13.10.2023, 21:34 ✶
Faktycznie, czułem się już lepiej. Wystarczył eliksir, nieco powietrza, delikatna pogawędka z Lycoris i czarodziej był jak żywy! Mógłbym zaryzykować stwierdzeniem, że moje niewyspanie przeszło do zapomnienia, aczkolwiek wciąż gdzieś tam z tyłu głowy miałem to wspomnienie, poza tym byłem pewien, że odezwie się jeszcze migreną po południu.
Cóż, nieistotne. Zwarty i gotowy do działania dopalałem papierosa w towarzystwie panny Black, bawiąc się z nią w te maskaradę, bo raczej dorosłą rozmową nie można było tego nazwać. I choć pragnąłem być równie nudny i poważny jak ona, to jakoś nie potrafiłem. Uśmiech sam wchodził mi na wargę i - w przeciwieństwie do tego lycorisowego - nie zabijał ani nie zamieniał w kamień.
- Może i byłem śmiesznym gówniarzem, ale wciąż bardziej poważnym. I poukładanym. Niż ty, rzecz jasna - zauważyłem udawanie zjadliwie, po czym zaciągnąłem się po raz ostatni. Nie, nie powietrzem, tylko papierosem. Niespiesznie wypuściłem dym nosem, po czym cisnąłem pet pod nogi. Od niechcenia również został przydeptany przez mój elegancki pantofel. Poczułem tym samym pustkę w sobie, ale w przeciwieństwie do Black, nie miałem ochoty na drugiego. Meh.
- Teraz wszystko jasne, czemu nie widać u twojego boku mężczyzny. Każdy skończył jako misterny posąg - zauważyłem rozbawiony, kręcąc głowę.
Lycoris miała ripostę na wszystko. Podziwiałem ją. Można by rzec, że jeśli chodziło o mroczną stronę humoru, to przewyższała mnie zdecydowanie, więc cieszyłem się, że nie ważyłem się nigdy przechwalać, jakobym był w tym fachu arcymistrzem. Byli lepsi ode mnie. Ale nie zamierzałem jej o tym mówić by zanadto nie obrosła w piórka. I tak pewnie dostrzegała, że świetnie się bawiłem w jej towarzystwie. A może miała to po prostu w głębokim poważaniu?
- Wracam do pracy. Po papierosie należy się kolejna kawa - zawyrokowałem, poprawiając poły marynarki. Spojrzałem jednak zaraz na moment na niebo, bo się przejaśniało. Widziałem to wcześniej w refleksach, które rozmieniły się kusząco, kiedy promienie oświetliły włosy Lycoris. Przez to jej włosy nie wydawały się być takimi ciemny jak wcześniej. Olśniewała...? Phi, nic z tych rzeczy.
- Przy okazji podbiorę ci najfajniejsze trupy - odparłem groźnie, uśmiechnąłem się cwanie i skinąłem jej głową na siema-nara. Tak serio nie zamierzałem pod tym kątem robić jakiś wyścigów szczurów. Trupów mieliśmy zadość i, szczerze powiedziawszy, zaczynały mnie nudzić. Potrzebowałem ciekawszych atrakcji.
Cóż, nieistotne. Zwarty i gotowy do działania dopalałem papierosa w towarzystwie panny Black, bawiąc się z nią w te maskaradę, bo raczej dorosłą rozmową nie można było tego nazwać. I choć pragnąłem być równie nudny i poważny jak ona, to jakoś nie potrafiłem. Uśmiech sam wchodził mi na wargę i - w przeciwieństwie do tego lycorisowego - nie zabijał ani nie zamieniał w kamień.
- Może i byłem śmiesznym gówniarzem, ale wciąż bardziej poważnym. I poukładanym. Niż ty, rzecz jasna - zauważyłem udawanie zjadliwie, po czym zaciągnąłem się po raz ostatni. Nie, nie powietrzem, tylko papierosem. Niespiesznie wypuściłem dym nosem, po czym cisnąłem pet pod nogi. Od niechcenia również został przydeptany przez mój elegancki pantofel. Poczułem tym samym pustkę w sobie, ale w przeciwieństwie do Black, nie miałem ochoty na drugiego. Meh.
- Teraz wszystko jasne, czemu nie widać u twojego boku mężczyzny. Każdy skończył jako misterny posąg - zauważyłem rozbawiony, kręcąc głowę.
Lycoris miała ripostę na wszystko. Podziwiałem ją. Można by rzec, że jeśli chodziło o mroczną stronę humoru, to przewyższała mnie zdecydowanie, więc cieszyłem się, że nie ważyłem się nigdy przechwalać, jakobym był w tym fachu arcymistrzem. Byli lepsi ode mnie. Ale nie zamierzałem jej o tym mówić by zanadto nie obrosła w piórka. I tak pewnie dostrzegała, że świetnie się bawiłem w jej towarzystwie. A może miała to po prostu w głębokim poważaniu?
- Wracam do pracy. Po papierosie należy się kolejna kawa - zawyrokowałem, poprawiając poły marynarki. Spojrzałem jednak zaraz na moment na niebo, bo się przejaśniało. Widziałem to wcześniej w refleksach, które rozmieniły się kusząco, kiedy promienie oświetliły włosy Lycoris. Przez to jej włosy nie wydawały się być takimi ciemny jak wcześniej. Olśniewała...? Phi, nic z tych rzeczy.
- Przy okazji podbiorę ci najfajniejsze trupy - odparłem groźnie, uśmiechnąłem się cwanie i skinąłem jej głową na siema-nara. Tak serio nie zamierzałem pod tym kątem robić jakiś wyścigów szczurów. Trupów mieliśmy zadość i, szczerze powiedziawszy, zaczynały mnie nudzić. Potrzebowałem ciekawszych atrakcji.