W ostatnim czasie w jej życiu wiele się wydarzyło. Najpierw atak na Beltane, potem śmierć ojca jej przyjaciółki, potem dziwne wydarzenie, którego nie była w stanie pamiętać, a jedyny ślad po tym jaki został były dwie ranki na jej szyi, potem pojawił się Rookwood wywracając jej życie do góry nogami. Następnie kochała jakiegoś mężczyznę, którego nawet do końca nie znała, a uczucie to było spowodowane klątwą, którą pomógł zdjąć Rookwood. Za kilka dni chciał się z nią zobaczyć na kolacji w ramach podziękowań. Jej życie było okropnie paskudne, a w jej sercu kotwiczył strach, bo nie wiedziała, co miała zrobić. Obawiała się każdego dnia i tego, co czeka ją, gdy pozwoli Augustusowi wejść do jej serca. Kochała go w szkole, kochała go potem, ale wyrzuciła to uczucie w głąb umysły, wypchnęła je z serca, aby przestać cierpieć. Zastąpiła pracoholizmem, dręczyła siebie pracą, aby nie myśleć, aby wrócić do domu i paść bez snów, bez wspomnień, ale on wrócił i wszystko zniszczył.
Gdy dostała informacje o tym, że Olivia chce się spotkać poczuła ulgę, bo potrzebowała kogoś neutralnego. Potrzebowała teraz człowieka, którym nie był Augustus Rookwood, czy Longbottom. Poprosiła szefa, aby przyszedł dzisiaj szybciej do pracy, bo miała coś do załatwienia, a ten oczywiście zgodził się cały w skowronkach, że to właśnie ona o to poprosiła. Zwykle Avelina zostawała po godzinach, a czasami nawet nie brała za to pieniędzy, bo nie na tym jej zależało. Zależało jej na utrzymaniu myśli na wodzy. Ubrała się w szerokie spodnie w kwiaty, białą bluzkę z krótkim rękawem, na ramię narzuciła swoją starą, ale nadal zadbaną torbę. Wokół niej nadal unosił się zapach lawendy, przyjemnie mieszający się z zapachem paleniska. Nie był duszący, a taki subtelny. Usta jak zawsze pomalowane czerwoną szminką. Dotarła punktualnie na czas do Pękatej Fiolki.
– Hej – przywitała się patrząc na dziewczynę uważnie. – Wszystko gra? – zapytała.