19.10.2023, 00:56 ✶
Nie wierzył we wróżby, złe omeny i inne takie fusiarstwa, bo jeśli czegoś się chciało, brało się własnymi rękoma, a jeśli coś się działo złego, to dlatego, że wcześniej podjęte wybory były złe. Nie było z reguły sensu przejmować się tym, na co nie miała się wpływu lub raz podjętą decyzją, niezależnie, czy była błędna, czy właściwie, bo nie można było już tego cofnąć. Ot, prosta filozofia życia Borgina, bez której by zwyczajnie zwariował. Ściągnął brwi, gdy drzwi od przedziału otworzyły się i zobaczył jasnowłosą dziewczynę o ładnej buzi, chociaż zupełnie nie w jego typie. I mogła być nieco zdziwiona, że widzi go samego, bo przecież zwykle był z chłopakami. Byli popularni, byli Bandą Borgina — starszego, rzecz jasna.
- A co, stęskniłaś się za nimi i ja Ci nie wystarczam? - zapytał z teatralnym westchnieniem, smutkiem w ciemnych oczach i nawet zatrzepotał rzęsami. Nie trwało to jednak długo, bo ciszę przerwała salwa śmiechu, a Tony wzruszył ramionami. - Atreus i Lou pewnie się obściskują, Stanley może też lub odwiedził Sauriela w przedziale. Jeśli chodzi o Laurenta, to nie wiem. - wyjaśnił jej rzeczowo, wyliczając na palcach, co mogli robić jego szanowni koledzy. Byłby zszokowany, gdyby pierwsza dwójka robiła coś innego, bo przecież byli obrzydliwie popularni przez latanie na miotle i te pełne flirtu teksty. On też nie skomentował jej głupiego pytania, wywracając jedynie oczami. Znał ją trochę, była zmienna i wydawała się dość uparta, miała niewątpliwie zawziętą iskierkę w niebieskich oczach.
- Ty bez klona, ja bez chłopaków — przeznaczenie Lorr, mówię Ci.
Chłopak posłał jej sympatyczny uśmiech. Była dobrze urodzona, była Malfyoem i nie miał powodu, aby jej nie lubić. Czasem załatwiała mu papierosy, gdy dowiedziała się, że sięgał po nie częściej. Nie miał pojęcia o sytuacji w jej domu, kwestiach finansowych czy noclegu, ale zupełnie go to nie obchodziło. Nawet jeśli jej oczy były odrobinę podpuchnięte, nie skomentowałby tego. Nie był gnojem, który przyzwoitym kobietom dokuczał — nawet jeśli miały trudny charakter. Wydawała mu się nieznośna na dłuższą metę. Sam nie wyglądał lepiej, niewyspany i wypełniony kawą, za którą przecież średnio przepadał w tym wieku, ale musiał jakoś pokazać się ojcu. Oczywiście nie uniknie kary i nowych blizn, gdy dziadyga przejrzy mu wspomnienia, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo i tak było warto. Przyglądała mu się jakoś badawczo, więc wskazał dłonią na siedzenie naprzeciwko siebie, sugerując, aby nie stała, jak słup soli i się rozgościła.
Parsknął śmiechem na jej słowa, grzebiąc po swoich ubraniach w poszukiwaniu papierosa.
- A działa? Niuchacze są urocze, dziewczyny na nie lecą. - wzruszył ramionami, nie mogąc powstrzymać się przed zaczepką: jego głos był równie zadziorny, co loczek spływający mu na czoło. - Szukam fajek, mam tylko kurwa nadzieję, że ich nie zostawiłem w dormitorium. Masz w razie co jakiś towar Panno Malfoy?
Zapytał, bo odżyła w nim porzucona wcześniej nadzieja, że może ona faktycznie będzie mogła mu pomóc i nie będzie musiał biegać po całym pociągu, jak jakiś idiota w poszukiwaniu Stanisława i jego papierosów. Podróż do Londynu była długa, a on był głodny i chciał zapalić, nie wspominając o tym, że znów zaczynało chcieć mu się pić. Na jej słowa kiwnął głową, wstał, ukłonił się i zabrał jej kufer, lekko wrzucając go na górę. Musiał dbać o kondycję fizyczną, jeśli chciał przeżyć powroty do domu. Ostatni rok mocno zmienił jego sylwetkę, urósł i nabrał mięśni, zmężniał, chociaż na twarzy wciąż było mnóstwo chłopięcego uroku. Upewnił się, że bagaż blondynki nie spadnie, a potem przesunął dłonią po tylnych kieszeniach, ale tam też nie było żadnej paczki. Jak na złość.
- Chcesz kulkę ze strzelającym musem truskawkowym? Mam też paszteciki dyniowe, ukradłem ze śniadania. - oznajmił, siadając z westchnieniem. Skoro nie mógł zapalić, mógł przynajmniej zjeść. Przysunął do siebie swoją podręczną torbę i wyjął na kolana paczkę musów, fasolek, jakieś dwa batoniki i torbę pasztecików dyniowych, które były w całkiem przyzwoitej formie, jedynie trochę zgniecione. Ruchem głowy zasugerował, aby się częstowała i sam zabrał się za pasztecika, głodny, jak wilk. - Zawsze bardzo pilnujesz włosów, zauważyłaś? Nigdy nie widziałem Cię rozczochranej lub w takich.. No.. Luźno puszczonych i niegładkich?
Nie znał się na włosach, więc nie mógł jej tego lepiej zobrazować. Potem zamilkł, przeżuwając swoją kradzioną przekąskę — takie najlepiej smakują.
- A co, stęskniłaś się za nimi i ja Ci nie wystarczam? - zapytał z teatralnym westchnieniem, smutkiem w ciemnych oczach i nawet zatrzepotał rzęsami. Nie trwało to jednak długo, bo ciszę przerwała salwa śmiechu, a Tony wzruszył ramionami. - Atreus i Lou pewnie się obściskują, Stanley może też lub odwiedził Sauriela w przedziale. Jeśli chodzi o Laurenta, to nie wiem. - wyjaśnił jej rzeczowo, wyliczając na palcach, co mogli robić jego szanowni koledzy. Byłby zszokowany, gdyby pierwsza dwójka robiła coś innego, bo przecież byli obrzydliwie popularni przez latanie na miotle i te pełne flirtu teksty. On też nie skomentował jej głupiego pytania, wywracając jedynie oczami. Znał ją trochę, była zmienna i wydawała się dość uparta, miała niewątpliwie zawziętą iskierkę w niebieskich oczach.
- Ty bez klona, ja bez chłopaków — przeznaczenie Lorr, mówię Ci.
Chłopak posłał jej sympatyczny uśmiech. Była dobrze urodzona, była Malfyoem i nie miał powodu, aby jej nie lubić. Czasem załatwiała mu papierosy, gdy dowiedziała się, że sięgał po nie częściej. Nie miał pojęcia o sytuacji w jej domu, kwestiach finansowych czy noclegu, ale zupełnie go to nie obchodziło. Nawet jeśli jej oczy były odrobinę podpuchnięte, nie skomentowałby tego. Nie był gnojem, który przyzwoitym kobietom dokuczał — nawet jeśli miały trudny charakter. Wydawała mu się nieznośna na dłuższą metę. Sam nie wyglądał lepiej, niewyspany i wypełniony kawą, za którą przecież średnio przepadał w tym wieku, ale musiał jakoś pokazać się ojcu. Oczywiście nie uniknie kary i nowych blizn, gdy dziadyga przejrzy mu wspomnienia, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo i tak było warto. Przyglądała mu się jakoś badawczo, więc wskazał dłonią na siedzenie naprzeciwko siebie, sugerując, aby nie stała, jak słup soli i się rozgościła.
Parsknął śmiechem na jej słowa, grzebiąc po swoich ubraniach w poszukiwaniu papierosa.
- A działa? Niuchacze są urocze, dziewczyny na nie lecą. - wzruszył ramionami, nie mogąc powstrzymać się przed zaczepką: jego głos był równie zadziorny, co loczek spływający mu na czoło. - Szukam fajek, mam tylko kurwa nadzieję, że ich nie zostawiłem w dormitorium. Masz w razie co jakiś towar Panno Malfoy?
Zapytał, bo odżyła w nim porzucona wcześniej nadzieja, że może ona faktycznie będzie mogła mu pomóc i nie będzie musiał biegać po całym pociągu, jak jakiś idiota w poszukiwaniu Stanisława i jego papierosów. Podróż do Londynu była długa, a on był głodny i chciał zapalić, nie wspominając o tym, że znów zaczynało chcieć mu się pić. Na jej słowa kiwnął głową, wstał, ukłonił się i zabrał jej kufer, lekko wrzucając go na górę. Musiał dbać o kondycję fizyczną, jeśli chciał przeżyć powroty do domu. Ostatni rok mocno zmienił jego sylwetkę, urósł i nabrał mięśni, zmężniał, chociaż na twarzy wciąż było mnóstwo chłopięcego uroku. Upewnił się, że bagaż blondynki nie spadnie, a potem przesunął dłonią po tylnych kieszeniach, ale tam też nie było żadnej paczki. Jak na złość.
- Chcesz kulkę ze strzelającym musem truskawkowym? Mam też paszteciki dyniowe, ukradłem ze śniadania. - oznajmił, siadając z westchnieniem. Skoro nie mógł zapalić, mógł przynajmniej zjeść. Przysunął do siebie swoją podręczną torbę i wyjął na kolana paczkę musów, fasolek, jakieś dwa batoniki i torbę pasztecików dyniowych, które były w całkiem przyzwoitej formie, jedynie trochę zgniecione. Ruchem głowy zasugerował, aby się częstowała i sam zabrał się za pasztecika, głodny, jak wilk. - Zawsze bardzo pilnujesz włosów, zauważyłaś? Nigdy nie widziałem Cię rozczochranej lub w takich.. No.. Luźno puszczonych i niegładkich?
Nie znał się na włosach, więc nie mógł jej tego lepiej zobrazować. Potem zamilkł, przeżuwając swoją kradzioną przekąskę — takie najlepiej smakują.