07.10.2023, 17:38 ✶
Nie wiem, co miałem w tej swojej głowie, ale najwyraźniej zadziałało ożywczo na Lycoris. Intuicja podpowiadała mi by z nią zagrać w nieoczywiste odpowiedzi, nienudne, a trochę zjadliwe, trochę jednak typowe, ale niezwyczajowo dla kogoś takiego jak urzędnicy ministralni. Poważni i pracujący „za karę” urzędnicy ministralni... Nawet nieco przeraziło mnie to, że znalazła się gwałtownie tak blisko mnie, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Kłamałem spojrzeniem, ustami, mimiką. Byłem niczym posąg, który po chwili już z faktyczną ciekawością wpatrywał się w jej oczy, a zaraz później wargi będące tak blisko moich. Byliśmy praktycznie równi, byliśmy praktycznie tak blisko, że aż za blisko. Czułem jej oddech na twarzy. Cuchnął palonym papierosem, ale miał w sobie również coś słodkiego, delikatnego. Może nie powinienem analizować zaistniałej sytuacji w podobnych kategoriach, bo mogło się to źle skończyć. Bardzo źle skończyć.
Cóż, więc miałem wyrzuciłem niegrzeczne myśli z głowy i miałem aby nadzieję, że panienka Black za bardzo nie pomnie mi kołnierza. Nie przepadałem za niechlujstwem, niedoskonałością w moim ubiorze. A, właśnie... Ani nie narobi nam skandalu swoim zachowaniem. Bądź co bądź byliśmy niesamowicie odsłonięci, przed samym wejściem do Ministerstwa Magii, ja byłem żonatym mężczyzną, a ona panną na wydanie, heh. Z pewnością przydałby się jej ktoś, kto nauczy ją prawdziwego życia. I to nie zamierzałem tą osobą być ja.
- Czyli fascynujesz się domowymi wypiekami... Jakże miło i uroczo - stwierdziłem rozbawiony, kontynuując tę naszą drobną maskaradę. Lycoris raczej żartowała sobie ze mnie, ale jeśli to faktycznie byłyby ptasie odchody, a w sposobie bycia Lycoris to bym się nawet nie zdziwił, że mogły nimi faktycznie być, to jakoś nie żal mi było Avery’ego. Mnie samego może bardziej, ale to raczej nie pierwsza i nie ostatnia z ohydnych rzeczy, które był w stanie spożyć czarnoksiężnik. Czy to przypadkiem, czy dla własnych sukcesów.
- Wiesz, moja droga, to ten mój kiepski urok osobisty. Ty to lubisz takie klimaty. Ty to lubisz - odparłem w odpowiedzi rozbawiony, ale też ze skrywaną ulgą, mogąc w końcu odetchnąć. Panna Black zrobiła parę kroków w tył, więc nie przysłuchiwała się mojemu ciału, które przez chwilę utrzymywałem w ryzach i pozorach znacznie podwyższonych, ale mogłem nieco zluzować. Nieco.
Dla niepoznaki zaciągnąłem się też zaraz trzymanym papierosem, ale też dla przywiania ulgi. Palenie miało w sobie coś takiego, że odstresowało. Choć, kto wie, może to ten eliksir w mojej krwi jednak działał?
- Obawiam się, że to jeszcze nie wszystkie tajemnice. Zostało ich z pewnością sporo do odkrycia... - podjąłem jeszcze po chwili milczenia. - Zastanawiam chociażby, gdzie się podziewa twój uśmiech. Obstawiam, że spoczywa głęboko zakopany pod ziemią, tuż za twoim domem - rzuciłem w jej kierunku, bacznie jej się przyglądając. Dokładnie tak, jak gdybym badał przyczyny i skutki dokonanej przez Lycoris zbrodni.
Cóż, więc miałem wyrzuciłem niegrzeczne myśli z głowy i miałem aby nadzieję, że panienka Black za bardzo nie pomnie mi kołnierza. Nie przepadałem za niechlujstwem, niedoskonałością w moim ubiorze. A, właśnie... Ani nie narobi nam skandalu swoim zachowaniem. Bądź co bądź byliśmy niesamowicie odsłonięci, przed samym wejściem do Ministerstwa Magii, ja byłem żonatym mężczyzną, a ona panną na wydanie, heh. Z pewnością przydałby się jej ktoś, kto nauczy ją prawdziwego życia. I to nie zamierzałem tą osobą być ja.
- Czyli fascynujesz się domowymi wypiekami... Jakże miło i uroczo - stwierdziłem rozbawiony, kontynuując tę naszą drobną maskaradę. Lycoris raczej żartowała sobie ze mnie, ale jeśli to faktycznie byłyby ptasie odchody, a w sposobie bycia Lycoris to bym się nawet nie zdziwił, że mogły nimi faktycznie być, to jakoś nie żal mi było Avery’ego. Mnie samego może bardziej, ale to raczej nie pierwsza i nie ostatnia z ohydnych rzeczy, które był w stanie spożyć czarnoksiężnik. Czy to przypadkiem, czy dla własnych sukcesów.
- Wiesz, moja droga, to ten mój kiepski urok osobisty. Ty to lubisz takie klimaty. Ty to lubisz - odparłem w odpowiedzi rozbawiony, ale też ze skrywaną ulgą, mogąc w końcu odetchnąć. Panna Black zrobiła parę kroków w tył, więc nie przysłuchiwała się mojemu ciału, które przez chwilę utrzymywałem w ryzach i pozorach znacznie podwyższonych, ale mogłem nieco zluzować. Nieco.
Dla niepoznaki zaciągnąłem się też zaraz trzymanym papierosem, ale też dla przywiania ulgi. Palenie miało w sobie coś takiego, że odstresowało. Choć, kto wie, może to ten eliksir w mojej krwi jednak działał?
- Obawiam się, że to jeszcze nie wszystkie tajemnice. Zostało ich z pewnością sporo do odkrycia... - podjąłem jeszcze po chwili milczenia. - Zastanawiam chociażby, gdzie się podziewa twój uśmiech. Obstawiam, że spoczywa głęboko zakopany pod ziemią, tuż za twoim domem - rzuciłem w jej kierunku, bacznie jej się przyglądając. Dokładnie tak, jak gdybym badał przyczyny i skutki dokonanej przez Lycoris zbrodni.