19.10.2023, 00:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2023, 09:02 przez Aury Selwyn.)
On na przykład nie uważał, że to jakiś wstyd należeć do Hufflepuffu, albo, że to miejsce dla osób nijakich i nieszczególnie utalentowanych. Jasne, pewnie nie wszyscy przodowali w nauce jak Krukoni, ale magiczne beztalencia nie poradziłyby sobie w Hogwarcie, zwłaszcza na ostatnim etapie edukacji, przy tych wszystkich egzaminach. Sam nie wiedzial jak jemu się udało wszystko zdać, przy tej liczbie treningów i innych zajęć, a przecież nie ostrzył sobie zębów na ministerialne posady.
On chciał po prostu grać w quidditcha, i chociaż wiedział, że nie jest to kariera bez swojego kresu w postaci sportowej emerytury, wciąż miał przed sobą kilka ładnych lat jako profesjonalny sportowiec. W swoich latach w Hogwarcie przyjażnił się być może głównie z Gryfonami, ale nie miał problemu z zawieraniem znajomości z przedstawicielami pozostałych domów, a z czasem te znajomości zmieniały się w przyjażnie, jeśli już ktoś był w stanie przełknąć fakt, że Aury lubił być w centrum uwagi, był egocentrycznym ekstrawertykiem i nie miał szczególnej ochoty spędzać długich godzin w bibliotece, studiując dziedzinę magii, która zupełnie nie wzbudzała jego zainteresowania.
Mało która znajomość w środowisku brytyjskich czarodzieji nie miała swojego żródła w Hogwarcie, a nawet jeśli zawsze był to temat do rozmów i wspominek. Początkowo podchodząc do wejścia do klatki nie zauważył w czarownicy nic znajomego, twarz jej zasłaniały włosy równie mokre jak jego własne. Kiedy jednak otworzył na oścież drzwi, chcąc wpuścić ją przodem, rozpoznał w jej twarzy coś znajomego.
Sam rzadko miał ten problem, ludzie mogli pomylić jego personalia, ale kojarzyli go z teatrem Selwynów, lub z drużyną Katapult, czy też z profesjonalnym quidditchem generalnie. Osiągnął niemal porównywalną rozpoznawalność, jak gdyby obrał karierę aktorską, ale przecież rozpoznawalność nawet jeśli miała wiele zalet, nigdy nie była tym, na czym zależało mu najbardziej. Pewnych rzeczy nie dało się kupić na wszystkie galeony ze skrytki w Gringotta, ani nawet zdobyć najcięższą pracą.
- Miałbym się bać? Niby czemu, nie wyglądasz mi na huligana. - odpowiedział, mierząc czarownicę wymownym spojrzeniem, bo na personę przedstawiającą sobą jakieś zagrożenie nie wyglądała. Oczywiście pozory bywają mylące. I wtedy właśnie, magicznie - chociaż nie z pomocą zaklęć czy eliksirów - przypomniał sobie. Klubokawiarnia Nora u Nory, Hufflepuff.
- To tylko trochę deszczu.. - odpowiedział, jakby nie zostawili za sobą mokrych śladów i nie przedstawiali obrazu mokrej nędzy i rozpaczy.
- Zapraszam do siebie. Znajdzie się coś ciepłego i suchego, a chyba obojgu nam to się przyda. - powiedział, ruszając w stronę swojego lokum, jakby w ogóle nie biorąc pod uwagę, że Nora mogła by mieć jakieś wątpliwości, przynajmniej dopóki nie obejrzał się przez ramię.
- Chyba, że obawiasz się o potencjalne zniszczenia, jakich mogłabyś dokonać w moim domu? Lub boisz się mnie? - te ostatnie słowa wypowiedział tonem żartobliwym, ale z miną poważną. Z tej strony znali go ci najbliżsi. Mógł żartować o zrobieniu najbardziej niedorzecznej rzeczy i nikt mu w to nie wierzył, po czym szedł i to robił, ale gdy mówił o podstawowych rzeczach czy czynnościach i niektórzy oczekiwali, że to zrobi, po czym on mówił, że tylko żartował.
@Nora Figg
On chciał po prostu grać w quidditcha, i chociaż wiedział, że nie jest to kariera bez swojego kresu w postaci sportowej emerytury, wciąż miał przed sobą kilka ładnych lat jako profesjonalny sportowiec. W swoich latach w Hogwarcie przyjażnił się być może głównie z Gryfonami, ale nie miał problemu z zawieraniem znajomości z przedstawicielami pozostałych domów, a z czasem te znajomości zmieniały się w przyjażnie, jeśli już ktoś był w stanie przełknąć fakt, że Aury lubił być w centrum uwagi, był egocentrycznym ekstrawertykiem i nie miał szczególnej ochoty spędzać długich godzin w bibliotece, studiując dziedzinę magii, która zupełnie nie wzbudzała jego zainteresowania.
Mało która znajomość w środowisku brytyjskich czarodzieji nie miała swojego żródła w Hogwarcie, a nawet jeśli zawsze był to temat do rozmów i wspominek. Początkowo podchodząc do wejścia do klatki nie zauważył w czarownicy nic znajomego, twarz jej zasłaniały włosy równie mokre jak jego własne. Kiedy jednak otworzył na oścież drzwi, chcąc wpuścić ją przodem, rozpoznał w jej twarzy coś znajomego.
Sam rzadko miał ten problem, ludzie mogli pomylić jego personalia, ale kojarzyli go z teatrem Selwynów, lub z drużyną Katapult, czy też z profesjonalnym quidditchem generalnie. Osiągnął niemal porównywalną rozpoznawalność, jak gdyby obrał karierę aktorską, ale przecież rozpoznawalność nawet jeśli miała wiele zalet, nigdy nie była tym, na czym zależało mu najbardziej. Pewnych rzeczy nie dało się kupić na wszystkie galeony ze skrytki w Gringotta, ani nawet zdobyć najcięższą pracą.
- Miałbym się bać? Niby czemu, nie wyglądasz mi na huligana. - odpowiedział, mierząc czarownicę wymownym spojrzeniem, bo na personę przedstawiającą sobą jakieś zagrożenie nie wyglądała. Oczywiście pozory bywają mylące. I wtedy właśnie, magicznie - chociaż nie z pomocą zaklęć czy eliksirów - przypomniał sobie. Klubokawiarnia Nora u Nory, Hufflepuff.
- To tylko trochę deszczu.. - odpowiedział, jakby nie zostawili za sobą mokrych śladów i nie przedstawiali obrazu mokrej nędzy i rozpaczy.
- Zapraszam do siebie. Znajdzie się coś ciepłego i suchego, a chyba obojgu nam to się przyda. - powiedział, ruszając w stronę swojego lokum, jakby w ogóle nie biorąc pod uwagę, że Nora mogła by mieć jakieś wątpliwości, przynajmniej dopóki nie obejrzał się przez ramię.
- Chyba, że obawiasz się o potencjalne zniszczenia, jakich mogłabyś dokonać w moim domu? Lub boisz się mnie? - te ostatnie słowa wypowiedział tonem żartobliwym, ale z miną poważną. Z tej strony znali go ci najbliżsi. Mógł żartować o zrobieniu najbardziej niedorzecznej rzeczy i nikt mu w to nie wierzył, po czym szedł i to robił, ale gdy mówił o podstawowych rzeczach czy czynnościach i niektórzy oczekiwali, że to zrobi, po czym on mówił, że tylko żartował.
@Nora Figg