24.10.2023, 11:57 ✶
Nawet jeśli była naprawdę zdolną oklumentką i w pojedynku jeden na jeden, na włamywanie się do cudzego umysłu, mogła mierzyć się z doświadczonymi aurorami, to pojmana i przetrzymywana w obskurnej celi dla śmierciożerców w końcu mogła się złamać. Ludzki organizm zawsze ma swoje limity, nieważne jak genialnym w swoich talentach się było. Od ataku na Baltane za chwilę mijał miesiąc, a ministerstwo wciąż potrzebowało głów terrorystów na które mogliby zrzucić odpowiedzialność. Urzędasy byli w stanie poświęcić całą masę środków i zasobów, byle móc przed opinią publiczną wyjść na takich, którzy potrafią uporać się z problemami. Jednak kto miał wiedzieć, ten wiedział, że jest całkiem na odwrót, a śmierciożercy w tym czasie nie zamierzali trwonić czasu i ukrywać się po kątach jak myszy. Zdecydowana większość, jeśli nie każdy, miał do zrealizowania jakieś zadanie wyznaczone przez ich wspólnego mistrza.
Ukrywając swój delikatnie zmieszany uśmiech za dłonią niby w geście zamyślenia i pełnego skupienia na tym co chciała przekazać mu Bellatrix, po prostu zamilkł i pozwolił jej mówić. - Co Ty kombinujesz Trixi? - zapytał niby retorycznie, mrużąc przy tym brwi, bo to co mówiła wydawało się dość chaotyczne. - To Twoja własna inicjatywa? - dorzucił uśmiechając się zadziornie. Dobrze wiedział czym zajmowała się zawodowo, więc domyślał się, że jej niecny plan powstał prawdopodobnie pod wpływem impulsu. Takie ruchy nie były raczej w jego stylu, ale na pewno był pod wrażeniem jej ambicji i zaangażowania. Przez chwilę stał tak w milczeniu, rozmyślał nad sensem jej planu, który brzmiał bardzo słusznie. Destabilizacja sytuacji wewnętrznej ministerstwa, w obecnej konfiguracji była jak najbardziej uzasadniona i korzystna dla ich organizacji. - Pomogę... - wyrzucił w końcu, może i z umiarkowanym entuzjazmem, bo plan wydawał się dość ryzykowny, jednak nie zamierzał przecież zostawiać jej bez pomocy. Domyślał się, że głownie chodzi o jego umiejętność teleportacji wspólnej, dzięki której mógł błyskawicznie przenieść grupę osób, w tym wypadku mogoli, których pani amnezjator ukrywała gdzieś. Miał tylko nadzieję, że po drodzę nie wydarzy się nic niespodziewanego, coś co sprawi, że wpadną. - Zarzucę tylko coś na siebie. Przypomniał sobie w ostatniej chwili, bo dla niego temperatura przestała mieć duże znaczenie, i tak był wiecznie lodowaty. Nie zamierzał paradować z nagim torsem poza domem, nawet jeśli mogło to komuś zrobić noc. Na plecy założył jedynie skórzaną kurtkę, a szorty zastąpił ciemnymi bojówkami. Oprócz stroju na akcję oraz swojej różdżki, do plecaka zapakował maskę oraz szaty śmierciożercy na wypadek nieprzewidzianej ewentualności, gdyby akcja nagle wymagała trybu incognito. Nie zajęło mu to więcej, niż minutę, czy dwie, dlatego już po drobnej chwili stanął gotowy na dalsze instrukcje przed młodą intrygantką już z nieco większym entuzjazmem, niż przed chwilą.