13.10.2023, 23:05 ✶
Deszcz istotnie wprowadzał w stan nostalgiczny. Wielkie krople spływające po zimnych szybach czy cegłach Londyńskich budynków — zarówno tych z magicznej dzielnicy, jak i zapewne mugoslkiej, przywodziły na myśl niewykorzystane szanse. Nie było chyba człowieka, który byłby w stanie żyć bez zadawania sobie pytania: co by było, gdyby? Nawet jej się to zdarzało, chociaż bardzo rzadko. Nie lubiła trwonić czasu na coś, na co już nie miała wpływu, bo przecież nie mogła cofnąć się w czasie i bez żadnych innych konsekwencji zmienić raz podjętej decyzji. Młoda Czarownica była też na zbyt dumna.
Jak na złość, nawet deszczowy, ale listopad umykał jej pomiędzy palcami. Miała coraz mniej czasu na obmyślenie sensownego planu, jak zmienić swoje przeznaczenie. Nie było łatwo być kobietą w świecie rządzonym przez mężczyzn, gdzie dziedzictwo i możliwości były uwarunkowane płcią, a kobiety stanowiły jedynie kartę przetargową, aby nawiązać sojusz lub też kontrakty z innym, potężnym rodem. Spoglądając na tak mało spotykane, kolorowe parasolki, szukała inspiracji, chociaż była bardzo brutalnie świadoma otaczającej ją rzeczywistości. Zgiełk kawiarni bardzo wybiórczo docierał jej uszu, aromat kawy i sprzedawanych tu wypieków trafiał w nozdrza bardzo wyraźnie. Pobudzał ją, wybijał odrobinę z rytmu, chociaż rozbrzmiewające dookoła rozmowy i salwy śmiechu pozostawały dla jasnowłosej niewidoczne. Zwilżyła wargi, magiczna pomadka trzymała się doskonale pomimo wykonanego gestu, na tyle, że pojedyncze pasmo włosów chciało się do niej przykleić, ale odgarnęła je nienachalnie dłonią. Nie skupiała się zupełnie na znajdującym się obok człowieku, siedzących przy stoliku młodych kobietach, czy też niewielkim dzwoneczku, który rozbrzmiewał, gdy ktoś wchodził do kawiarni. Jedyne co to Cynthia miała nieodparte wrażenie, że panuje dookoła aura pełna pośpiechu, a po stołach walały się filiżanki z niedopitą kawą lub nagryzione w pośpiechu, obłędnie cynamonowe bułeczki.
Słyszała, że kawa łączy i jednoczy ludzi, ale nigdy nie spotkało jej to tak dosłownie. Odwróciła głowę do źródła drugiego z głosów, który potwierdzał zamówienie, a błękitne tęczówki przyjrzały się z ciekawością napotkanej twarzy, ostatecznie przystając bezpośrednio na oczach. Miała nieodparte wrażenie, że już go gdzieś widziała, ale nie była w stanie skojarzyć czasów, czy też miejsca. Przez biuro koronera, gdzie zaczęła niedawno pracę, przewijało się mnóstwo ludzi, bo należało przecież do siedziby aurorów. Upomniała się w myślach, a kąciki ust drgnęły jej w subtelnie, pozornie naturalnym uśmiechu, chociaż w rzeczywistości był to gest precyzyjnie wyuczony, podobnie, jak wiele innych w jej przypadku. Otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale mężczyzna ubiegł ją, odpowiadając kelnerce I przy okazji zbił też nieco z tropu samą blondynkę. Zamówił kolejną kawę, obdarzając ją przy okazji komplementem, na co pokręciła delikatnie głową. Wciąż na niego patrzyła, siedząc wygodnie na wyższym stołeczku, tkwiącym przy prostej drewnianej ladzie, która znajdowała się z kolei zaraz przy oknie. Płaszcz miała rozpięty, nogę założoną na nogę i chociaż pierwotnie sądziła, że weźmie kawę i pójdzie, to jegomość miał chyba inne plany. - To najsprytniejsze wmanewrowanie kobiety we wspólną kawę, jestem pod wrażeniem. I samego gustu do tego naparu, również. - powiedziała w końcu, odkładając tkwiącą na kolanach torebkę na bok, aby wygodniej usiąść i subtelnie obrócił krzesełko w jego kierunku. Nie mogła sobie teraz tak po prostu wyjść, byłoby to skrajnie niekulturalne, nawet jeśli on jawił się, jako jednostka nonszalancka i dość bezczelna. Palcami przesunęła włosy za ucho, przesuwając spojrzeniem na powrót po jego licu. Skąd ona go znała?
- Mamy kawę, niech będzie i ciasto. Skoro polecasz sernik, zaryzykuję, ale ja poleciłabym Ci cynamonową bułeczkę, jeśli jeszcze takowej nie jadłeś. - odpowiedziała, zsuwając się na chwilę z krzesełka, aby stanąć. Zsunęła z ramion swój płaszcz i podeszła do ściany, przewieszając go na wieszaku, a potem wróciła na miejsce, uznając, że wnętrze było zbyt ciepłe, aby siedzieć dalej w okryciu. Wygładziła dłońmi materiał ciemnogranatowej, prostej sukienki z długim rękawem i ponownie, obróciła głowę w jego stronę. Chciała zapytać wprost, czy gdzieś się już nie widzieli, ale byłoby to szalenie nietaktowne, bo w wykonaniu panny, wyglądałoby to niczym słaby sposób na podryw. Dziewczyna przysunęła sie nieco bliżej, układając dłonie na kolanach, przez chwilę wyprostowała głowę i spojrzała za okno, śledząc jedną ze spływających kropel deszczu. Nigdy nie była mistrzynią rozmówek, ale skoro kupił jej kawę, a do tego miała to okropne przeświadczenie.. Znów obdarzyła go spojrzeniem, lustrując bezczelnie, jakby szukała w nim jakiegoś punktu zaczepienia. Nie była na tyle próżna, aby odnieść się do jego ubrania, a o inteligencji i zainteresowaniach wiele nie wiedziała. Postanowiła wiec wybrać, co sprawiało wrażenie prawdziwego. - Wyglądasz, jakbyś lubił deszcz.
Jak na złość, nawet deszczowy, ale listopad umykał jej pomiędzy palcami. Miała coraz mniej czasu na obmyślenie sensownego planu, jak zmienić swoje przeznaczenie. Nie było łatwo być kobietą w świecie rządzonym przez mężczyzn, gdzie dziedzictwo i możliwości były uwarunkowane płcią, a kobiety stanowiły jedynie kartę przetargową, aby nawiązać sojusz lub też kontrakty z innym, potężnym rodem. Spoglądając na tak mało spotykane, kolorowe parasolki, szukała inspiracji, chociaż była bardzo brutalnie świadoma otaczającej ją rzeczywistości. Zgiełk kawiarni bardzo wybiórczo docierał jej uszu, aromat kawy i sprzedawanych tu wypieków trafiał w nozdrza bardzo wyraźnie. Pobudzał ją, wybijał odrobinę z rytmu, chociaż rozbrzmiewające dookoła rozmowy i salwy śmiechu pozostawały dla jasnowłosej niewidoczne. Zwilżyła wargi, magiczna pomadka trzymała się doskonale pomimo wykonanego gestu, na tyle, że pojedyncze pasmo włosów chciało się do niej przykleić, ale odgarnęła je nienachalnie dłonią. Nie skupiała się zupełnie na znajdującym się obok człowieku, siedzących przy stoliku młodych kobietach, czy też niewielkim dzwoneczku, który rozbrzmiewał, gdy ktoś wchodził do kawiarni. Jedyne co to Cynthia miała nieodparte wrażenie, że panuje dookoła aura pełna pośpiechu, a po stołach walały się filiżanki z niedopitą kawą lub nagryzione w pośpiechu, obłędnie cynamonowe bułeczki.
