Doszły do niego słuchy, że Dolina nie była jak dawniej. Ponoć nie było tu już tak bezpiecznie jak wcześniej, wszystko przez tych popleczników Voldemorta, którzy pojawili się w tym miejscu podczas Beltane. Igrali z czymś, o czym nie mieli pojęcia, a mieszkańcy musieli się mierzyć z konsekwencjami. Tyle, że Samuel jak na razie tego nie doświadczył, to była wyjątkowa sytuacja, na którą nie był przygotowany.
Coś w nich wbiegło - to było niezaprzeczalne, nim jednak zdążył zareagować to zniknęło. Nie umiał tego wytłumaczyć, czy był to jakiś duch który szukał swojej głowy? Kto to wiedział - na pewno nie on.
- Chyba tak. - Starał się mówić, jak najspokojniej potrafił. Jak dla niego, to był duch, zniknął gdzieś w eterze, ale pozostawił po tej wizycie nie do końca przyjemne ślady. Dziewczyna wydawała się być bardzo roztrzęsiona, ale przynajmniej wiedział, że nie jest mugolem. Gdyby była, to pewnie nie mówiłaby o duchach. Tak sobie to tłumaczył.
- Nie wydaje mi się, żeby to były halucynacje. - Nadal kucał przed nią. Bał się wykonać jakikolwiek gest, aby się nie speszyła. Wystarczająco dużo przeżyła tego dnia.
- Dolina nie jest bezpieczna od kiedy oni pojawili się na Beltane, myślę, że on nie chciał nam zrobić krzywdy. - Dodał jeszcze, żeby w jakiś sposób usprawiedliwić istotę. - Wyglądał na takiego, co czegoś szukał, może swojej głowy. - Próbował być zabawny, chociaż wiedział, że te żarty nie są do końca śmieszne, ale Sam na stres reagował głupotą.