22.10.2023, 23:08 ✶
W kwestii uzewnętrzniania mógł powiedzieć dokładnie to samo. Najłatwiej przychodziło mu mówić o negatywnych emocjach, zwłaszcza w gniewie. Z tym nie miał zwyczajowo oporów. By zrugać jakąś szlamę w pracy, czy rudego mieszańca na uliczkach Nokturnu, nie potrzebował do tego specjalnej zachęty, ani żadnych używek dla odwagi. O wiele ciężej było jeśli chodziło o pozytywne uczucia, zwłaszcza te sercowe. Pewnie dlatego ich relacja tak rozciągała się w czasie, bo niby byli przyjaciółmi, jednak im dłużej to trwało, tym bardziej atmosfera robiła osobista.
Z kolei on na Baltane pojawiał się praktycznie każdego roku. Pochodził z mocno konserwatywnej rodziny, więc obecność na tradycyjnym święcie jak to na polanie ognisk była wręcz obowiązkowa. Mimo wszystko święto zakochanych było jednym z tych najciekawszych, na którym nie brakowało rozrywek i zwykle chętnie się na nim pojawiał już od lat najmłodszych. A kiedy był już w wieku nastoletnim i relacje romantyczne zaczynały być coraz bardziej interesujące, stało się to jego chyba ulubionym świętem, zaraz po własnych urodzinach. Zwykle zawieszał wianek swojej siostry, co niekoniecznie mu było w smak, ale Loretta nalegała. Czasem udawało mu się wyrwać od bliźniaczki i wspiąć się z wiankiem innej, ale potem zawsze wysłuchiwał zażaleń, a kolejnego roku Lorka nie odstępowała go na krok. W tym roku jednak było inaczej i dość spontanicznie zdecydował, że weźmie wianek Cynthii. Może trochę od kaprysu, jednak zdecydowanie bardziej urzekła go swoim urokiem tamtego dnia. Czy gdyby wiedział, że będzie to mieć takie konsekwencje, zrobiłby to samo? Ciężko stwierdzić. Nie mniej jednak, nie żałował. Czytał artykuły, jeden, drugi i jeszcze kilka kolejnych i bardziej czuł coś na kształt ekscytacji, niż obawy przed tym jakie może to przynieść konsekwencje. Obecnie jego relacje z narzeczoną nie istniały, więc miło było poczuć coś pozytywnego, niż zawód i rozczarowanie. Skoro pradawna magia tego chciała, to tak musiało być i nie zamierzał z tym dyskutować. Nie po Limbo, kiedy widział czym pradawna magia potrafiła być i jak potężna była. Niewykluczone, że to ingerencja Czarnego Pana i jego własna przyczyniła się do takiego obrotu spraw, zakłócając naturalny przepływ i obieg energii. Połączenie ich więzią niespotykaną wcześniej na Baltane nie traktował jak coś niepożądanego, może nawet skrycie wierzył, że to początek czegoś innego.
- Tak wziąłem. - potwierdził jej zeznania, wzdychając lekko, obracając kieliszkiem w dłoni. - Przez lata zawieszałem inne wianki, głównie Loretty, ale też innych dziewcząt. - dorzucił przepijając kawałek tremy słodkim winem. Bój się matko co by było gdyby i tego roku zgodnie ze zwyczajem wspiąłem się z kwiatami uplecionymi rękoma swojej siostry. Wtedy mógłby powiedzieć, że sprawy się skomplikowały, a na samo krótkie wyobrażenie nieprzyjemny dreszcz zgryzoty przebiegł po jego kręgosłupie, zmuszając do zmiany pozycji na kanapie. - Ale dopiero przy Twoim wydarzyła się prawdziwa magia. - kontynuował i przerzucił spojrzenie na Cynthię uśmiechając się spod rozczochranych, czarnych włosów. Czy sugerował, że to przeznaczenie? Może i odrobinę, ale powiedzenie tego wprost nie było, ani w jego, ani w jej stylu. Nie zamierzał się teraz wykręcać, głupimi wymówkami. Dla niego cała ta niby klątwa, była w końcu środkiem przekazu, którego ciągle mu brakowało, by móc wyrazić się od środka. Do tego Loretta wyparowała na cały miesiąc, ukrywając się Matka wie gdzie. Tak jakby los sugerował mu, że to najwyższa pora. - Ponoć jeszcze tego roku się żenię, ale kompletnie tego nie widzę. Nie zamierzam żyć jak moi rodzice... niby razem, a jednak osobno. Mówił ciężko, już bez uśmiechu, marszcząc brwi i przesuwając spojrzeniem po wnętrzu. Mając na perspektywie te dwa scenariusze, wybór wydawał się być wręcz oczywisty, chociaż nie do końca. Przecież to nie tak, że wybór zależał wyłącznie od niego.
