21.10.2023, 22:40 ✶
Może jeszcze miesiąc temu szanse na zastanie go w intymnej sytuacji w środku nocy były całkiem niemałe. Obecnie, chłody jak trup, stał się oschły i zdystansowany praktycznie we wszystkich relacjach, poza tymi najbliższymi. Sprawy polityczne robiły się coraz bardziej napięte, a zarazem skomplikowane, więc nie w głowie mu były spontaniczne romanse. No i poza tym, a właściwie ponad to, w myślach miał tylko jedną kobietę, która dręczyła jego biedną, zbłąkaną duszę. Przez Cynthię miał w końcu okazję poczuć czym są te mityczne motyle w brzuchu, przejść przez stan który większość jego kumpli miała okazję przeżyć w szkole. On, w tamtych czasach, na miłość był albo emocjonalnie zbyt głupi, lub Loretta skrupulatnie nie dopuszczała do tego, aby jakaś uczennica kręciła się przy nim zbyt długo.
Tego wieczoru zresztą jak kilka ostatnich zatopiony był w lekturze ksiąg o tematyce zakazanej. Po audiencji u Czarnego Pana postanowił poszerzać swoją wiedzę z zakresu nekromancji z nadzieją na wyciągnięcie jak najwięcej dla siebie z zaczerpniętej energii z zaświatów. Najlepsza znana mu nekromantka podzieliła się z nim kilkoma pozycjami z swojego skarbczyka, pozycjami dostosowanego do jego raczej przeciętnego poziomu. Dlatego nagłe i zmasowane dobijanie się do drzwi jego domostwa zastało go w szortach bo dla niego nawet noce były ciepłe oraz na kanapie przy lekkim świetle z butelką ginu. Zaniepokoił się w pierwszym odruchu, bo raczej nie miewał tu gości, nawet jego narzeczona nie chciała się z nim już widywać, i vice versa. Ostrożnie podszedł do drzwi z różdżką w dłoni i wychylił się przez szybę obok, by dostrzeż kto stoi za drzwiami. Kobieca barwa głosu i zwracanie się do niego po jego imieniu wcale nie ułatwiało sprawy, bo jej twarz z niczym mu się nie kojarzyła. Pokręcił głową z niedowierzaniem kiedy znalazł odpowiedź w głowie.
- Myszko... Nie pamiętam cie, a jeśli bym pamiętał to skoro nie odezwałem się do tej chwili, to nie zrobiłaś na mnie wrażenia... Nic tu nie ugrasz, spływaj. - uchyliwszy odrobinę, przez w szparę w drzwiach, zawołał protekcjonalnym tonem z optymalną dozą arogancji w głosie, do osoby na zewnątrz. Dawno już nie miewał rozgorączkowanych fanek, czy kochanek z nadzieją na odnowienie znajomości. Jeśli w środku nocy, rozhisteryzowana wręcz, młódka uderzała niemal pięściami w zamknięte drzwi jego domu, kojarzył to wyłącznie z jednym, stosunkowo cyklicznie powtarzającym się scenariuszem. Miał nadzieję, że po wyprowadzce z Londynu takie sceny nie będą miały już miejsca, stąd rozczarowanie na jego twarzy