16.10.2023, 21:25 ✶
Aury uwielbiał lato w mieście, powietrze rozedrgane od gorąca, zatłoczoną ulicę Pokątną. W ogóle z resztą był mieszczuchem, mimo, że uwielbiał spędzać czas na świeżym powietrzu i aktywnie, a mniejsze, urokliwie położone miejscowości miały coś w sobie, jednak za każdym razem, gdy wracał do Londynu, czuł, że tu jest jego dom. Nie w zakurzonych, eleganckich, spowitych delikatnym chłodem i rozżarzonych od jupiterów spkulisach i scenach teatru Selwynów, chociaż przemykał między siedzeniami obitymi aksamitem od dziecka, ale w przytulnym i nieco zagraconym lokum przy alei Horyzontalnej, które nie oddawało prestiżu zamieszkującej go persony, chyba, że akurat Aury’emu na tym zależało.
Dzisiejszy dzień był nieco lużniejszy, więc pozwolił sobie na coś, na co rzadko miał okazję, dłuższe wylegiwanie się. W końcu sączące się słońce wywabiło go z łóżka, i już wkrótce wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Bliskość ulicy Pokątnej i Carkitt Market sprawiało, że w okolicy kręciło się sporo ludzi. On również wmieszał się w tłum, udając się na umówione wcześniej spotkanie, w końcu quidditch nie wiązał się jedynie z treningami i meczami, chociaż te lubił najbardziej.
Już wtedy panowała duchota, powietrze było ciężkie, ale trudno było przypuszczać, że chmury przysłonią słońce, które zalewało ciepłym światłem budynki, ulice i przechodniów. Spotkanie poszło po jego myśli, a gdy wrócił na zaludnione ulice wzmógł się wiatr, i zrobiło się szarawo, jak przed świtem, chociaż była pełnia dnia. Deszcz lunął nagle, spadając na chodniki tysiącem kropel i wprawiając przechodniów w popłoch. Nieltórzy chronili się pod najbliższym dachem, lub w lokalach usługowych, niektórzy korzystając z magicznych zdolności znikali z pola rażenia w mgnieniu oka. Aury przyspieszył kroku, wystawiając twarz do deszczu, bliżniaczo jak wystawiał ją na promienie słońca.
Do domu nie miał daleko, ale i tak przemókł doszczętnie, zanim tam dotarł. Chyba tylko Aury mógł wyglądać korzystnie w lepiących się od wody włosach i ubraniu, które można było wykręcać, a mimo tych niedogodności zdawał się niemal czerpać przyjemność z tej przechadzki w przyspieszonym tempie, gdy znalazł się przed wejściem do kamienicy, gdzie zastał kogoś kto wyglądał jak nieco rozmokły papierek po cukierku, przynajmniej gdyby sądzić po samym ubraniu, ale przecież sam Aury nie wyglądał lepiej.
Podchodząc bliżej zauważył, że czarownica drży z zimna, otworzył więc drzwi wejściowe i uchylił je przed nią.
- Zapraszam do środka, tam będzie trochę cieplej. - odezwał się. Letnie ulewy zwykle nie trwały długo, ale sucha klatka schodowa kamienicy zawsze dawała pewien komfort, nawet jeśli tylko na chwilę.
Dzisiejszy dzień był nieco lużniejszy, więc pozwolił sobie na coś, na co rzadko miał okazję, dłuższe wylegiwanie się. W końcu sączące się słońce wywabiło go z łóżka, i już wkrótce wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Bliskość ulicy Pokątnej i Carkitt Market sprawiało, że w okolicy kręciło się sporo ludzi. On również wmieszał się w tłum, udając się na umówione wcześniej spotkanie, w końcu quidditch nie wiązał się jedynie z treningami i meczami, chociaż te lubił najbardziej.
Już wtedy panowała duchota, powietrze było ciężkie, ale trudno było przypuszczać, że chmury przysłonią słońce, które zalewało ciepłym światłem budynki, ulice i przechodniów. Spotkanie poszło po jego myśli, a gdy wrócił na zaludnione ulice wzmógł się wiatr, i zrobiło się szarawo, jak przed świtem, chociaż była pełnia dnia. Deszcz lunął nagle, spadając na chodniki tysiącem kropel i wprawiając przechodniów w popłoch. Nieltórzy chronili się pod najbliższym dachem, lub w lokalach usługowych, niektórzy korzystając z magicznych zdolności znikali z pola rażenia w mgnieniu oka. Aury przyspieszył kroku, wystawiając twarz do deszczu, bliżniaczo jak wystawiał ją na promienie słońca.
Do domu nie miał daleko, ale i tak przemókł doszczętnie, zanim tam dotarł. Chyba tylko Aury mógł wyglądać korzystnie w lepiących się od wody włosach i ubraniu, które można było wykręcać, a mimo tych niedogodności zdawał się niemal czerpać przyjemność z tej przechadzki w przyspieszonym tempie, gdy znalazł się przed wejściem do kamienicy, gdzie zastał kogoś kto wyglądał jak nieco rozmokły papierek po cukierku, przynajmniej gdyby sądzić po samym ubraniu, ale przecież sam Aury nie wyglądał lepiej.
Podchodząc bliżej zauważył, że czarownica drży z zimna, otworzył więc drzwi wejściowe i uchylił je przed nią.
- Zapraszam do środka, tam będzie trochę cieplej. - odezwał się. Letnie ulewy zwykle nie trwały długo, ale sucha klatka schodowa kamienicy zawsze dawała pewien komfort, nawet jeśli tylko na chwilę.