Z kolei on na Baltane pojawiał się praktycznie każdego roku. Pochodził z mocno konserwatywnej rodziny, więc obecność na tradycyjnym święcie jak to na polanie ognisk była wręcz obowiązkowa. Mimo wszystko święto zakochanych było jednym z tych najciekawszych, na którym nie brakowało rozrywek i zwykle chętnie się na nim pojawiał już od lat najmłodszych. A kiedy był już w wieku nastoletnim i relacje romantyczne zaczynały być coraz bardziej interesujące, stało się to jego chyba ulubionym świętem, zaraz po własnych urodzinach. Zwykle zawieszał wianek swojej siostry, co niekoniecznie mu było w smak, ale Loretta nalegała. Czasem udawało mu się wyrwać od bliźniaczki i wspiąć się z wiankiem innej, ale potem zawsze wysłuchiwał zażaleń, a kolejnego roku Lorka nie odstępowała go na krok. W tym roku jednak było inaczej i dość spontanicznie zdecydował, że weźmie wianek Cynthii. Może trochę od kaprysu, jednak zdecydowanie bardziej urzekła go swoim urokiem tamtego dnia. Czy gdyby wiedział, że będzie to mieć takie konsekwencje, zrobiłby to samo? Ciężko stwierdzić. Nie mniej jednak, nie żałował. Czytał artykuły, jeden, drugi i jeszcze kilka kolejnych i bardziej czuł coś na kształt ekscytacji, niż obawy przed tym jakie może to przynieść konsekwencje. Obecnie jego relacje z narzeczoną nie istniały, więc miło było poczuć coś pozytywnego, niż zawód i rozczarowanie. Skoro pradawna magia tego chciała, to tak musiało być i nie zamierzał z tym dyskutować. Nie po Limbo, kiedy widział czym pradawna magia potrafiła być i jak potężna była. Niewykluczone, że to ingerencja Czarnego Pana i jego własna przyczyniła się do takiego obrotu spraw, zakłócając naturalny przepływ i obieg energii. Połączenie ich więzią niespotykaną wcześniej na Baltane nie traktował jak coś niepożądanego, może nawet skrycie wierzył, że to początek czegoś innego.
- Tak wziąłem. - potwierdził jej zeznania, wzdychając lekko, obracając kieliszkiem w dłoni. - Przez lata zawieszałem inne wianki, głównie Loretty, ale też innych dziewcząt. - dorzucił przepijając kawałek tremy słodkim winem. Bój się matko co by było gdyby i tego roku zgodnie ze zwyczajem wspiąłem się z kwiatami uplecionymi rękoma swojej siostry. Wtedy mógłby powiedzieć, że sprawy się skomplikowały, a na samo krótkie wyobrażenie nieprzyjemny dreszcz zgryzoty przebiegł po jego kręgosłupie, zmuszając do zmiany pozycji na kanapie. - Ale dopiero przy Twoim wydarzyła się prawdziwa magia. - kontynuował i przerzucił spojrzenie na Cynthię uśmiechając się spod rozczochranych, czarnych włosów. Czy sugerował, że to przeznaczenie? Może i odrobinę, ale powiedzenie tego wprost nie było, ani w jego, ani w jej stylu. Nie zamierzał się teraz wykręcać, głupimi wymówkami. Dla niego cała ta niby klątwa, była w końcu środkiem przekazu, którego ciągle mu brakowało, by móc wyrazić się od środka. Do tego Loretta wyparowała na cały miesiąc, ukrywając się Matka wie gdzie. Tak jakby los sugerował mu, że to najwyższa pora. - Ponoć jeszcze tego roku się żenię, ale kompletnie tego nie widzę. Nie zamierzam żyć jak moi rodzice... niby razem, a jednak osobno. Mówił ciężko, już bez uśmiechu, marszcząc brwi i przesuwając spojrzeniem po wnętrzu. Mając na perspektywie te dwa scenariusze, wybór wydawał się być wręcz oczywisty, chociaż nie do końca. Przecież to nie tak, że wybór zależał wyłącznie od niego.