15.10.2023, 21:54 ✶
Czasami miałem wrażenie, że ten Dellian to mnie w konia robił i to w konia, a nie w kota czy w kota w worku, czy inne takie. Z tym wzrokiem i swoimi oczami, bo kiedy tak mnie pchnął na ścianę i tak oparł tę rękę o ścianę, tuż nad moim ramieniem, to kurde sam bym tego lepiej nie zrobił. Widział jak nic i leciał na to ciastko, którym byłem, bo nie mogło być inaczej. Sam bym na siebie poleciał, gdybym mógł, ale nie mogłem... chociaż mogłem przecież! Zapomniałem, że bywałem narcyzem!
Uśmiechnąłem się do niego znowu, paląc kolejny most faktem, że zapomniałem, że on nie widzi i pewnie bym coś powiedział, ale Dellian mnie zmroził, zamurował w tej ścianie chyba i sam w sumie zapomniałem języka w gębie. Gdyby ktoś pytał, to bardzo rzadko się to zdarzało, tak rzadko, że prawie wcale. Zagryzłem nawet wargę, czego Ollivander również nie widział, ale z kolei ja widziałem jego złośliwy uśmiech i to zaparło mi dech w piersi, a w podbrzuszu poczułem motylki. Bezczelny gnój. Kochałem go, tak myślę, choć ruchał wszystko, co się ruszało, i zapewne zamierzał zaliczyć również mnie.
Nagle mi zabrakło ripost w głowie, więc postanowiłem wykorzystać to koło ratunkowe, które mi pozostało, na co właściwie mnie naprowadził sam Dellian, kiedy tak seksownie przegarnął włosy. Objąłem go ręką by przypadkiem nie zdążył mi uciec, po czym chwyciłem, wziąłem, sam nie wiem, co robiłem... Pocałowałem go po prostu i to nie był taki niewinny całus jak ten mój pierwszy pocałunek, który miał miejsce jeszcze jak miałem lat kilka, tylko prawdziwy pocałunek, taki, co się rozpychał z wargami o drugie wargi i trochę śliny to też tam było. Polizane, przyklepane... niestety nie w tym przypadku.
- Czy z Bellem to też się miziacie w ten sposób? - zapytałem znienacka zaciekawiony, bo skoro Dellian to taki kochaś był, to kto go wiedział, co w życiu porabiał. Może kochał też kocie futerko i wcale nie chciałem sobie wyobrażać jakiejś zoofilii, bo sam bym nie chciał tak skończyć w postaci kota, ale tak po prostu ich bliskie relacje. Nie trzeba było uprawiać seksu żeby się z kimś migdalić, no nie?
- A ja w sumie nie wiem... Muszę pogadać z rodzicami, ale z pewnością nam naznoszę aż za dużo. Znasz mnie - stwierdziłem, wzruszając ramionami, taki oparty o ścianę, nieco rozmarzony, bo uwielbiałem takie uniesienia i takie większe również. Ogólnie kochałem być kochany, więc co się dziwić.
Uśmiechnąłem się do niego znowu, paląc kolejny most faktem, że zapomniałem, że on nie widzi i pewnie bym coś powiedział, ale Dellian mnie zmroził, zamurował w tej ścianie chyba i sam w sumie zapomniałem języka w gębie. Gdyby ktoś pytał, to bardzo rzadko się to zdarzało, tak rzadko, że prawie wcale. Zagryzłem nawet wargę, czego Ollivander również nie widział, ale z kolei ja widziałem jego złośliwy uśmiech i to zaparło mi dech w piersi, a w podbrzuszu poczułem motylki. Bezczelny gnój. Kochałem go, tak myślę, choć ruchał wszystko, co się ruszało, i zapewne zamierzał zaliczyć również mnie.
Nagle mi zabrakło ripost w głowie, więc postanowiłem wykorzystać to koło ratunkowe, które mi pozostało, na co właściwie mnie naprowadził sam Dellian, kiedy tak seksownie przegarnął włosy. Objąłem go ręką by przypadkiem nie zdążył mi uciec, po czym chwyciłem, wziąłem, sam nie wiem, co robiłem... Pocałowałem go po prostu i to nie był taki niewinny całus jak ten mój pierwszy pocałunek, który miał miejsce jeszcze jak miałem lat kilka, tylko prawdziwy pocałunek, taki, co się rozpychał z wargami o drugie wargi i trochę śliny to też tam było. Polizane, przyklepane... niestety nie w tym przypadku.
- Czy z Bellem to też się miziacie w ten sposób? - zapytałem znienacka zaciekawiony, bo skoro Dellian to taki kochaś był, to kto go wiedział, co w życiu porabiał. Może kochał też kocie futerko i wcale nie chciałem sobie wyobrażać jakiejś zoofilii, bo sam bym nie chciał tak skończyć w postaci kota, ale tak po prostu ich bliskie relacje. Nie trzeba było uprawiać seksu żeby się z kimś migdalić, no nie?
- A ja w sumie nie wiem... Muszę pogadać z rodzicami, ale z pewnością nam naznoszę aż za dużo. Znasz mnie - stwierdziłem, wzruszając ramionami, taki oparty o ścianę, nieco rozmarzony, bo uwielbiałem takie uniesienia i takie większe również. Ogólnie kochałem być kochany, więc co się dziwić.