• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
« Wstecz 1 2
[11.06.1972] Fairly local

[11.06.1972] Fairly local
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
23.10.2023, 16:46  ✶  

Kąciki ust Sauriela uniosły się ku górze, kiedy obrócił głowę w kierunku kobiety, gdy stał przy tym biurku słuchając o leczeniu się. No, przydałoby mu się. Definitywnie. Tylko nie wiadomo, czy istniał na tym świecie lekarz, który byłby w stanie udźwignąć zjebanie psychiczne Rookwooda, bardzo możliwe, ze przydałby się od razu cały tuzin zapasowych, bo przecież tych wyczerpanych i tak trzeba zabijać. Niektóre zekrety w końcu musiały zostać sekretami i nie być dzielonymi na kilka innych osobistości, nie? To było więc lekarstwo na spierdolenie, żeby jednak być jeszcze bardziej spierdolonym. Ciężko być mądrym.

- Jakby cię matka upuściła z kołyski za dziecka też byś była taka spierdolona. - Prychnął ze śmiechem, spoglądając na nią, wydawałoby się, krytycznie, ale to była po prostu wyjściowa pozycja przez mieszankę jej i jego humoru. Bo ktoś tutaj najwyraźniej musiał mieć dobry humorek, skoro nie zaczynał się spinać, tak? Albo i nie. Nie było norm w zachowaniu chimerycznego i zmiennego Sauriela, który raz dawał sobie włazić na głowę i ciągnąć za uszy, a na drugi dzień tylko go dotknąłeś i mina wybuchała. Dzisiaj podłoże było dobre, bo i Sauriel miał passę powodzeń za swoimi plecami. Był zadowolony z tego, jak wszystko się układa i jak to wyglądało. Nawet jeśli nie było to usłane płatkami różyczek tylko zajebanymi kolcami. Człowiek potrafił się przyzwyczaić do wszystkiego, wystarczyło mu dać odpowiednią ilość czasu. W każdym razie żart został dobrze przyjęty i doceniony, bo zgadzał się - na to już żadne eliksirki nie pomogą. Na to już nic nie pomoże. Sauriel przekroczył ten magiczny prób dzielący człowieka od bestii.

- I tak byś nie dostała, moje usteczka należą do Rudej. - Mruknął, a o Rudą chodziło, rzecz jasna, o whiskey. W zamienności na jego gitarę, choć niekoniecznie chodziło o jedną konkretną. Nie to, żeby nie był przyzwyczajony do swojego starego akustyka, ale, no... przedmioty nabyte można wymieniać. Niektórych ludzi za to wymienić się nie dało, nawet jeśli mieli identyczny zbiór umiejętności. Jeśli to więc Los szarpał za włosy Maeve, żeby znalazła się w tej dziurze i planowała właśnie lekkim słowem, lekką duszą i lekkim sercem rozjebanie (kochających się) ludzi od środka wraz z Saurielem, Lorraine i Stanleyem to... nie wiem, czy współczuć, gratulować, czy pozostawać bierną. Źródło chaosu kąpało się w zbiegu okoliczności, jakim było spotkanie się w Hogwarcie tej felernej dwójki, która od tamtej pory knuła trochę za dużo i psociła również o jedną łezkę za mało. Bo w świecie zawsze było za mało i za dużo chaosu na raz.

- Nieee wiem, ale się domyślam. - Ludzie kochali podążać za pasterzem. Mieli mentalność owiec - byli tylko dwunogimi stworami o wiele bardziej od owiec niebezpiecznymi, bo skłonnymi do zdrady. Największym problemem psa na pastwisku nie był wilk, tylko durnota tych puchatych stworów. Bo zejdą ze ścieżki, zgubią się, zaczną zostawać w tyle, zabłądzą na przejściu dla pieszych. Wpadną do rowu jak Brenna Longbottom, albo zapomną się, że powinni być dumnymi Malfoyami jak Lorraine. Ewentualnie zaczną sadzić ogórki jak Stanley. Chuj wie. A i tak te jebane owce były łatwiejsze do przewidzenia niż pieprzeni ludzie. Łączyło ich ciągle jedno - naturalna skłonność do podążania za liderem. Z Sauriela był taki lider jak z koziej dupy trąbka, bo był samotnikiem, ale Stanley miał już do tego smykałkę, był charyzmatyczny. - Potraktuj ludzi jak owce, łatwiej znajdziesz odpowiedź. - Albo i nie. Sauriel nie miał wyobraźni, ale czasami miał absurdalne porównania, które w jego głowie ułatwiały rozumienie i rozkładanie tego świata na części pierwsze, a wypowiedziane do kogoś innego potrafiły już być jakimś absolutnym gównem. Tym nie mniej odpowiadał tutaj akurat szczerze, dzieląc się swoją wizją na ten świat.

Przeanalizował szybko zagadkę, która została zapodana i szybkie zaprzeczenie, że ot nie mugol po spotkaniu z nim. To wiele wydawałoby się utrudniać, bo już otwierał usta, żeby to powiedzieć, ale to nic! To wcale nie było wiele trudniejsze, więc odpowiedział dość szybko:

- Czystokrwisty po spotkaniu ze mną? - Uśmiechnął się cynicznie. Ich zjebany poziom humoru kwitł, ale najważniejsze było właśnie to, że własne żarty bawiły najbardziej. Może dlatego jednak potrafili siebie wzajem rozbawić, a nie zawsze kończyć na absolutnych kłótniach i przepychankach ręcznych. - Przecież to gówno nie musi mieć nawet sensu, pewnie co powiesz i tak ci zeżrą z ręki. Tylko potem to ubierz w jakieś pojebane słowa. - On w zagadkach też był zjebanie słaby. - A jakimś bliższym gościom wciskaj kit, że ci lekarz zmienił eliksir, mniej gadasz zagadkami, bo cię wyleczyli, czy tam kurwa w ogóle cud - Bozia ci wybaczył po ostatnim rytuale zjedzenia mugola. - Było mu to wszystko bardzo jedno, ważne, żeby tamci uwierzyli. Akurat wątpił, żeby Mewa nie zdołała ich sobie okręcić wokół palców. Pod warunkiem, że niektóre z tych wymienionych nazwisk nie będzie przyglądało się za uważnie i nie rozpozna nieprawidłowości, ale umówmy się - ta kobieta była profesjonalistką. Nawet ze swoim pesymizmem i podejrzeniem co do tego, czy sprawy się udadzą i pójdą po ich myśli nie miał wątpliwości w to, że się sprawdzi.

Uniósł brwi i kąciki ust mu drgnęły z rozbawienia, kiedy tak sięgnęła do jego głowy i pogłaskała go po rozczochranych włosach. Nienawidził kiedy ktoś tykał jego włosy. Tak samo jak kiedy ktoś go w ogóle T Y K A Ł nadmiernie. Ale jak było wspomniane - dzisiaj mamy dobry humorek, a Mewie było wolno trochę więcej niż przeciętnemu śmiertelnemu.

- Idziemy prosto na spotkanie Tomusia z Leosiem, na spotkaniach z nim gość jest wrażliwy na atak, bo stara się kitrać swoje zjebanie umysłowe. - Wyjaśnił. - Ty mi powiedz, jak lepiej załatwić sprawę. Mogę gościa zajebać na oczach naszego medyka. Możemy poczekać aż wyjdzie, a ty potem załatwisz z nim sprawę. Możemy tam wbić i urządzić sobie pogawędkę na miejscu. - Zostawił jej wolną rękę, bo jakby jego ktoś pytał o zdanie to poszedłby tam, oderwał łeb gościa przed oczami O'Dwyera i potem zapytał, czy chce skończyć jak on, bo jak nie to mogą się dogadać. No i tak to się właśnie żyło na tym Nocturnie. Przyjaźń, ocieplanie znajomości i szkocka po godzinach.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Maeve Chang (2137), Sauriel Rookwood (3542)




Wiadomości w tym wątku
[11.06.1972] Fairly local - przez Sauriel Rookwood - 21.10.2023, 19:18
RE: [11.06.1972] Fairly local - przez Maeve Chang - 21.10.2023, 23:19
RE: [11.06.1972] Fairly local - przez Sauriel Rookwood - 22.10.2023, 12:28
RE: [11.06.1972] Fairly local - przez Maeve Chang - 23.10.2023, 00:26
RE: [11.06.1972] Fairly local - przez Sauriel Rookwood - 23.10.2023, 16:46
RE: [11.06.1972] Fairly local - przez Maeve Chang - 26.10.2023, 00:06
RE: [11.06.1972] Fairly local - przez Sauriel Rookwood - 26.10.2023, 17:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa