Nie będą dużo spać, ale Laurent był tak miły i przygotował im pościel i miejsca do spania – i była mu za to bardzo wdzięczna. Victoria przeszła się po mieszkaniu, gdy już Laurent się stąd ewakuował, chcąc sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu, ale ostateczne wróciła do salonu. A niedługo później wraz z Brenną wyszły na ganek. Trudno było jej powiedzieć czy noc jest z tych chłodniejszych czy cieplejszych, ale byli nad morzem, pewnie zawiewało chłodniejsze powietrze znad wody. Victoria nie musiała się mocniej opatulić niczym, bo i tak nie czuła ciepła. A przez trzy miesiące już się zdążyła przyzwyczaić, że jest jej ciągle zimno. Już zapomniała jak to jest czuć ciepły dotyk na skórze…
Siedziały przez jakiś czas w ciszy, a wszystkie te niewypowiedziane pomiędzy nimi słowa gdzieś tam krążyły. Victoria położyła różdżkę na udach, by w razie czego mieć do niej szybki dostęp, ale teraz… cieszyła się spokojem na swój sposób. Noc miała to do siebie, że przywoływała bardzo wiele dziwnych myśli do głowy. Niekoniecznie takich, które w niej siedziały wraz z nastaniem poranka. A ostatni miesiąc nie był dla Victorii łaskawy. Poprzedni zresztą też nie. W ogóle od czasu maja nie było w jej życiu zbyt radośnie.
– Hmm? – mruknęła, kiedy Brenna odezwała się z pierwszym zdaniem. Victoria ponad to się nie poruszyła, nadal siedziała niemalże nieruchomo na ławce, na której obok niej stała sobie filiżanka z kawą póki co nietknięta. Ale Brenna nie dała wiele czasu na rozwinięcie się dziwnych myśli i dość szybko przeszła do sedna pierwszej wypowiedzi. Dopiero teraz Victoria się poruszyła, przesunęła rękoma po udach, jakby chciała spojrzeć na dłoń, na której nie było żadnego pierścionka. Ale w tych ciemnościach niczego nie było widać. Za to wiedziała, że go tam nie ma, nie mogło być, bo go ściągnęła, kiedy dowiedziała się, że zaręczyny jednak zostały zerwane. Schowała go, nie będąc pewna co z nim zrobić. Czy wrzucić do rzeki, czy odesłać Saurielowi. – Tak, cóż… Tak – powiedziała w końcu, nie rozwijając myśli. Złapała za filiżankę i wzięła ją w obie dłonie, by napić się choć trochę. Ciepło może jej się od tego nie zrobiło, ale nie taki był przecież cel. – Zaręczyny zostały zerwane jakoś na początku lipca – wyrzuciła z siebie w końcu i wbiła wzrok w ciemność jaka rysowała się przed nimi. – To nie był mój pomysł. Tylko jego – dodała jeszcze, bo doskonale pamiętała rozmowę jaką przeprowadziła miesiąc wcześniej z Brenną w środku Zakazanego Lasu.