22.10.2023, 15:00 ✶
Mogli obaj — i Vakel, i Peregrinus — uciekać od tej myśli, ale wszyscy wiemy, jaki koniec ich czeka. Oni jeszcze nie do końca odkryli, co zostało im przeznaczone, choć można byłoby pomyśleć, że para wielkich wróżbitów będzie bardziej domyślna i przenikliwa w kwestii nieuchronnej przyszłości. Cóż, każdemu może pomylić się senne marzenie ze snem proroczym!
Tymczasem zapytany o zły sen Peregrinus nie zareagował w żaden nerwowy czy niespokojny sposób, bo też i nie krył się nadmiernie z tym, że nie zawsze przychodził do pracy wyspany. Nie był nadto wylewny w tym temacie, a odpowiedzi przypadkowy obserwator dopisać mógł sobie sam wedle uzniania: praca do późna, studiowanie stosów ksiąg czy pełne niepokojów sny prorocze. Nie spieszyło się Trelawneyowi z wyjawianiem faktycznych powodów — temat był dla niego delikatny, toteż unikał go, dopóki objaśnienie nie było niezbędne.
— Zdarza się — odparł więc tylko lakonicznie, lecz po chwili zmienił zdanie i uznał za stosowne dopełnić swoją wypowiedź jakimkolwiek uzasadnieniem: — Czasami kłębi mi się w głowie zbyt wiele myśli. — Podkreślił swoje słowa bezładnym ruchem ręki na wysokości skroni. — Nie zawsze mogę pozwolić sobie na bezsenność. Chociażby po to, żeby interesanci nie zastali mnie przed twoim gabinetem w takim stanie jak ja ciebie przed chwilą. — Nie miał na celu uczynienia mu z tego żadnego przytyku. Była to raczej sympatyczna uwaga.
Nie dało się zaprzeczyć, że gdyby do opinii publicznej dotarły informacje o sytuacji, w którą uwikłała Vakela Annaleigh, jego reputacja zostałaby mocno nadszarpnięta i być może już nigdy nie wróciłby do dawnej sławy. Doszukiwanie się sprawiedliwości oficjalną drogą nie było więc dostępną opcją.
Jeśli chodziło zaś o usprawiedliwienie Peregrinusa, to jedynym, co mógł wziąć na swoją obronę, był fakt, że gdy poznał Dolohova, wróżbita był już pod wpływem mikstur swojej żony. Trelawney nie miał pojęcia, jak wyglądały ich relacje i wspólne życie wcześniej, nie znał żadnego innego Vakela, nie mógł go do niczego porównać. A jednak: czy to mogło usprawiedliwić, że nie dostrzegł prawdy, gdy tuż pod jego nosem szef był regularnie poddawany po kryjomu kuracji amortencją?
— Sądzisz, że jest gotowa pogrążyć cię w ten sposób? Musiałaby się przyznać. Zmuszanie kogoś do przyjmowania takiego eliksiru latami, aby go wykorzystywać, występuje przeciwko etyce uzdrowicielskiej. Burzy wszelkie zaufanie ze strony pacjentów. Zniszczyłaby was oboje. Musiałaby pożegnać się ze swoim gabinetem, a być może i ze świętym Mungiem.
Rozumiał, skąd brał się strach Vakela: taki obrót spraw mógł odebrać mu wszystko, lecz był to miecz obosieczny — odebrałby wszystko również Annaleigh. Ciężko ocenić, kogo zabolałoby to bardziej, lecz Trelawney nie miał wątpliwości, że Dolohov nie zasługiwał na kolejne ciosy.
Nieco ubodła mężczyznę uwaga drugiego wróżbity, lecz przyjął ją z pokorą. Jeszcze nie tak dawno być może obruszyłby się bardziej, ale miał kilka tygodni na poukładanie sobie tej sprawy i nabranie pewnego dystansu.
— Nie musisz mi tłumaczyć. Wyłapałem uszczypliwość. Wierz lub nie, ale jestem na siebie za to przeoczenie niemal tak samo zły, jak zły jestem na nią za to, co zrobiła. — Poniewczasie zorientował się, że nieco się uniósł. Być może jednak nie był jeszcze aż tak zdystansowany, jak chciałby wierzyć. Wziął więc głębszy wdech, aby się uspokoić i przywołać do porządku. — Wybacz, że tak cię zawiodłem. — Po krótkiej pauzie dodał: — Zrobię tę kawę.
