Nie miała zamiaru negować tego, że skóra, którą miał na sobie jest zimna, że raczej nie jest odpowiednim materiałem na taką porę roku, ale miała nadzieję, że nie był szaleńcem, który nie rzucił na siebie chociaż zaklęcia ochronnego. Na jego słowa przeszedł ją dreszcz po karku, ale starała się nie zdradzić swojego spięcia. Crow był dziwnym człowiekiem, zdecydowanie nie takim, którego chciało się spotykać w ciemnych zaułkach – na szczęście dla Aveliny ich ostatnie spotkanie nie skończyło się tak źle. Teraz miała nadzieję, że też będzie w miarę w porządku, przyjemnie i bez niespodzianek.
Avelina jak zawsze była milczkiem. Dużo czytała, znała spoty zasób słów, ale rzadko je wykorzystywała, a zwłaszcza, gdy chodziło o spotkania, które nie były dla niej komfortowe. Gdy do niej mówił ona spojrzała w niebo, aby sprawdzić, czy widać tej nocy gwiazdy.
– No więc – nie zaczyna się zdań od no więc – W miejscu, gdzie pracuje od kilkunastu tygodni regularnie wpadają ludzie, którzy zabierają nam zapasy eliksirowe. Szef nie pozwala wezwać BUMu, bo boi się, że będzie miał więcej problemów z tego tytułu. Nie wiem kim są ci ludzie, ale pomyślałam, że może ty znasz, ty wiesz… jak się ich pozbyć. – wyrzuciła z siebie pawie na jednym wdechu. – I nie chodzi o zabijanie – dodała szybko. Nigdy nie poprosiłaby drugiej osoby o zabicie kogokolwiek, ale wolała się upewnić, że jej ostatnie zdanie nie zabrzmiało w ten sposób. – Coraz więcej tracimy pieniędzy, a nie chce stracić tego miejsca – dodała jeszcze.