13.10.2023, 18:59 ✶
Byłbym w stanie uwierzyć w tę historię o tysiącletniej wiedźmie, bo pełno opowieści o różnorodnych czarodziejach oraz mugolach przemknęło przez nasz cyrk. Zastanawiałem się niekiedy, ile z nich było prawdziwych, a ile nie, ale w ostatecznym rozrachunku mieliśmy tyle wyjątkowych person w naszym domu, że w sumie wiara/niewiara nie była nam potrzebna. Magia unosiła się wśród nas, była tak gęsta, że nawet mugole musieli to czuć, zapewne interpretując to w kompletnie inny sposób, oczywiście typowo mugolski. Byli przecież w cyrku, a dla nich to magia cyrku była iluzją, którą właściwie sam podsycałem.
Wziąłem od Bren sztylet i pokiwałem głową z uznaniem. Bardziej udawanym, ale chciałem by dziewczynka się dobrze tu bawiła, oczywiście pod moim bacznym okiem, bo nie zamierzałem pozwolić by cokolwiek któremukolwiek z nas się coś stało.
- Myślałem, że żartujesz, ale ty naprawdę jesteś tysiącletnią wiedźmą... Jesteś niezwykle bysrta jak na swój wiek - zauważyłem z podziwem, odkładając ten zdobiony sztylet na miejsce. Tak podle ciążył mi w dłoni. Nie chciałem dłużej na niego patrzyć. Za bardzo przypominał mi brata, więc postanowiłem z naszą drobną zabawą przeć do przodu i świetnie się bawić, a przy okazji co nieco podszkolić. Może też dowiedzieć czegoś ciekawego? Lubiłem poznawać nowe osoby, ale nieczęsto miałem ku temu okazję.
- Iluzje są proste, aby trzeba na początku nauczyć się kilka gestów i odpowiedniego zachowania - stwierdziłem, po rzuceniu nożem robiąc przerwę na drobny pokaz karciany. Zawsze miałem przy sobie talię, tę może nieco już wysłużoną, ale wciąż nadającą się do ćwiczeń. Niektórych. Pokazałem pierwszą z nich Brennie by zrobić jakieś niby przedstawienie z czary-mary. - Tak mugole wyobrażają sobie czarowanie - uściśliłem, po czym kiedy wzrok dziewczynki poleciał za moją prawą ręką, lewą schowałem kartę w rękawie. Pokazałem jej swoje dwie puste dłonie.
- Nie używam do tego magii - dodałem, sięgając za ucho Bren by niby wyciągnąć zza niego tę zaginioną kartę. - Po prostu w odpowiednim momencie ukrywam ją, kiedy na chwilę widz traci z niej oko, i pokazuję, kiedy chcę - wyjaśniłem i właściwie zepsułem tym efekt ostateczny, przynajmniej gdybym chciał w przyszłości to powtórzyć. Zapewne Bren i tak miała bym zaskoczona takimi rzeczami, bo to raczej nie było coś typowego dla czarodziejskiego światka.
- Można by do tego używać czarów, ale niektórzy mugole bywają dociekliwi, bo muszą wiedzieć jak co działa - przyznałem, po czym postanowiłem podziwiać rzut Bren. Niedaleko mojego, ale wciąż blisko. - Spróbuj w ten sposób ująć ostrze zanim rzucisz. I stań wygodniej, swobodniej, najlepiej naprzeciw tarczy - odparłem, instruując Brennę. By to zrobić, wziąłem kolejny z noży, z tej samej kolekcji co wcześniej, a kiedy Bren spojrzała na moje wskazówki, podałem jej trzymaną broń. Obserwowałem jej poczynania.
Wziąłem od Bren sztylet i pokiwałem głową z uznaniem. Bardziej udawanym, ale chciałem by dziewczynka się dobrze tu bawiła, oczywiście pod moim bacznym okiem, bo nie zamierzałem pozwolić by cokolwiek któremukolwiek z nas się coś stało.
- Myślałem, że żartujesz, ale ty naprawdę jesteś tysiącletnią wiedźmą... Jesteś niezwykle bysrta jak na swój wiek - zauważyłem z podziwem, odkładając ten zdobiony sztylet na miejsce. Tak podle ciążył mi w dłoni. Nie chciałem dłużej na niego patrzyć. Za bardzo przypominał mi brata, więc postanowiłem z naszą drobną zabawą przeć do przodu i świetnie się bawić, a przy okazji co nieco podszkolić. Może też dowiedzieć czegoś ciekawego? Lubiłem poznawać nowe osoby, ale nieczęsto miałem ku temu okazję.
- Iluzje są proste, aby trzeba na początku nauczyć się kilka gestów i odpowiedniego zachowania - stwierdziłem, po rzuceniu nożem robiąc przerwę na drobny pokaz karciany. Zawsze miałem przy sobie talię, tę może nieco już wysłużoną, ale wciąż nadającą się do ćwiczeń. Niektórych. Pokazałem pierwszą z nich Brennie by zrobić jakieś niby przedstawienie z czary-mary. - Tak mugole wyobrażają sobie czarowanie - uściśliłem, po czym kiedy wzrok dziewczynki poleciał za moją prawą ręką, lewą schowałem kartę w rękawie. Pokazałem jej swoje dwie puste dłonie.
- Nie używam do tego magii - dodałem, sięgając za ucho Bren by niby wyciągnąć zza niego tę zaginioną kartę. - Po prostu w odpowiednim momencie ukrywam ją, kiedy na chwilę widz traci z niej oko, i pokazuję, kiedy chcę - wyjaśniłem i właściwie zepsułem tym efekt ostateczny, przynajmniej gdybym chciał w przyszłości to powtórzyć. Zapewne Bren i tak miała bym zaskoczona takimi rzeczami, bo to raczej nie było coś typowego dla czarodziejskiego światka.
- Można by do tego używać czarów, ale niektórzy mugole bywają dociekliwi, bo muszą wiedzieć jak co działa - przyznałem, po czym postanowiłem podziwiać rzut Bren. Niedaleko mojego, ale wciąż blisko. - Spróbuj w ten sposób ująć ostrze zanim rzucisz. I stań wygodniej, swobodniej, najlepiej naprzeciw tarczy - odparłem, instruując Brennę. By to zrobić, wziąłem kolejny z noży, z tej samej kolekcji co wcześniej, a kiedy Bren spojrzała na moje wskazówki, podałem jej trzymaną broń. Obserwowałem jej poczynania.