07.10.2023, 16:33 ✶
Och, zaburzeń to pewnie by się cały koszyk we mnie odnalazł, ale uważałem, że dzięki temu byłem bardziej pełniejszym człowiekiem, czarodziejem i kotem. Czasami nawet mi się te zaburzenia przesuwały po organizmie i pląsałem przez to niespokojny, nie potrafiąc znaleźć w sobie i wokół odrobiny miejsca, bo musiałem przeć dalej, szukać dusz niepokojonych albo przygody, albo przyjemnego kąta do spania, bo jeśli nie było przyjemne, to jak niby tam spać, więc niekiedy dużo czasu spędzałem na tym by w końcu przytulić twarz do łapek i odpłynąć do krainy beztroskiego chrapciania.
- Hmm... To faktycznie niezbyt dobry pomysł odkładać go w czasie, jednakowoż znam kogoś kto wie o tych klątwach wszystko, a też wiem gdzie szukać informacji na ich temat, więc nie powinno być tak źle jak to też pani przedstawia - zauważyłem z uśmiechem na twarzy. Poza tym jeszcze byłem stażystą, więc poważne sprawy jeszcze się mnie nie imały, a jak będą się miały imać, to wtedy wezmę wszystko na klatę. Zresztą, teraz też byłem gotów wziąć nawet z ograniczoną wiedzą, bo nie potrafiłem przejść bez reakcji obok smutnych i chorych osób. Może właśnie dlatego trafiło na mnie z podróżami z panią Bulstrode, bo inni nagle znaleźli milion spraw do załatwienia o tej porze. Albo chore ciotki w Bringham, którymi musieli się zająć.
- A kucharzem to ja mogę zostać, ale jak mi pani oceni pozytywnie ten bigos - odparłem niezrażony. Każdy pomysł był dobry by nieść światło i dobro. Mogłem gotować bigos dla Florence już do końca życia. Byłbym jej osobistym cateringiem. Na zamówienie. Tylko pytanie, czy sprostałbym jej wszystkim wymaganiom. Jakimś wirtuozem w kuchni to ja nie byłem, ale kto wie...? Może gdzieś w głębi mnie był ktoś, kto mógł mnie zaskoczyć z tym talentem?
Cóż, przerwałem te rozważania, bo ktoś zaczął biec w naszym kierunku. W pierwszym odruchu pewnie rzuciłbym się, żeby mu pomóc, ale zamiast tego stałem jak wryty, zaskoczony, bo biegł do nas bez głowy. Tak zupełnie bez głowy. Nie miał jej. Biegł prosto na nas, więc wyciągnąłem dłonie by go złapać, bo pewnie nie miał pojęcia, że na nas właśnie wbiega, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy przez nas przeniknął. Wpierw przez Florence, a potem przeze mnie. Wtedy właśnie zadrżałem, czując to zimno. Takie przeszywające na wskroś, ale wydawało mi się, że oprócz tego to nic się we mnie nie zmieniło.
Odetchnąłem powoli i obróciłem się by zobaczyć, czy to nie był tylko omam, ale mężczyzna biegł dalej. Chyba kogoś szukał, tak mi się zdawało, ale brak głowy zapewne mu to uniemożliwiał.
- Halo! Zaczekaj! Pomogę ci! - krzyknąłem i zacząłem biec w jego kierunku. Nieistotne, czy to duch, czy kto wie co... Czułem usilną potrzebę żeby mu pomóc, czego nie mogłem zignorować. Nie mogłem pozwolić by tak się włóczył po Dolinie, błądził, straszył innych. Zapewne musiał zrealizować swój cel by opuścić formę ducha. Albo co. Nie znałem za bardzo się na tym, więc biegłem za duchem, póki nie zniknął między drzewami. Wtedy kompletnie straciłem go z oczu i nie mogłem namierzyć. - Proszę pana! Mogę panu pomóc! Haaalooo!
Nawet się nie zawahałem. Wszedłem pomiędzy drzewa, rozglądając się wokół. Otaczała mnie jednakże typowa dla okolicy cisza. I kto by się przejmował, moja różdżka spoczywała gdzieś w odmętach mojej kieszeni, jak gdyby wcale nie mogła się tu przydać.
- Hmm... To faktycznie niezbyt dobry pomysł odkładać go w czasie, jednakowoż znam kogoś kto wie o tych klątwach wszystko, a też wiem gdzie szukać informacji na ich temat, więc nie powinno być tak źle jak to też pani przedstawia - zauważyłem z uśmiechem na twarzy. Poza tym jeszcze byłem stażystą, więc poważne sprawy jeszcze się mnie nie imały, a jak będą się miały imać, to wtedy wezmę wszystko na klatę. Zresztą, teraz też byłem gotów wziąć nawet z ograniczoną wiedzą, bo nie potrafiłem przejść bez reakcji obok smutnych i chorych osób. Może właśnie dlatego trafiło na mnie z podróżami z panią Bulstrode, bo inni nagle znaleźli milion spraw do załatwienia o tej porze. Albo chore ciotki w Bringham, którymi musieli się zająć.
- A kucharzem to ja mogę zostać, ale jak mi pani oceni pozytywnie ten bigos - odparłem niezrażony. Każdy pomysł był dobry by nieść światło i dobro. Mogłem gotować bigos dla Florence już do końca życia. Byłbym jej osobistym cateringiem. Na zamówienie. Tylko pytanie, czy sprostałbym jej wszystkim wymaganiom. Jakimś wirtuozem w kuchni to ja nie byłem, ale kto wie...? Może gdzieś w głębi mnie był ktoś, kto mógł mnie zaskoczyć z tym talentem?
Cóż, przerwałem te rozważania, bo ktoś zaczął biec w naszym kierunku. W pierwszym odruchu pewnie rzuciłbym się, żeby mu pomóc, ale zamiast tego stałem jak wryty, zaskoczony, bo biegł do nas bez głowy. Tak zupełnie bez głowy. Nie miał jej. Biegł prosto na nas, więc wyciągnąłem dłonie by go złapać, bo pewnie nie miał pojęcia, że na nas właśnie wbiega, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy przez nas przeniknął. Wpierw przez Florence, a potem przeze mnie. Wtedy właśnie zadrżałem, czując to zimno. Takie przeszywające na wskroś, ale wydawało mi się, że oprócz tego to nic się we mnie nie zmieniło.
Odetchnąłem powoli i obróciłem się by zobaczyć, czy to nie był tylko omam, ale mężczyzna biegł dalej. Chyba kogoś szukał, tak mi się zdawało, ale brak głowy zapewne mu to uniemożliwiał.
- Halo! Zaczekaj! Pomogę ci! - krzyknąłem i zacząłem biec w jego kierunku. Nieistotne, czy to duch, czy kto wie co... Czułem usilną potrzebę żeby mu pomóc, czego nie mogłem zignorować. Nie mogłem pozwolić by tak się włóczył po Dolinie, błądził, straszył innych. Zapewne musiał zrealizować swój cel by opuścić formę ducha. Albo co. Nie znałem za bardzo się na tym, więc biegłem za duchem, póki nie zniknął między drzewami. Wtedy kompletnie straciłem go z oczu i nie mogłem namierzyć. - Proszę pana! Mogę panu pomóc! Haaalooo!
Nawet się nie zawahałem. Wszedłem pomiędzy drzewa, rozglądając się wokół. Otaczała mnie jednakże typowa dla okolicy cisza. I kto by się przejmował, moja różdżka spoczywała gdzieś w odmętach mojej kieszeni, jak gdyby wcale nie mogła się tu przydać.