19.10.2023, 23:21 ✶
Na szczęście dla niego samego Peregrinus nie zaliczał się jeszcze do kategorii „starych”. Wciąż zdecydowana większość opisałaby go jako młodego mężczyznę i tak też się czuł — jak młody, choć bardzo zmęczony, mężczyzna. Nie był już może pełnym młodzieńczej werwy nastolatkiem, na którym zarwana noc nie robiła najmniejszego wrażenia, ale nie narzekał bynajmniej na brak sił.
Zaczepna sugestia o odprowadzaniu Dolohova do łóżka wyszła z jego ust tak naturalnie, że nawet się nad nią nie zastanawiał. Flirt nie był jego główną intencją — faktycznie bowiem martwił się o Vakela spędzającego noce w gabinecie — lecz gdyby tylko drugi wróżbita rozwinął myśl… czy byłby gotów podtrzymać ten ton i pociągnąć wątek dalej? Obawiał się własnej odpowiedzi na to pytanie i był wewnętrznie skonfliktowany, lecz nie mógł się wyprzeć tego, że była część niego, która chciała, żeby Vasilij kontynuował tamtą myśl.
— I co to niby za sen. Jeszcze kilka takich nocy i będziesz musiał dla swojego karku zatrudnić masażystę na pełen etat — mruknął tylko, wkładając przygotowane przez Dolohova listy do swojej torby. Rzuciło mu się przy tym w oczy powtarzające się nazwisko: Lastrange. — Można mi spytać, co w nich jest? Jakie symbole widziałeś?
W międzyczasie wyjął oprawiony elegancko w skórę notes i otworzył go na blacie biurka Vakela, aby dopisać do listy zadań wysłanie sów z wiadomościami oraz zdobycie środków na bezsenność. Zdawało się, że te dwa polecenia nakreślone pociągłym, pospiesznym pismem giną w gąszczu nieco chaotycznych zapisków, lecz Peregrinus bezbłędnie się w nich orientował. Dowodził temu fakt, że już od kilku lat doskonale radził sobie z zarządzaniem sprawami celebryty i na palcach u ręki policzyć można było jego większe pomyłki.
— Nie martw się, zadbam o to. Regularnie zdobywam specyfiki na bezsenność na własny użytek, nikt nawet dwa razy się nie zastanowi, jeśli kupię dodatkową dawkę.
Wątek Annaleigh zachmurzył jego czoło. By ukryć emocje ponownie wbił wzrok w zeszyt, udając, że skreśla coś z notatek. Nigdy nie przepadał nadmiernie za żoną Dolohova, jeszcze zanim na jaw wyszła prawda o tym, co robiła Vakelowi. Miał szacunek dla jej wiedzy i osiągnięć — to musiał przyznać — lecz nie podzielał wielu jej poglądów. Po ostatnich rewelacjach zaś resztki jego respektu wobec pani Dolohov całkowicie zniknęły.
Imię Annaleigh bezwiednie sprowadziło jego myśli ponownie na tor kopert. Zaczął zastanawiać się, czy mogą mieć one z nią jakiś związek.
Zamyślony Trelawney wyprostował się i zdawać by się mogło, że zamierza ruszyć do kuchni, lecz jeszcze nim zdążył uczynić krok w jej stronę, zrezygnował.
— Ona nie zostanie tutaj chyba na zawsze? — zapytał, starając się brzmieć możliwie obojętnie i neutralnie.
Zaczepna sugestia o odprowadzaniu Dolohova do łóżka wyszła z jego ust tak naturalnie, że nawet się nad nią nie zastanawiał. Flirt nie był jego główną intencją — faktycznie bowiem martwił się o Vakela spędzającego noce w gabinecie — lecz gdyby tylko drugi wróżbita rozwinął myśl… czy byłby gotów podtrzymać ten ton i pociągnąć wątek dalej? Obawiał się własnej odpowiedzi na to pytanie i był wewnętrznie skonfliktowany, lecz nie mógł się wyprzeć tego, że była część niego, która chciała, żeby Vasilij kontynuował tamtą myśl.
— I co to niby za sen. Jeszcze kilka takich nocy i będziesz musiał dla swojego karku zatrudnić masażystę na pełen etat — mruknął tylko, wkładając przygotowane przez Dolohova listy do swojej torby. Rzuciło mu się przy tym w oczy powtarzające się nazwisko: Lastrange. — Można mi spytać, co w nich jest? Jakie symbole widziałeś?
W międzyczasie wyjął oprawiony elegancko w skórę notes i otworzył go na blacie biurka Vakela, aby dopisać do listy zadań wysłanie sów z wiadomościami oraz zdobycie środków na bezsenność. Zdawało się, że te dwa polecenia nakreślone pociągłym, pospiesznym pismem giną w gąszczu nieco chaotycznych zapisków, lecz Peregrinus bezbłędnie się w nich orientował. Dowodził temu fakt, że już od kilku lat doskonale radził sobie z zarządzaniem sprawami celebryty i na palcach u ręki policzyć można było jego większe pomyłki.
— Nie martw się, zadbam o to. Regularnie zdobywam specyfiki na bezsenność na własny użytek, nikt nawet dwa razy się nie zastanowi, jeśli kupię dodatkową dawkę.
Wątek Annaleigh zachmurzył jego czoło. By ukryć emocje ponownie wbił wzrok w zeszyt, udając, że skreśla coś z notatek. Nigdy nie przepadał nadmiernie za żoną Dolohova, jeszcze zanim na jaw wyszła prawda o tym, co robiła Vakelowi. Miał szacunek dla jej wiedzy i osiągnięć — to musiał przyznać — lecz nie podzielał wielu jej poglądów. Po ostatnich rewelacjach zaś resztki jego respektu wobec pani Dolohov całkowicie zniknęły.
Imię Annaleigh bezwiednie sprowadziło jego myśli ponownie na tor kopert. Zaczął zastanawiać się, czy mogą mieć one z nią jakiś związek.
Zamyślony Trelawney wyprostował się i zdawać by się mogło, że zamierza ruszyć do kuchni, lecz jeszcze nim zdążył uczynić krok w jej stronę, zrezygnował.
— Ona nie zostanie tutaj chyba na zawsze? — zapytał, starając się brzmieć możliwie obojętnie i neutralnie.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie