14.10.2023, 13:20 ✶
– Być może kiedyś jeszcze porozmawiamy o znaczeniu imion – stwierdził Shafiq, uśmiechając się tym razem nie do niej, a do swoich myśli.
Tak, miał pewien pomysł, który całkiem się mu podobał.
- Jest to interesujące, jak bardzo czasem można obrazić człowieka, chcąc go skomplementować – podsumował krótko Cathal opowieść Cynthii o jej bracie i o tym, że ona sama stanowi „najlepszą kartę przetargową”. Sam fakt, że dla Flinta dziedzicem musiał być syn, niezbyt Shafiqa dziwił. Tak ostatecznie działał świat, zarówno do niedawna mugolskiej arystokracji, jak i rodów czystej krwi wśród magów: kobiety wżeniały się w inne rody, rodzinne dziedzictwo przejmowały tylko, jeżeli nie mogli zrobić tego bracia, a i wtedy dość często szukano im mężów wśród osób spokrewnionych jakoś z rodziną. Cathal nie był na tyle postępowym człowiekiem, aby dostrzegał w tym coś złego. Sprzedawanie córki w ramach targu było jednak dla niego już czymś, co powinno pozostać w XIX wieku, niekoniecznie wchodzić do drugiej połowy XX.
Niektórzy ojcowie nazywali swoje córki pieszczotliwie perełkami, pan Flint najwyraźniej wolał określać swoją jako doskonały towar.
Nie ciągnął tematu bycia zaintrygowanym, bo i nie miał na to szansy, gdy pojawił się ojciec dziewczyny. Jasnym w każdym razie stawało się, że w dużej mierze jej gierki były przedstawieniami w teatrze, w którym przede wszystkim liczył się jeden widz – być może swego rodzaju właściciel teatru. Jej ojciec. Poruszanie przy nim pewnych tematów czy jakieś aluzje, były czymś, co mogłoby napytać Cynthii biedy. O siebie się nie martwił – nieważne, jak władczym czy wpływowym człowiek był Flint, Cathal pozostawał poza jego zasięgiem, zbyt dalekie były ich interesy oraz grona znajomych. Ale jednak nie miał powodów, aby posuwać się do skurwysyństwa.
– W takim razie dziś wyjątkowo podaruję sobie pływanie w morskiej wodzie. Moje specjalizacje to głównie starożytność i historia Wysp Brytyjskich, nie sztuka, ale chętnie spojrzę na te obrazy – powiedział, posyłając jeszcze Cynthii nieco kpiący uśmiech, nim odeszła, poproszona o przygotowanie ziółek, i jeszcze tak przepięknie dygnęła.
Może naprawdę miał w życiu wiele szczęścia.
Tym największym fartem był fakt, że cała jego bliższa rodzina nie żyła. Ta myśl nawiedziła go, kiedy Flintówna dygała, a on mimowolnie przypomniał sobie Ulyssesa, tak zupełnie od niej innego, a jednak dostosowującego swoje życie pod oczekiwania ojca.
Ruszył za Flintem, zatknąwszy kciuki za szlufki spodni. Nie dopatrywał się w jego postępowaniu żadnego podstępu, bo i nie widział powodu, dla którego ten miałby się do tego uciekać. W oczach Cathala Flint chciał raczej wybadać znajomego córki, ewentualnie sprawdzić, co może zyskać na znajomości z nim – jeżeli nawet Cynthia była dla niego kartą przetargową. I chociaż większość życia sam spędzał na jakichś wykopaliskach albo siedząc za biurkiem otoczony starymi manuskryptami, to nie tak, że nigdy nie stykał się z tego typu ludźmi. Musiał, zarówno przez koligacje, jak i w związku z pracą, więc teraz nie czuł się zbity z tropu sytuacją.
Tak, miał pewien pomysł, który całkiem się mu podobał.
- Jest to interesujące, jak bardzo czasem można obrazić człowieka, chcąc go skomplementować – podsumował krótko Cathal opowieść Cynthii o jej bracie i o tym, że ona sama stanowi „najlepszą kartę przetargową”. Sam fakt, że dla Flinta dziedzicem musiał być syn, niezbyt Shafiqa dziwił. Tak ostatecznie działał świat, zarówno do niedawna mugolskiej arystokracji, jak i rodów czystej krwi wśród magów: kobiety wżeniały się w inne rody, rodzinne dziedzictwo przejmowały tylko, jeżeli nie mogli zrobić tego bracia, a i wtedy dość często szukano im mężów wśród osób spokrewnionych jakoś z rodziną. Cathal nie był na tyle postępowym człowiekiem, aby dostrzegał w tym coś złego. Sprzedawanie córki w ramach targu było jednak dla niego już czymś, co powinno pozostać w XIX wieku, niekoniecznie wchodzić do drugiej połowy XX.
Niektórzy ojcowie nazywali swoje córki pieszczotliwie perełkami, pan Flint najwyraźniej wolał określać swoją jako doskonały towar.
Nie ciągnął tematu bycia zaintrygowanym, bo i nie miał na to szansy, gdy pojawił się ojciec dziewczyny. Jasnym w każdym razie stawało się, że w dużej mierze jej gierki były przedstawieniami w teatrze, w którym przede wszystkim liczył się jeden widz – być może swego rodzaju właściciel teatru. Jej ojciec. Poruszanie przy nim pewnych tematów czy jakieś aluzje, były czymś, co mogłoby napytać Cynthii biedy. O siebie się nie martwił – nieważne, jak władczym czy wpływowym człowiek był Flint, Cathal pozostawał poza jego zasięgiem, zbyt dalekie były ich interesy oraz grona znajomych. Ale jednak nie miał powodów, aby posuwać się do skurwysyństwa.
– W takim razie dziś wyjątkowo podaruję sobie pływanie w morskiej wodzie. Moje specjalizacje to głównie starożytność i historia Wysp Brytyjskich, nie sztuka, ale chętnie spojrzę na te obrazy – powiedział, posyłając jeszcze Cynthii nieco kpiący uśmiech, nim odeszła, poproszona o przygotowanie ziółek, i jeszcze tak przepięknie dygnęła.
Może naprawdę miał w życiu wiele szczęścia.
Tym największym fartem był fakt, że cała jego bliższa rodzina nie żyła. Ta myśl nawiedziła go, kiedy Flintówna dygała, a on mimowolnie przypomniał sobie Ulyssesa, tak zupełnie od niej innego, a jednak dostosowującego swoje życie pod oczekiwania ojca.
Ruszył za Flintem, zatknąwszy kciuki za szlufki spodni. Nie dopatrywał się w jego postępowaniu żadnego podstępu, bo i nie widział powodu, dla którego ten miałby się do tego uciekać. W oczach Cathala Flint chciał raczej wybadać znajomego córki, ewentualnie sprawdzić, co może zyskać na znajomości z nim – jeżeli nawet Cynthia była dla niego kartą przetargową. I chociaż większość życia sam spędzał na jakichś wykopaliskach albo siedząc za biurkiem otoczony starymi manuskryptami, to nie tak, że nigdy nie stykał się z tego typu ludźmi. Musiał, zarówno przez koligacje, jak i w związku z pracą, więc teraz nie czuł się zbity z tropu sytuacją.