Słyszała, że kawa łączy i jednoczy ludzi, ale nigdy nie spotkało jej to tak dosłownie. Odwróciła głowę do źródła drugiego z głosów, który potwierdzał zamówienie, a błękitne tęczówki przyjrzały się z ciekawością napotkanej twarzy, ostatecznie przystając bezpośrednio na oczach. Miała nieodparte wrażenie, że już go gdzieś widziała, ale nie była w stanie skojarzyć czasów, czy też miejsca. Przez biuro koronera, gdzie zaczęła niedawno pracę, przewijało się mnóstwo ludzi, bo należało przecież do siedziby aurorów. Upomniała się w myślach, a kąciki ust drgnęły jej w subtelnie, pozornie naturalnym uśmiechu, chociaż w rzeczywistości był to gest precyzyjnie wyuczony, podobnie, jak wiele innych w jej przypadku. Otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale mężczyzna ubiegł ją, odpowiadając kelnerce I przy okazji zbił też nieco z tropu samą blondynkę. Zamówił kolejną kawę, obdarzając ją przy okazji komplementem, na co pokręciła delikatnie głową. Wciąż na niego patrzyła, siedząc wygodnie na wyższym stołeczku, tkwiącym przy prostej drewnianej ladzie, która znajdowała się z kolei zaraz przy oknie. Płaszcz miała rozpięty, nogę założoną na nogę i chociaż pierwotnie sądziła, że weźmie kawę i pójdzie, to jegomość miał chyba inne plany. - To najsprytniejsze wmanewrowanie kobiety we wspólną kawę, jestem pod wrażeniem. I samego gustu do tego naparu, również. - powiedziała w końcu, odkładając tkwiącą na kolanach torebkę na bok, aby wygodniej usiąść i subtelnie obrócił krzesełko w jego kierunku. Nie mogła sobie teraz tak po prostu wyjść, byłoby to skrajnie niekulturalne, nawet jeśli on jawił się, jako jednostka nonszalancka i dość bezczelna. Palcami przesunęła włosy za ucho, przesuwając spojrzeniem na powrót po jego licu. Skąd ona go znała?
- Mamy kawę, niech będzie i ciasto. Skoro polecasz sernik, zaryzykuję, ale ja poleciłabym Ci cynamonową bułeczkę, jeśli jeszcze takowej nie jadłeś. - odpowiedziała, zsuwając się na chwilę z krzesełka, aby stanąć. Zsunęła z ramion swój płaszcz i podeszła do ściany, przewieszając go na wieszaku, a potem wróciła na miejsce, uznając, że wnętrze było zbyt ciepłe, aby siedzieć dalej w okryciu. Wygładziła dłońmi materiał ciemnogranatowej, prostej sukienki z długim rękawem i ponownie, obróciła głowę w jego stronę. Chciała zapytać wprost, czy gdzieś się już nie widzieli, ale byłoby to szalenie nietaktowne, bo w wykonaniu panny, wyglądałoby to niczym słaby sposób na podryw. Dziewczyna przysunęła sie nieco bliżej, układając dłonie na kolanach, przez chwilę wyprostowała głowę i spojrzała za okno, śledząc jedną ze spływających kropel deszczu. Nigdy nie była mistrzynią rozmówek, ale skoro kupił jej kawę, a do tego miała to okropne przeświadczenie.. Znów obdarzyła go spojrzeniem, lustrując bezczelnie, jakby szukała w nim jakiegoś punktu zaczepienia. Nie była na tyle próżna, aby odnieść się do jego ubrania, a o inteligencji i zainteresowaniach wiele nie wiedziała. Postanowiła wiec wybrać, co sprawiało wrażenie prawdziwego. - Wyglądasz, jakbyś lubił deszcz.