08.10.2023, 17:40 ✶
Lat mogłem mieć z osiemnaście, aczkolwiek większe oparcie w liczeniu miesięcy i lat mogło mi dać przybycie do cyrku, bo data moich narodzin zdawała się być nieodgadnioną tajemnicą. Tak też, to mój trzynasty rok w cyrku, drugi bez Flynna i kolejny zbliżający mnie do przejęcia władzy nad cyrkiem, o czym jeszcze nie wiedziałem. Aczkolwiek musiałem przyznać, że ówczesny dyrygent tego miejsca - Tully - dawał mi znacznie więcej do zrobienia, więcej nowego niż zwyczajnie.
Rozstawialiśmy się. Grupą - nie licząc leniwców - byliśmy niczym ten mechanizm jeden, ogromny, wpędzony w ruch. Każdy wiedział, czym powinien się zająć abyśmy wyrobili się z dodatkową pracą. Leniwce trzeba było poganiać, a niektórzy - jak chociażby ja - byłem jako wsparcie albo chłopak na posyłki, więc biegałem, robiąc wszystko i nic, w luźnej, dawno już nie białej koszuli, wygodnych spodniach i butach wygodnych, aczkolwiek dających wiele do życzenia. Włosy w tamtym czasie nosiłem nieco dłuższe, sięgające mi miejscami do ramion, szczególnie kiedy miały okazję zmoknąć, bo akurat teraz zrobiły mi się niekontrolowane loczki. Ale wyglądałem jakoś przesadnie się nie przejmowałem, aby na tyle by imponować kobietom, tak po najniższej linii oporu.
Niestety - albo stety - kiedy wracałem ze stępionym mieczem do wozu, by odłożyć go na miejsce po zabiegu właśnie dodatkowego tępienia, natrafiłem nie na kobietę, ale dziewczynę. Smarkatą. W pierwszej chwili pomyślałem, że to może jakaś nowa sierota w naszym cyrku, faktycznie mogła się podawać za jedną z nas i pewnie bym w to uwierzył, gdybym nie wiedział o tym cyrku dosłownie wszystkiego. A nawet jeśli ktoś przygarnął tę sierotę sekundę temu, to nie powinno jej tu być, więc uśmiechnąłem się cwanie, szczególnie że szemrała coś tam niepowołanego o mojej robocie. Show czas zacząć.
- Widzę, że złapałem złodziejkę na gorącym uczynku - odparłem zaczepnie, wyciągając w jej kierunku trzymany miecz. Poprawiłem go sobie delikatnym podrzuceniem, by jej pokazać, że to nie żarty, że ten miecz to naturalne przedłużenie mojej ręki. - Kim jesteś i co tu robisz, mała? - zapytałem na pozór nieprzejednanie, robiąc krok w jej kierunku. Tak, traktowałem to jako osobiste przesłuchanie.
Rozstawialiśmy się. Grupą - nie licząc leniwców - byliśmy niczym ten mechanizm jeden, ogromny, wpędzony w ruch. Każdy wiedział, czym powinien się zająć abyśmy wyrobili się z dodatkową pracą. Leniwce trzeba było poganiać, a niektórzy - jak chociażby ja - byłem jako wsparcie albo chłopak na posyłki, więc biegałem, robiąc wszystko i nic, w luźnej, dawno już nie białej koszuli, wygodnych spodniach i butach wygodnych, aczkolwiek dających wiele do życzenia. Włosy w tamtym czasie nosiłem nieco dłuższe, sięgające mi miejscami do ramion, szczególnie kiedy miały okazję zmoknąć, bo akurat teraz zrobiły mi się niekontrolowane loczki. Ale wyglądałem jakoś przesadnie się nie przejmowałem, aby na tyle by imponować kobietom, tak po najniższej linii oporu.
Niestety - albo stety - kiedy wracałem ze stępionym mieczem do wozu, by odłożyć go na miejsce po zabiegu właśnie dodatkowego tępienia, natrafiłem nie na kobietę, ale dziewczynę. Smarkatą. W pierwszej chwili pomyślałem, że to może jakaś nowa sierota w naszym cyrku, faktycznie mogła się podawać za jedną z nas i pewnie bym w to uwierzył, gdybym nie wiedział o tym cyrku dosłownie wszystkiego. A nawet jeśli ktoś przygarnął tę sierotę sekundę temu, to nie powinno jej tu być, więc uśmiechnąłem się cwanie, szczególnie że szemrała coś tam niepowołanego o mojej robocie. Show czas zacząć.
- Widzę, że złapałem złodziejkę na gorącym uczynku - odparłem zaczepnie, wyciągając w jej kierunku trzymany miecz. Poprawiłem go sobie delikatnym podrzuceniem, by jej pokazać, że to nie żarty, że ten miecz to naturalne przedłużenie mojej ręki. - Kim jesteś i co tu robisz, mała? - zapytałem na pozór nieprzejednanie, robiąc krok w jej kierunku. Tak, traktowałem to jako osobiste przesłuchanie.