07.10.2023, 18:04 ✶
Żem się tego nie spodziewał! Jakież było moje zdziwienie, kiedy nagle, gwałtownie, tak niespodziewanie, natychmiast i brutalnie boleśnie wylądowałem na ziemii. Aż mi dech w piersi na moment zaparło, ale nie na długo, bo zaraz miałem okazję też zorientować się w sytuacji i uświadomić sobie, co spowodowało moje zderzenie z ziemią - Pani Florence! A właściwie liny przez nią wyczarowane. Opłatały moje nogi tak, że teraz byłem jak ta gąsienica. Nawet wierzgnąłem kilka razy i pożałowałem, że nie mam jeszcze związanych rąk, bo byłoby jeszcze zabawniej.
Ale dobra, przestałem, bo Florence była na mnie zła. Bardzo zła. I jakoś nie zauważyłem tych tabliczek, tych plakatów. One wcześniej tam były?
- Ups! - odkrzyknąłem aby na jej słowa, zastanawiając się nad jej punktem widzenia. Wcale nie uważałem by nie można było pomóc komuś, kto nie ma głowy, szczególnie że ewidentnie kogoś szukał. Czułem to całym sobą. - Nie miała pani wrażenia, że on kogoś, czegoś szukał?! - zapytałem, wpatrując się w tamtą stronę, w którą pobiegł zjawo-duch. Leżałem dosyć niewygodnie na tej ziemi, jeszcze mi się jakaś kępa trawy w śledzionę wbijała, więc postanowiłem wymacać w końcu różdżkę w swojej kieszeni. W końcu jednak mogła się przydać.
Żałowałem, że nie udało mi się tego mężczyzny dogonić, ale może faktycznie wchodzenie tam nie miało sensu, bo mogłem nam napytać więcej biedy niż to warte. Poza tym pani Florence podniosła głos w taki sposób, że już nie zamierzałem z nią dyskutować. Wolałem już kiedy była cicha i ponuro spokojna.
Rzuciłem zaklęcie na rozproszenie więzów. Jeśli się udało, zamierzałem wstać, otrzepać się z trawy i innych kamyków, po czym wrócić do przełożonej, zapewne patrząc kontrolnie w knieje, czy nic z nich nie wybiega. Czy to te potwory, czy może znowuż ten duch. Można było mu z pewnością pomóc, ale nie wiedzieliśmy jak, bo nam zwiał. Tam. Też miał pomysł z wbieganiem w las.
Ale dobra, przestałem, bo Florence była na mnie zła. Bardzo zła. I jakoś nie zauważyłem tych tabliczek, tych plakatów. One wcześniej tam były?
- Ups! - odkrzyknąłem aby na jej słowa, zastanawiając się nad jej punktem widzenia. Wcale nie uważałem by nie można było pomóc komuś, kto nie ma głowy, szczególnie że ewidentnie kogoś szukał. Czułem to całym sobą. - Nie miała pani wrażenia, że on kogoś, czegoś szukał?! - zapytałem, wpatrując się w tamtą stronę, w którą pobiegł zjawo-duch. Leżałem dosyć niewygodnie na tej ziemi, jeszcze mi się jakaś kępa trawy w śledzionę wbijała, więc postanowiłem wymacać w końcu różdżkę w swojej kieszeni. W końcu jednak mogła się przydać.
Żałowałem, że nie udało mi się tego mężczyzny dogonić, ale może faktycznie wchodzenie tam nie miało sensu, bo mogłem nam napytać więcej biedy niż to warte. Poza tym pani Florence podniosła głos w taki sposób, że już nie zamierzałem z nią dyskutować. Wolałem już kiedy była cicha i ponuro spokojna.
Rzuciłem zaklęcie na rozproszenie więzów. Jeśli się udało, zamierzałem wstać, otrzepać się z trawy i innych kamyków, po czym wrócić do przełożonej, zapewne patrząc kontrolnie w knieje, czy nic z nich nie wybiega. Czy to te potwory, czy może znowuż ten duch. Można było mu z pewnością pomóc, ale nie wiedzieliśmy jak, bo nam zwiał. Tam. Też miał pomysł z wbieganiem w las.
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana