19.10.2023, 00:16 ✶
Co rusz zerkała na Louvaina, powstrzymując westchnienia niepokoju. I po co to wszystko? Wiedziała, że taki miał charakter: dumny i uparty, ich rodzina miała to we krwi, gdyby wziąć pod uwagę także jej ukochaną przyjaciółkę. Dodatkowo czarnowłosy mężczyzna był oddany swojej siostrze, gotów bronić jej oraz jej honoru przed całym światem. Zawsze była niewinna w jego oczach, bracia już tak chyba mieli. Przywitała się oczywiście wcześniej z Atreusem, posyłając nieco luźniejszy, bardziej zadziorny uśmiech — lubiła go bardzo. Słowa przyjaciółki przyjęła z ulgą, że nie była spóźniona aż tak paskudnie. Jej kuzyn byłby zły, gdyby nie przyszła, niezależnie, jak pokrętna i niejednoznaczna była ich relacja.
- Hmm Prewett? Słyszałam o Tobie troche. /b] —[odparła, przenosząc spojrzenie na chłopaka z delikatnym uśmiechem, wyuczonym i niewinnym. Nie chciała zrobić złego wrażenia, skoro Vic się z nim przyjaźniła. No i fakt, jak różnił się od Rookwooda, był zaskakujący. [b]- Tak, byłeś w bandzie St.. Borgina, prawda?
Obrazy pojawiały się jej w głowie, Prewett był dość uroczym, ale i niezdarnym przedstawicielem tej gromadki. W czasach szkolnych miała lepsze zdanie o nim, niż o Lou, Atreusie i Anthonym, który był kwintesencją słowa "nieznośny". Jej przyjaciółka jako prefekt, miała z nimi urwanie głowy.
Znów się coś zadziało na arenie, Cyna przeniosła tam wzrok, najpierw na Notta, potem na Lou, jednak po jej twarzy trudno było cokolwiek stwierdzić. Dlaczego nie odbił lub nie rozproszył czaru? Poczuła, jak ciało się jej nieco spina, gdy ten Lestrange zastygł w bezruchu.
- To nie w jego stylu. - zauważyła, przenosząc wzrok ponownie na ciemnowłosą czarownicę, bojowość i zawziętość ich ród miał również we krwi. Ruchem dłoni zgarnęła jasne pasmo za ucho, kontynuując. - Jeśli zremisuje lub co gorsza, przegra, to się załamie.
Dodała, pozwalając sobie na subtelny ruch ramion. Siedziała prosto, dłonie trzymając na kolanach. Ona też się nie znała na pojedynkach, chociaż kiedyś ktoś trochę jej o nich opowiadał, pomagając przy okazji z nauką podstawowych zaklęć bojowych. To był dobry nauczyciel. Przymknęła na chwilę oczy, stukając paznokciami w wierzch swojej dłoni, a potem znów spojrzała na arenę. - Też nie sądziłam, że Pan Nott sobie tak doskonale poradzi. Wydawał się typowym talentem do sportu z tego, co słyszałam. -miała okazję poznać Notta na Beltane, wydawał się jej wtedy dość zagubiony i rozlazły, ale teraz wydawał się zupełnie innym mężczyzną. Jakby po wydarzeniach z obchodów i z Lorettą, ktoś rozpalił w nim nową iskrę. Pytanie Laurenta sprawiło, że przeniosła na niego wzrok, wydając z siebie ciche mruknięcie, chociaż odpowiedź była jasna. - Obydwoje są dobrymi Czarodziejami, mają na swoich kontach podobne osiągnięcia. Jednak tak, jak Tori, jestem tu na zaproszenie Louvaina. Znamy się już trochę czasu.
To było niedopowiedzenie, ale naprawdę nie wiedziała, jak określić to, co mieli. Pomagała mu w kwestiach zdrowia, była powiernikiem jego sekretów, miewali swoje momenty, a byli przecież tak skrajnie różni. No i kwestia tego wianka. - A Twoim? Wydaje mi się, że usłyszałam sympatię i podziw w Twoim głosie, gdy mówiłeś o Panie Philippie.
Przekręciła niewinnie głowę na bok, posyłając mu zaciekawione spojrzenie, a potem zerknęła na przyjaciółkę. Ach te męczące, wymagające życie towarzyskie, gdy tyle osób na nich patrzyło.
- Hmm Prewett? Słyszałam o Tobie troche. /b] —[odparła, przenosząc spojrzenie na chłopaka z delikatnym uśmiechem, wyuczonym i niewinnym. Nie chciała zrobić złego wrażenia, skoro Vic się z nim przyjaźniła. No i fakt, jak różnił się od Rookwooda, był zaskakujący. [b]- Tak, byłeś w bandzie St.. Borgina, prawda?
Obrazy pojawiały się jej w głowie, Prewett był dość uroczym, ale i niezdarnym przedstawicielem tej gromadki. W czasach szkolnych miała lepsze zdanie o nim, niż o Lou, Atreusie i Anthonym, który był kwintesencją słowa "nieznośny". Jej przyjaciółka jako prefekt, miała z nimi urwanie głowy.
Znów się coś zadziało na arenie, Cyna przeniosła tam wzrok, najpierw na Notta, potem na Lou, jednak po jej twarzy trudno było cokolwiek stwierdzić. Dlaczego nie odbił lub nie rozproszył czaru? Poczuła, jak ciało się jej nieco spina, gdy ten Lestrange zastygł w bezruchu.
- To nie w jego stylu. - zauważyła, przenosząc wzrok ponownie na ciemnowłosą czarownicę, bojowość i zawziętość ich ród miał również we krwi. Ruchem dłoni zgarnęła jasne pasmo za ucho, kontynuując. - Jeśli zremisuje lub co gorsza, przegra, to się załamie.
Dodała, pozwalając sobie na subtelny ruch ramion. Siedziała prosto, dłonie trzymając na kolanach. Ona też się nie znała na pojedynkach, chociaż kiedyś ktoś trochę jej o nich opowiadał, pomagając przy okazji z nauką podstawowych zaklęć bojowych. To był dobry nauczyciel. Przymknęła na chwilę oczy, stukając paznokciami w wierzch swojej dłoni, a potem znów spojrzała na arenę. - Też nie sądziłam, że Pan Nott sobie tak doskonale poradzi. Wydawał się typowym talentem do sportu z tego, co słyszałam. -miała okazję poznać Notta na Beltane, wydawał się jej wtedy dość zagubiony i rozlazły, ale teraz wydawał się zupełnie innym mężczyzną. Jakby po wydarzeniach z obchodów i z Lorettą, ktoś rozpalił w nim nową iskrę. Pytanie Laurenta sprawiło, że przeniosła na niego wzrok, wydając z siebie ciche mruknięcie, chociaż odpowiedź była jasna. - Obydwoje są dobrymi Czarodziejami, mają na swoich kontach podobne osiągnięcia. Jednak tak, jak Tori, jestem tu na zaproszenie Louvaina. Znamy się już trochę czasu.
To było niedopowiedzenie, ale naprawdę nie wiedziała, jak określić to, co mieli. Pomagała mu w kwestiach zdrowia, była powiernikiem jego sekretów, miewali swoje momenty, a byli przecież tak skrajnie różni. No i kwestia tego wianka. - A Twoim? Wydaje mi się, że usłyszałam sympatię i podziw w Twoim głosie, gdy mówiłeś o Panie Philippie.
Przekręciła niewinnie głowę na bok, posyłając mu zaciekawione spojrzenie, a potem zerknęła na przyjaciółkę. Ach te męczące, wymagające życie towarzyskie, gdy tyle osób na nich patrzyło.