12.11.2022, 19:13 ✶
Entuzjazm Daisy był na tyle duży, że chwilowo nie przeszkadzał jej brak podobnego entuzjazmu u Darcy’ego. W jej głowie rosło przekonanie, że naprawdę właśnie odkryła coś wielkiego, coś ogromnego, coś wspaniałego, co pomoże bratu w rozwinięciu jego kariery. A poza tym to chciała się przed nim pochwalić. Może to ostatnie nawet przyświecało wszystkiemu innemu.
Przechyliła głowę na bok. Poruszyła brwiami w górę i w dół, jakby chciała tym gestem jeszcze bardziej pokazać poziom swojego samozadowolenia.
- William to piękne imię – powiedziała lojalnie.
Bo Daisy była lojalna. Była też może leniwa, często apatyczna i skryta, ale w jej charakterze ujawniała się także lojalność, lojalność tym większa im bardziej kogoś kochała. A brata, podobnie jak rodziców, kochała nad życie. Tak mocno, że w jej głowie nawet nie pojawiły się myśli by miała rywalizować z Darcym o uwagę lub wściekać się na mamę, że nie kupiła jej nowej sukienki (to ostatnie porównanie w sumie nie miało sensu, bo raczej dostawała wszystkie sukienki o które prosiła, ale wcale nie prosiła o tak dużo sukienek by mógł być to jakikolwiek problem).
Wchodząc do łazienki ślizgonka przygarbiła się nieco a jej ruchy stały się jakieś takie powolniejsze, może nie jakby się skradała, ale jakby zależało jej na tym by jeszcze przez chwilę nie została zauważona.
- Taak. Znowu płacze – wyszeptała. – Wiesz, to dlatego, że jest przewrażliwiona. I nosi okulary – pokazała palcem na własny nos. – I myśli, że nadal widać, że miała krosty – ostatnie zdanie wymówiła już tak cicho, że nawet znajdujący się obok niej Darcy mógł mieć problem ze zrozumieniem słów.
A potem, gdy sylwetka ducha wyłoniła się z jednej z kabin, twarz Daisy zmieniła się. Jakby nagle wcześniejsze rozbawienie zostało zmiecione i zastąpione przez szczere zafascynowanie. O tak, Jęcząca Marta nie była jedynym duchem w Hogwarcie, ale z pewnością była jedynym duchem w zbliżonym do nich wieku. Było coś interesującego w tym, że postanowiła całą wieczność spędzić uwięziona w szkole a za swoje ulubione miejsce wybrała akurat łazienkę.
- MARTO! – przywołała ją Daisy. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo jej oczy błyszczały, gdy patrzyła na półprzezroczystą postać. – Przyprowadziłam ci kogoś niesamowitego. Kogoś, kto może sprawić, że staniesz się sławna i podziwiana – zapewniła. Tu trochę oczywiście przesadzała, ale na potrzeby chwilowej narracji gotowa była nagiąć pewne istotne szczegóły. – To mój brat, Darcy. Jest wspaniałym pisarzem. I jest przystojny, prawda? Bardzo chciał cię poznać.
Jęcząca Marta pofrunęła w ich kierunku. I tak naprawdę było coś tragicznego w jej półprzezroczystej sylwetce, w zatkniętych na zawsze okularach na nosie, w błyszczących od płaczu oczach, wreszcie w poświacie z łez majaczącej na nieco ulanej, młodziutkiej twarzy.
- Czego chcecie? – zapytała nieufnie. – Przyszliście się pośmiać z Marty? Z Jęczącej Marty? Z krościastej Marty?
Daisy pokręciła szybko głową i miała nadzieję, że Darcy był równie sprytny by powielić jej zachowanie.
- Nie, nie – zapewniła gorąco. – Chcieliśmy… porozmawiać. Pewnie jesteś czasem trochę samotna, co?
Przechyliła głowę na bok. Poruszyła brwiami w górę i w dół, jakby chciała tym gestem jeszcze bardziej pokazać poziom swojego samozadowolenia.
- William to piękne imię – powiedziała lojalnie.
Bo Daisy była lojalna. Była też może leniwa, często apatyczna i skryta, ale w jej charakterze ujawniała się także lojalność, lojalność tym większa im bardziej kogoś kochała. A brata, podobnie jak rodziców, kochała nad życie. Tak mocno, że w jej głowie nawet nie pojawiły się myśli by miała rywalizować z Darcym o uwagę lub wściekać się na mamę, że nie kupiła jej nowej sukienki (to ostatnie porównanie w sumie nie miało sensu, bo raczej dostawała wszystkie sukienki o które prosiła, ale wcale nie prosiła o tak dużo sukienek by mógł być to jakikolwiek problem).
Wchodząc do łazienki ślizgonka przygarbiła się nieco a jej ruchy stały się jakieś takie powolniejsze, może nie jakby się skradała, ale jakby zależało jej na tym by jeszcze przez chwilę nie została zauważona.
- Taak. Znowu płacze – wyszeptała. – Wiesz, to dlatego, że jest przewrażliwiona. I nosi okulary – pokazała palcem na własny nos. – I myśli, że nadal widać, że miała krosty – ostatnie zdanie wymówiła już tak cicho, że nawet znajdujący się obok niej Darcy mógł mieć problem ze zrozumieniem słów.
A potem, gdy sylwetka ducha wyłoniła się z jednej z kabin, twarz Daisy zmieniła się. Jakby nagle wcześniejsze rozbawienie zostało zmiecione i zastąpione przez szczere zafascynowanie. O tak, Jęcząca Marta nie była jedynym duchem w Hogwarcie, ale z pewnością była jedynym duchem w zbliżonym do nich wieku. Było coś interesującego w tym, że postanowiła całą wieczność spędzić uwięziona w szkole a za swoje ulubione miejsce wybrała akurat łazienkę.
- MARTO! – przywołała ją Daisy. Chyba nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo jej oczy błyszczały, gdy patrzyła na półprzezroczystą postać. – Przyprowadziłam ci kogoś niesamowitego. Kogoś, kto może sprawić, że staniesz się sławna i podziwiana – zapewniła. Tu trochę oczywiście przesadzała, ale na potrzeby chwilowej narracji gotowa była nagiąć pewne istotne szczegóły. – To mój brat, Darcy. Jest wspaniałym pisarzem. I jest przystojny, prawda? Bardzo chciał cię poznać.
Jęcząca Marta pofrunęła w ich kierunku. I tak naprawdę było coś tragicznego w jej półprzezroczystej sylwetce, w zatkniętych na zawsze okularach na nosie, w błyszczących od płaczu oczach, wreszcie w poświacie z łez majaczącej na nieco ulanej, młodziutkiej twarzy.
- Czego chcecie? – zapytała nieufnie. – Przyszliście się pośmiać z Marty? Z Jęczącej Marty? Z krościastej Marty?
Daisy pokręciła szybko głową i miała nadzieję, że Darcy był równie sprytny by powielić jej zachowanie.
- Nie, nie – zapewniła gorąco. – Chcieliśmy… porozmawiać. Pewnie jesteś czasem trochę samotna, co?