09.10.2023, 13:32 ✶
Zerknęła na zegarek, przyśpieszając kroku. Cynthia nie miała w naturze spóźniania się, ale los chciał, że musiała dokończyć sekcję za jednego ze swoich współpracowników i podać raport do Aurorów, czego przełożyć nie mogła. Każdy wiedział, jak bywali niecierpliwi i jak często relacje z nimi miały wpływ na ewentualny awans na ścieżce kariery, a na tym dziewczynie zależało. Pokazała zaproszenie, otrzymując możliwość wejścia do strefy przeznaczonej dla gości specjalnych, a błękitne tęczówki omiotły prędko twarze — znajome bardziej i mniej. Jednych witała krótkim kiwnięciem głowy, drugim posyłała nawet subtelny uśmiech. Było upalnie, letnia sukienka była skromna, ale pasująca do sylwetki młodej Flintówny. Miała granatowy kolor, wykonana była z lekkiego materiału, przylegającego do talii, tworzyła delikatny dekolt. Pasma jasnych włosów miała rozpuszczone, na boku przypięta była ozdobna spinka, którą dostała na urodziny od Victorii. Dopełniały wszystkie obcasy. Nie była fanką takich widowisk, ale nie mogła zignorować zaproszenia i Lou nie wesprzeć, zwłaszcza że była świadkiem prowadzących do tego pojedynku wydarzeń, wciąż miała to pamiętne zdjęcie, które dostała od jednego z gości Beltane, który bawił się aparatem. Przywitała Stanelya pociągłym spojrzeniem i zadziornym uśmiechem, podobnie jak Atreusa. Nie chciała im jednak przeszkadzać, zwłaszcza że pojedynek miał się zaraz rozpocząć. Dostrzegła w tłumie swoją najlepszą przyjaciółkę, do której podeszła, kładąc dłoń na jej ramieniu — krótko, niezauważanie, bo przecież obydwie były eleganckie i mało wylewne.
- Cześć. Bardzo się spóźniłam? - zapytała cicho, zajmując miejsce tak, aby mieć ją na widoku i mieć możliwość prowadzenia z nią ewentualnie rozmowy. Wygładziła sukienkę, siadając prosto i zakładając nogę na nogę, torebkę ułożyła na kolanach, a pomalowane na czerwono paznokcie stuknęły w skórzany materiał kilkukrotnie. Blondynka spojrzała na Laurenta oraz Vakiela, którzy siedzieli obok i uśmiechnęła się miło, starając się wybadać, która maska będzie odpowiednia. - Cynthia Flint, miło mi.
Wolną dłonią zgarnęła pasmo włosów za ucho, a spojrzenie kolejny raz przesunęło się z zaciekawieniem po otoczeniu, aż wreszcie natrafiła na sylwetkę Louvaina - poznałaby go przecież wszędzie. Westchnęła bezgłośnie, posyłając mu łagodny uśmiech, zupełnie pewna tego, że sobie poradzi i wygra. Był przecież świetnym czarodziejem, miał doświadczenie i znała go na tyle, aby wiedzieć, że jeśli chodziło o coś lub o kogoś ważnego — w tym przypadku Lorettę, która była chyba najważniejsza, nie było siły, która by go powstrzymała.
- Cześć. Bardzo się spóźniłam? - zapytała cicho, zajmując miejsce tak, aby mieć ją na widoku i mieć możliwość prowadzenia z nią ewentualnie rozmowy. Wygładziła sukienkę, siadając prosto i zakładając nogę na nogę, torebkę ułożyła na kolanach, a pomalowane na czerwono paznokcie stuknęły w skórzany materiał kilkukrotnie. Blondynka spojrzała na Laurenta oraz Vakiela, którzy siedzieli obok i uśmiechnęła się miło, starając się wybadać, która maska będzie odpowiednia. - Cynthia Flint, miło mi.
Wolną dłonią zgarnęła pasmo włosów za ucho, a spojrzenie kolejny raz przesunęło się z zaciekawieniem po otoczeniu, aż wreszcie natrafiła na sylwetkę Louvaina - poznałaby go przecież wszędzie. Westchnęła bezgłośnie, posyłając mu łagodny uśmiech, zupełnie pewna tego, że sobie poradzi i wygra. Był przecież świetnym czarodziejem, miał doświadczenie i znała go na tyle, aby wiedzieć, że jeśli chodziło o coś lub o kogoś ważnego — w tym przypadku Lorettę, która była chyba najważniejsza, nie było siły, która by go powstrzymała.