25.10.2023, 00:39 ✶
Na zmęczonej tarczy zegara wybiła równa godzina odkąd Diana rzuciła pierwsze upiększające zaklęcie. Napuchnięta od rzewnych płaczy twarz, czerwone spojówki i wciąż pulsujący z bólu policzek, którego sprawcą był siarczysty plaskacz ojca. Dzisiaj był pierwszym razem gdy ją uderzył, bo choć po leglimencjowych katuszach czuła się równie paskudnie, to nigdy dotąd nie podejrzewała go o tak zwierzęcą, żałosną słabość.
Wypomniała mu to.
I nie skończyło się to dobrze.
Wspomnienia nabrzmiały pod czaszką jak bolesna narośl, guz, który uciskał na myśli i sprawiał, że te coraz częściej osuwały się po potylicy, a błagała je, aby przestały. Musiała w końcu spotkać się z nim, zanim będzie za późno. Zanim ją zabiorą, zanim...
Po prostu pozbądźmy się ich razem, Diano
Wiedzieli gdzie się wybiera – wiedzieli również, że cokolwiek się dziś wydarzy, poddane będzie wnikliwej, inwazyjnej oraz absolutnie nikczemnej analizie wspomnień. Miała się go pozbyć raz i na dobre, tak aby zaprzestał listów i wypytywań, tak aby wymazał ją na zawsze ze swojego serca. Dziki, ciężki kołtun zebrał się na dnie gardła na samą myśl, że miałby to uczynić.
Był jej i nikogo innego.
Jaka szkoda, że nie mogła dodać na końcu tego zdania na zawsze.
Macmillan na dobrą sprawę zapewne nie przewidywał jak głębokim uczuciem darzyła go ta dziewczyna. Na pewno nie po tych długich, niemych tygodniach bez słowa otuchy, czułości bądź najzwyczajniej w świecie - znaku życia.
W płaszczyku ciepłym i puchatym jak futerko zimowego króliczka wyruszyła na Pokątną. Krążyła po uliczkach długo, niepewnie stąpając po bruku wyścielanym wąską warstwą śniegu. Uderzyła do lodziarni Floriana niedługo później, zamawiając przy okazji gorącą herbatę. Nie była w stanie zatrzymać galopujących myśli; w okamgnieniu na dnie filiżanki pozostały zlepki fusów, a ona przyglądała się im, jakby próbowała odczytać rozwiązanie jej utrapień.
Ale nareszcie, ujrzała go zza mlecznego od pary okna.
Diana musiała wiedzieć jak będzie wyglądać miłość odbita w jego źrenicach, gdy tylko wyjawi mu plan ojca. Ale jeszcze nie była na to gotowa.
– Murtagh! – zawołała czule, tak jakby rozłąkę mu obiecała, za nią przeprosiła i o niej nie pamiętała. Jak gdyby nigdy nic.
Powstała z krzesełka i rzuciła mu się na szyję.
–Tęskniłam– szepnęła mu do ucha, wdzięczna krtani, że głos nie uwiązł jej na języku.
Chwasty trzeba wyrywać.