Nie dając Dolohovowi czasu na odpowiedź, zniknął za drzwiami, aby zająć się przygotowywaniem obiecanego śniadania.
Tymczasem zapytany o zły sen Peregrinus nie zareagował w żaden nerwowy czy niespokojny sposób, bo też i nie krył się nadmiernie z tym, że nie zawsze przychodził do pracy wyspany. Nie był nadto wylewny w tym temacie, a odpowiedzi przypadkowy obserwator dopisać mógł sobie sam wedle uzniania: praca do późna, studiowanie stosów ksiąg czy pełne niepokojów sny prorocze. Nie spieszyło się Trelawneyowi z wyjawianiem faktycznych powodów — temat był dla niego delikatny, toteż unikał go, dopóki objaśnienie nie było niezbędne.
— Zdarza się — odparł więc tylko lakonicznie, lecz po chwili zmienił zdanie i uznał za stosowne dopełnić swoją wypowiedź jakimkolwiek uzasadnieniem: — Czasami kłębi mi się w głowie zbyt wiele myśli. — Podkreślił swoje słowa bezładnym ruchem ręki na wysokości skroni. — Nie zawsze mogę pozwolić sobie na bezsenność. Chociażby po to, żeby interesanci nie zastali mnie przed twoim gabinetem w takim stanie jak ja ciebie przed chwilą. — Nie miał na celu uczynienia mu z tego żadnego przytyku. Była to raczej sympatyczna uwaga.
Nie dało się zaprzeczyć, że gdyby do opinii publicznej dotarły informacje o sytuacji, w którą uwikłała Vakela Annaleigh, jego reputacja zostałaby mocno nadszarpnięta i być może już nigdy nie wróciłby do dawnej sławy. Doszukiwanie się sprawiedliwości oficjalną drogą nie było więc dostępną opcją.
Jeśli chodziło zaś o usprawiedliwienie Peregrinusa, to jedynym, co mógł wziąć na swoją obronę, był fakt, że gdy poznał Dolohova, wróżbita był już pod wpływem mikstur swojej żony. Trelawney nie miał pojęcia, jak wyglądały ich relacje i wspólne życie wcześniej, nie znał żadnego innego Vakela, nie mógł go do niczego porównać. A jednak: czy to mogło usprawiedliwić, że nie dostrzegł prawdy, gdy tuż pod jego nosem szef był regularnie poddawany po kryjomu kuracji amortencją?
— Sądzisz, że jest gotowa pogrążyć cię w ten sposób? Musiałaby się przyznać. Zmuszanie kogoś do przyjmowania takiego eliksiru latami, aby go wykorzystywać, występuje przeciwko etyce uzdrowicielskiej. Burzy wszelkie zaufanie ze strony pacjentów. Zniszczyłaby was oboje. Musiałaby pożegnać się ze swoim gabinetem, a być może i ze świętym Mungiem.
Rozumiał, skąd brał się strach Vakela: taki obrót spraw mógł odebrać mu wszystko, lecz był to miecz obosieczny — odebrałby wszystko również Annaleigh. Ciężko ocenić, kogo zabolałoby to bardziej, lecz Trelawney nie miał wątpliwości, że Dolohov nie zasługiwał na kolejne ciosy.
Nieco ubodła mężczyznę uwaga drugiego wróżbity, lecz przyjął ją z pokorą. Jeszcze nie tak dawno być może obruszyłby się bardziej, ale miał kilka tygodni na poukładanie sobie tej sprawy i nabranie pewnego dystansu.
— Nie musisz mi tłumaczyć. Wyłapałem uszczypliwość. Wierz lub nie, ale jestem na siebie za to przeoczenie niemal tak samo zły, jak zły jestem na nią za to, co zrobiła. — Poniewczasie zorientował się, że nieco się uniósł. Być może jednak nie był jeszcze aż tak zdystansowany, jak chciałby wierzyć. Wziął więc głębszy wdech, aby się uspokoić i przywołać do porządku. — Wybacz, że tak cię zawiodłem. — Po krótkiej pauzie dodał: — Zrobię tę kawę.
Nie dając Dolohovowi czasu na odpowiedź, zniknął za drzwiami, aby zająć się przygotowywaniem obiecanego śniadania.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie