Nie wiedział, jakie emocje targały Aveliną w związku z Augustusem. Nie wiedział, jakie emocje targają nią w związku z jego rodziną. I w końcu - nie wiedział, że przybycie tutaj było w gruncie rzeczy okupione stresem, ponieważ mogła trafić na kogoś, na kogo nie chciała. Czy gdyby wiedział to spotkanie wyglądałoby inaczej czy może grałby dałna? Udawał, że nic nie wie i potem się cieszył, że zrobił Avelinie takiego psikusa, że zrobił jej pod górkę? Miał do niej słabość. Tak jak do każdego, kogo lubił, kto okazał mu życzliwość. Ta relacja nie mogła być niczym pomiędzy, bo i dla Sauriela nie bardzo cokolwiek pomiędzy istniało. Albo lubił, albo nie lubił. "Nie przeszkadza mi jego obecność", albo "jest neutralny" mogło się odnosić tylko do osób, których po prostu nie poznał. Na pewno nie mogło się odnieść do osoby, która zbyt wiele rzeczy z jego życia słyszała i była teraz naprawdę jak chodzący pamiętnik będący pięknym świadectwem jego upadku. Tak, pięknym. Chociaż Sauriel wolał blondynki. Nienawidzenie własnego świadectwa nawet wpisywałoby się w jego kalendarz wydarzeń, ale jak to mówią: to było dawno temu i nieprawda. Więc tak - lubił ją. Właściwie to ciągle miał jej bardzo dużo do poznania. Nauka transmutacji wydawała się świetną ku temu zaczepką. Właśnie - nauka. Bo nauka nauką, ale nie byli już w szkole, żeby gonić z dziennikiem z ocenami... prawda? Nie byli? W rękach Aveliny dziennik nie był widoczny, ale skoro umiała w transmutację to zaraz mogło coś się nim stać.
- Co? Nie podoba się tytuł? Za mało godny mościpanny? Być porównaną do takiej niecnoty, jak ja? - Uśmiechnął się bezczelnie, wyciągając dłoń na powitanie, bo chociaż i gotów był ją przytulić to był zimny. Tak zimny jak ci sławni Zimni (tak się nimi podniecali, a on był pierwszy ten zimniejszy!). Więc to może Zimni byli raczej tak zimni, jak on..? W każdym razie! To nie była skóra przyjemna w dotyku, choć niektórym to jakoś bardzo nie przeszkadzało tak w krótkim kontakcie. I owszem, znał słabość tej kociary. Kocicy? Kotka? Hm... Słabość bardzo prostą - była po prostu za miła. Nie zamierzał tego jednak wykorzystywać. Przynajmniej nie teraz, nie tu i nie dziś. - Ay, pani kierowniczko. - Odparł na pytanie, czy zdaje sobie sprawę z tego, że transmutacja jest trudna. - Gdyby nie była to chodziłbym na te zajęcia w Hogwarcie. - To był w zasadzie wstęp do tego, jakiej odpowiedzi mogła się spodziewać Avelina, kiedy zastanawiała się, ile potrafi i czy przemiana wykałaczki w zapałkę, albo w drugą stronę, była wykonalna. Była? - Jak ja ci zaraz odpierdole perfekcyjnie taką wykałaczkę, że by cię rodzona matula nie poznała. - Nie. Nie potrafił tego zrobić. I to była w zasadzie odpowiedź. - Znaczy się nie. - Wyjaśnił, tak gdyby jego wypowiedź jednak nie była dla Aveliny jednoznaczna. - Chcesz coś pić/jeść? Nie wiem, czy wygodniej nie byłoby w ogrodzie, żebym czegoś nie rozpierdolił przypadkiem, ale pick your poison. Jeszcze mam swoją jamę, w której możesz mnie edukować. - To ona tutaj była teraz kierowniczką, jak to ją określił. Sam tak rozejrzał się po tym salonie, rozkładając ręce, jakby chciał pokazać te skromne progi, bo nie sądził, że miała tutaj okazję kiedykolwiek być. Sam zresztą bardzo rzadko zapraszał tutaj kogokolwiek. Avelina więc mogła poczuć się wyróżniona... oprócz tego, że nie mogła, ponieważ nie miała o tym pojęcia. Och, cóż... liczy się backstory czy coś? Dobrego intencje? Chuj wie. Jeśli Avelina sobie zażyczyła zobaczyć jego pokój to się tam skierowali. W przeciwnym razie poszli w kierunku ogrodów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.