22.10.2023, 23:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2023, 03:11 przez Louvain Lestrange.)
Nie widział innego powodu, dla którego ktokolwiek obcy dla niego, zwłaszcza młoda kobieta, miałby się tak uporczywie dobijać do jego drzwi. Był przekonany, że to kapryśna przygoda o której zdążył zapomnieć, a może nawet nie zapamiętał, chciała żeby przywrócił sobie pamięć, koniecznie tego wieczoru i koniecznie teraz. Nie żeby miał takich sytuacji całe mnóstwo, ale przerabiał już ten motyw i nie zamierzał się rozczulać nad każdym jednym pojedynczo, tym bardziej, że na próżno szukać u niego wsparci i współczucia, jeśli nie należało się do ścisłego grona jego najbliższych.
- Gdzie do cholery?! - odwarknął momentalnie, kiedy stopa dziewczyny znalazła się w progu drzwiach. Już miał ją wyganiać, zanim zacznie wykrzykiwać coś o ich wspólnym dziecku, ale wdarła mu się do środka i nie zabrzmiała jakby chciała pieniędzy, czy emocjonalnego wsparcia. Dlatego też odpuścił z siłowania się z nią, a nawet szybko kupiła sobie jego uwagę. - Trixi... ? - wycedził mocno zaskoczony, kiedy padł zwrot słodka kuzynka. Pozwolił jej mówić dalej, jednak wciąż był podejrzliwy i wciąż trzymał różdżkę zaciśniętą w dłoni. Wpatrywał się w nią, marszcząc brwi z nieufnym grymasem na twarzy. Brzmiała trochę jak Bellatrix, ale kompletnie na nią nie wyglądała. Wytłumaczenie nowego fizis w połączeniu z Rabastanem też układało się w miarę sensownie. Mimo wszystko dalej był nieufny, właściwie od Baltane zrobił się nieufny jak nigdy wcześniej. Patrzył jeszcze przez chwilę w nieznanie znaną mu postać i dopiero kiedy wpadł na własny pomysł weryfikacji jej tożsamości, poruszył się. To był ten moment, kiedy mogła poczuć na własnej skórze jak chłodny był, niczym trup. Temperatura ciała dużo poniżej regularnej, niż u zdrowego człowieka. Chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą dalej, w głąb swojego domu. Ze stolika do korespondencji chwycił za nóż do otwierania listów i nie prosząc o zgodę, nawet nie ostrzegając przed niczym, naciął naskórek na kciuku dłoni Belli, której nie puszczał z mocnego uścisku. Kiedy krople czarnej krwi spłynęły po stali, choć kolor mógł być trudny do dostrzeżenia w półmroku panującym wewnątrz, przyłożył ostrze do ust. Dopiero kiedy gorzki smak krwi Blacków sprawił, że jego język zaczął nieco cierpnąć na powierzchni, odpuścił z nieufnego tonu, tak jak puścił jej rękę. - Wybacz proszę, musiałem się upewnić... - odparł w końcu, może z lekką pokorą w głosie. Obława na śmierciożerców wciąż trwała i chociaż głęboko wierzył w skuteczność i umiejętności kuzynki, to jednak przykre przypadki wciąż mogły się zdarzać. Mogła wpaść przed ministerstwem, a wielogodzinne przesłuchania, legimencja i Veritaserum mogły pomóc organom ścigania posiąść skrywaną w pamięci Belli wiedzę. Jednak właściwości krwi Blacków były ciężkie do podrobienia, a oni sami byli odporni na jej działania, stąd ten sprawdzian. Teraz nawet może lekko się uśmiechnął speszony, wiedząc że potraktował kuzynkę jak podrzędną kochanice. - Czego potrzebujesz? - przeszedł od razu do konkretów, odcinając się od niezręcznej sytuacji sprzed chwili. Oczywiste, że nie zamierzał zostawiać jej samej sobie skoro potrzebowała właśnie jego pomocy. Zapewne wiedziała, że ma w pewnym sensie do niej słabość i nie potrafiłby jej, ot tak, odmówić.