11.10.2023, 15:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2023, 15:54 przez Cathal Shafiq.)
- Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą - odparł Cathal, chociaż oczywiście, że próbował. Tylko pytanie, czy to się liczyło w końcu w Egipcie w marcu temperatura przekraczała dwadzieścia stopni.
Ojciec Cynthii nie miałby szans zdominować Cathala, z tego prostego powodu, że niezależnie od postury i zachowania, nijak nie dorównywał w oczach Shafiqa dwóm innym osobom, które rzucały cień na całe jego życie. Był Slytherin, którego szepty i wspomnienia towarzyszyły mu od dzieciństwa, a jak Cathal ośmielał się uważać: pan Flint przy Salazarze Slytherinie mógł iść się schować do jakiejś nory. Było też widmo ojczyma, martwego od tylu lat, który jednak tkwił w pamięci niczym cierń i tkwiłby w niej nawet gdyby wspomnienia Cathala nie były aż tak żywe. Poza tym, zwyczajnie - Shafiq był od Flintówny ładnych kilka lat starszy, a i w młodzieńczych latach nie należał do osób łatwych do zdominowania. Nie był nieśmiałym chłopcem. I dlatego też niezbyt bał się użycia słowa randka, bo jeżeli ich spotkania randkami nie były - to niby czym? Zachowywałby się jak gówniarz, gdyby próbował udawać, że jest inaczej, czy we własnej głowie, czy na głos.
- Nie wątpię - rzucił na jej stwierdzenie o ciekawej podróży, posyłając kobiecie rozbawione spojrzenie. O jej bracie wiedział niewiele: tylko imię, które jakiś czas temu mu podała. Raczej nie obracał się w tym samym towarzystwie, co młody Flint. - Twojego brata, noszącego imiona aniołów? - powiedział, unosząc dłoń, by krytycznie przyjrzeć się własnej ręce, zaiste pozbawionej obrączki i śladów po niej. To nie tak, że Shafiq był wielkim przeciwnikiem małżeństwa. Po prostu prowadził tryb życia, przy którym nie miało to wielkiego sensu, choroba i szepty Slytherina sprawiały, że wzdragał się przed przywiązywaniem do siebie jakiejś kobiety jeszcze mocniej niż przed przyjęciem okowów na samego siebie, a i nie spotkał kobiety, której faktycznie pierścionek miałby ochotę wręczyć. Nie wspominając o tym, że jego najbliższa rodzina nie żyła, więc nikomu nie wpadło do głowy go swatać. - Przyznaję, jeśli zwykle przy mnie na coś takiego narzekano, to w kontekście siedzących obok córek - skwitował. Nie to, żeby zdarzało się to często, bo tak jak powiedział jej wprost: wcale nie był jednym z tych najbardziej pożądanych kawalerów angielskiej socjety. Miał swoje lata, skupiał się na pracy, nie na rozrywkach, był zamożny, ale nie bogaty, a rodzina jego matki wymarła.
- Czyżbyś chciała, żebym był zaintrygowany, Cynthia? - spytał, trochę prowokująco.
Spoglądał na nią, kiedy się odsunęła, a ręce skrzyżowała za plecami. Kryło się w tym wzroku pewne powątpiewanie, jakby chciał spytać: czy on naprawdę daje się na to nabrać?
Bo czy Flint do tego stopnia mógł nie znać własnej córki?
- Proszę się nie obawiać, nie należę do ludzi, którzy wymagają zabawiania - zapewnił, przenosząc wzrok na ojca Cynthii, gdy ten do nich podszedł. - Jestem do pańskiej dyspozycji w dowolnej godzinie, tak się przypadkiem składa, że nie planowałem ucieczki ze statku przed siedemnastą.
W końcu nie miał piętnastu lat, by mieć ochotę rzucać się w wodne odmęty tylko dlatego, że wpadł na ojca kobiety, która go pocałowała.
Ojciec Cynthii nie miałby szans zdominować Cathala, z tego prostego powodu, że niezależnie od postury i zachowania, nijak nie dorównywał w oczach Shafiqa dwóm innym osobom, które rzucały cień na całe jego życie. Był Slytherin, którego szepty i wspomnienia towarzyszyły mu od dzieciństwa, a jak Cathal ośmielał się uważać: pan Flint przy Salazarze Slytherinie mógł iść się schować do jakiejś nory. Było też widmo ojczyma, martwego od tylu lat, który jednak tkwił w pamięci niczym cierń i tkwiłby w niej nawet gdyby wspomnienia Cathala nie były aż tak żywe. Poza tym, zwyczajnie - Shafiq był od Flintówny ładnych kilka lat starszy, a i w młodzieńczych latach nie należał do osób łatwych do zdominowania. Nie był nieśmiałym chłopcem. I dlatego też niezbyt bał się użycia słowa randka, bo jeżeli ich spotkania randkami nie były - to niby czym? Zachowywałby się jak gówniarz, gdyby próbował udawać, że jest inaczej, czy we własnej głowie, czy na głos.
- Nie wątpię - rzucił na jej stwierdzenie o ciekawej podróży, posyłając kobiecie rozbawione spojrzenie. O jej bracie wiedział niewiele: tylko imię, które jakiś czas temu mu podała. Raczej nie obracał się w tym samym towarzystwie, co młody Flint. - Twojego brata, noszącego imiona aniołów? - powiedział, unosząc dłoń, by krytycznie przyjrzeć się własnej ręce, zaiste pozbawionej obrączki i śladów po niej. To nie tak, że Shafiq był wielkim przeciwnikiem małżeństwa. Po prostu prowadził tryb życia, przy którym nie miało to wielkiego sensu, choroba i szepty Slytherina sprawiały, że wzdragał się przed przywiązywaniem do siebie jakiejś kobiety jeszcze mocniej niż przed przyjęciem okowów na samego siebie, a i nie spotkał kobiety, której faktycznie pierścionek miałby ochotę wręczyć. Nie wspominając o tym, że jego najbliższa rodzina nie żyła, więc nikomu nie wpadło do głowy go swatać. - Przyznaję, jeśli zwykle przy mnie na coś takiego narzekano, to w kontekście siedzących obok córek - skwitował. Nie to, żeby zdarzało się to często, bo tak jak powiedział jej wprost: wcale nie był jednym z tych najbardziej pożądanych kawalerów angielskiej socjety. Miał swoje lata, skupiał się na pracy, nie na rozrywkach, był zamożny, ale nie bogaty, a rodzina jego matki wymarła.
- Czyżbyś chciała, żebym był zaintrygowany, Cynthia? - spytał, trochę prowokująco.
Spoglądał na nią, kiedy się odsunęła, a ręce skrzyżowała za plecami. Kryło się w tym wzroku pewne powątpiewanie, jakby chciał spytać: czy on naprawdę daje się na to nabrać?
Bo czy Flint do tego stopnia mógł nie znać własnej córki?
- Proszę się nie obawiać, nie należę do ludzi, którzy wymagają zabawiania - zapewnił, przenosząc wzrok na ojca Cynthii, gdy ten do nich podszedł. - Jestem do pańskiej dyspozycji w dowolnej godzinie, tak się przypadkiem składa, że nie planowałem ucieczki ze statku przed siedemnastą.
W końcu nie miał piętnastu lat, by mieć ochotę rzucać się w wodne odmęty tylko dlatego, że wpadł na ojca kobiety, która go pocałowała.