08.10.2023, 20:23 ✶
Smarkata i wygadana - pomyślałem sobie, kiedy tylko łaskawie postanowiła się wytłumaczyć. Może nie pierwsze słowa, ale kolejne jak najbardziej potwierdziły jedną z moich teorii, mianowicie tą, w której dziewczę nie jest żadną nowoprzybyłą sierotą, tylko ciekawską zgubą swoich opiekunów, zapewne będących w głównym namiocie na widowni albo nieświadomie siedzących w domu.
Dom... Nie pamiętałem swojego domu. Nie byłem pewien, czy go kiedykolwiek miałem. Dla mnie od zawsze był cyrk, nic więcej nie istniało. Ale nie czułem się z tego powodu jakoś gorzej, bo swoje wiedziałem. Tak, jak mówił Tully.
Wyprostowałem się, opuszczając miecz wzdłuż ciała. Nie było sensu straszyć dziewczyny. Młoda była na tyle cwana, że nie bała się niczego, a jeszcze miała jako taką wiedzę na temat fechtunku, czym mnie właściwie zaskoczyła. Dziewczyny rzadko się garnęły do bójek, a do bójek na miecze już w ogóle, a co dopiero mowa o nauce szczegółów odnośnie broni białej i strategii w pojedynkach. Nie mogłem powiedzieć, że byłem ekspertem w tej dziedzinie, ale miałem możliwość odbycia pojedynczych treningów z cyrkowymi guru w tej dziedzinie.
I może faktycznie źle go trzymałem. Nawet jakoś nie tak leżał.
- Wiem, że jest tępy. Sam go stępiłem - odparłem z uśmiechem. - Lepiej żeby nie wszystkie były ostre jak brzytwa. Przynajmniej w naszym zawodzie. Jestem Alexander i, jak zdążyłaś zauważyć, na co dzień nie zajmuję się pojedynkowaniem - przyznałem się, postępując tych kilka kroków by wyciągnąć rękę w kierunku dziewczyny, tak w ramach przywitania by poczuła się jak równa z równym. Właściwie, bacząc na jej predyspozycje, to bardziej jej było do cyrkowego łobuziaka niż, cóż, Dolina Godryka raczej nie miała biednych, obszarpanych dzieci pod dostatkiem. Kiedy potrzebowaliśmy sierot, to rozstawialiśmy się w wielkich miastach.
Znalazłem się też obok mniej by odłożyć stępiony i wyczyszczony miecz na miejsce.
- Coś ciekawego wpadło ci w oko? Wiesz, reszta rozkłada namioty, więc możemy wypróbować to i owo... Jeśli chcesz... Ale wtedy to pozostanie naszą małą tajemnicą, by nikt nie miał powodu do urwania mi głowy - stwierdziłem rozbawiony, klękając obok i zastanawiając się nad tą propozycją. Może moim jedynym problemem w tej sytuacji nie będzie możliwość utraty głowy, tylko sztylet wbity prosto w serce? Szczególnie ten jeden błyszczał złowrogo. Chyba jeden z ulubionych Flynna, nieużywany tak naprawdę od bardzo dawna. - Ale tak z forami dla mnie. Przy okazji dasz mi drobne lekcje, to zaimponuję chłopakom. Co ty na to? - zaproponowałem, bo to w sumie wcale nie musiało się kończyć utratą kończyn czy życia. A jak dziewczyna będzie zadowolona, to wróci tu ze swoją rodziną za każdym razem jak tylko pojawimy się w okolicy. Obopólna korzyść.
Dom... Nie pamiętałem swojego domu. Nie byłem pewien, czy go kiedykolwiek miałem. Dla mnie od zawsze był cyrk, nic więcej nie istniało. Ale nie czułem się z tego powodu jakoś gorzej, bo swoje wiedziałem. Tak, jak mówił Tully.
Wyprostowałem się, opuszczając miecz wzdłuż ciała. Nie było sensu straszyć dziewczyny. Młoda była na tyle cwana, że nie bała się niczego, a jeszcze miała jako taką wiedzę na temat fechtunku, czym mnie właściwie zaskoczyła. Dziewczyny rzadko się garnęły do bójek, a do bójek na miecze już w ogóle, a co dopiero mowa o nauce szczegółów odnośnie broni białej i strategii w pojedynkach. Nie mogłem powiedzieć, że byłem ekspertem w tej dziedzinie, ale miałem możliwość odbycia pojedynczych treningów z cyrkowymi guru w tej dziedzinie.
I może faktycznie źle go trzymałem. Nawet jakoś nie tak leżał.
- Wiem, że jest tępy. Sam go stępiłem - odparłem z uśmiechem. - Lepiej żeby nie wszystkie były ostre jak brzytwa. Przynajmniej w naszym zawodzie. Jestem Alexander i, jak zdążyłaś zauważyć, na co dzień nie zajmuję się pojedynkowaniem - przyznałem się, postępując tych kilka kroków by wyciągnąć rękę w kierunku dziewczyny, tak w ramach przywitania by poczuła się jak równa z równym. Właściwie, bacząc na jej predyspozycje, to bardziej jej było do cyrkowego łobuziaka niż, cóż, Dolina Godryka raczej nie miała biednych, obszarpanych dzieci pod dostatkiem. Kiedy potrzebowaliśmy sierot, to rozstawialiśmy się w wielkich miastach.
Znalazłem się też obok mniej by odłożyć stępiony i wyczyszczony miecz na miejsce.
- Coś ciekawego wpadło ci w oko? Wiesz, reszta rozkłada namioty, więc możemy wypróbować to i owo... Jeśli chcesz... Ale wtedy to pozostanie naszą małą tajemnicą, by nikt nie miał powodu do urwania mi głowy - stwierdziłem rozbawiony, klękając obok i zastanawiając się nad tą propozycją. Może moim jedynym problemem w tej sytuacji nie będzie możliwość utraty głowy, tylko sztylet wbity prosto w serce? Szczególnie ten jeden błyszczał złowrogo. Chyba jeden z ulubionych Flynna, nieużywany tak naprawdę od bardzo dawna. - Ale tak z forami dla mnie. Przy okazji dasz mi drobne lekcje, to zaimponuję chłopakom. Co ty na to? - zaproponowałem, bo to w sumie wcale nie musiało się kończyć utratą kończyn czy życia. A jak dziewczyna będzie zadowolona, to wróci tu ze swoją rodziną za każdym razem jak tylko pojawimy się w okolicy. Obopólna korzyść.