednie już zjadła i dlatego było jej niefajnie? Może dlatego rzucanie klątw jej było w głowie?
- Gdybym wiedział, to zabrałbym ze sobą rower - zaśmiałem się, idąc z Florence ramię w ramię. Właściwie ciekawe, czy byli na ty. Pewnie podobna propozycja nie wchodziła w rachubę i to per zrób to na wczoraj było jedynie jednostronne. Cóż, szliśmy w takim trochę milczeniu i próbowałem zagadać z tym rowerem, bo potrafiłem, bo mnie tata nauczył.
I nie mogłem też wyjść z podziwu, że mogliśmy tak fajnie transmutować swoje kitle. Wyglądałem naprawdę elegancko. Podobały mi się te żółte akcenty. Kojarzyły mi się z Hufflepuffem, do którego przynależałem. Cała ta szata uzdrowicielska to jak dla Puchona uszyta, więc nosiłem ją z dumą jak dawniej nasze uczniowskie herby.
Ale chwila... Chwila-chwila-chwila. Panna Florence się odezwała w sposób taki, że chyba już wolałem żeby milczała. Nie przepadałem za wkuwaniem na pamięć jakichś nudnych frazesów, szczególnie o czarnomagicznych paskudztwach, klątwach jakichś. Miałem plany na weekend, imprezy, szlajanie się i może ugotowanie bigosu?
- A nie wystarczy wiedzieć, że klątwy się z przedmiotów przenoszą i tyle? Już wolałbym się ospą zajmować... Wszystkie ospy już znam i te ospy to potrafię wymienić po gwałtownym przebudzeniu w nocy, tak jak mi rozkazano - odparłem, stając na sekundę na baczność, salutując i się uśmiechając, bo teoria moja własna głosiła, że mój uśmiech stopi najtwardszy i najchłodniejszy lód w sercu. Klątw nie ściągał, ale wkrótce może to zmienię, może nad tym popracuję. A ten rozkaz, jak się nie myliłem, to też od Florence pochodził. Piękna z niej kobieta była, cicha - dobrze to i źle, ale też taka zamknięta w sobie. Może powinienem ją zaprosić na herbatkę po powrocie? Mogłem zabrać dziś dodatkowe opakowanie ciastek. Może poprzednie już zjadła i dlatego było jej niefajnie? Może dlatego rzucanie klątw jej było w głowie?