„Z wierzchu masz być skałą, ma się żar w niej tlić
Każdy bój zwyciężysz; zawsze tak ma być
Dziś, gdy widzę was, niedobrze mi
Lecz wytężcie wreszcie słuch
Mężczyzn z was wkrótce sam zrobię znów”
♫
19 maja 1972, przed południem
– Cain & Victoria –
Z lekkością rzuciła na biurko kolejną teczkę, którą jeszcze przed chwilą trzymała pod pachą. Moody zawołała ją na moment do siebie, kiedy akurat wracała z dwoma filiżankami kawy – jedną dla siebie, drugą dla Caina – i wcisnęła jej teczkę ze słowami "to robota dla was, zapoznajcie się". Najwyraźniej nie miała dla niej więcej czasu by wyjaśnić sytuację, zresztą zaraz ktoś zapukał do jej gabinetu, nim Victoria zdążyła otworzyć buzię i zapytać o cokolwiek. Wiedz powiedziała tylko "oczywiście, szefowo" i wyszła, witając się z osobą, którą minęła w drzwiach.
Filiżanki z kawą lewitowaly przed Victorią i jedna z nich po wskazaniu kierunku różdżką gładko wylądowała na biurku Bletchleya. A obok niej muffinka. To był już rytuał, nie mogła zrobić inaczej – tak to się rozpoczęło na początku miesiąca i brunetka zamierzała to kontynuować, pokazując swoją dobrą wolę i gotowość na poznanie przydzielonego jej partnera. Czas szybko leciał, ale znowu nie minęło go aż tyle… pracowali razem dwa tygodnie. Rano zdążyła tylko opowiedzieć mu czego była wczoraj świadkiem w Kniei, że słowami, że mieli cholerne szczęście, że na nic takiego nie trafili, kiedy byli tam we dwójkę – tylko na widmo płonącego krzaka. Raport z wczorajszego zdarzenia obowiązkowo spisała i oddała górze i prawdę mówiąc to sądziła, że to dlatego Harper zawołała ją do siebie – a nie po to, żeby wcisnąć jej teczkę z jakimś… czymś.
Ale może to chodziło jednak o te widma?
- Moody przed chwilą mnie złapała – rzuciła krótko, kiedy odsunęła sobie krzesło i zaraz na nie opadła. - Wcisnęła mi to – uniosła na moment teczkę, żeby pomachać nią do Caina. - I kazała się tym zająć. Nam. We dwójkę – dodała, żeby nie było tutaj wątpliwości.
Rozwiązała sznureczek zawiązany na teczce, by ją wyciągnąć i sięgnęła ręką do swojej filiżanki z kawą. Z mlekiem, leciutko posłodzona, taka jaką lubiła najbardziej.
- W sensie nie, że podpisać i zapomnieć tylko, że to robota dla nas – doprecyzowała po chwili, bo dotarło do niej, że można to było zrozumieć dwojako, biorąc pod uwagę co normalnie tutaj robili.
Miała nadzieję, że to jednak chodziło o te widma, bo dotknęło to ją dość prywatnie. Zmartwienie o przyjaciela, strach, że może mu się coś stać… biorąc pod uwagę co przydarzyło się pani Found… rano wydano zakaz zbliżania się do Kniei, stąd myślała, że może poślą tam kogoś, kto już tam był i widział co się dzieje… i kto mieszka w opuszczonej przez Matkę Dolinie Godryka.