25.10.2023, 02:09 ✶
Była wdzięczna za osobny pokój, bo nie wyobrażała sobie, jak miałaby zasnąć bez eliksiru, którego akurat nie miała w torebce. Nicholas być może był zamknięty w sobie i równie chłodny, zdystansowany, co Cynthia, ale był dobrze wychowany i podchodził z olbrzymią dozą szacunku, nawet jeśli wejście w jakąkolwiek konwersację z drugim człowiekiem nie wydawało mu się interesujące. Nie miała pojęcia, że jego ważnym spotkaniem była zwykła schadzka i szczerze mówiąc, nie była typem kogoś, kto plotkował lub nadmiernie interesowałby się życiem drugiego człowieka. Byłaby jednak w stanie zrozumieć chęć zachowania sekretu, wszak uczucia były słabością, a każda jednostka bliska sercu pionkiem, który można było wykorzystać. Ktoś jej kiedyś przecież powiedział, że świat bywa okrutny, a ludzie źli, odsłanianie się było błędem. Pewnie Yaxleyowi powiedziano to samo.
Szmery nie ustały, słowa zagłuszał wiatr. Nie podglądała, skupiała się nad tym, co malowało się nad nią i pomimo chłodu, było naprawdę piękne i ujmujące. Niska temperatura nigdy nie przeszkadzała blondynce, na co dzień przebywała przecież w kostnicy, a pracownie miała w równie zimnej piwnicy. Poprawiła jednak koc na smukłych ramionach, przesuwając palcami po miękkim materiale, a następnie zgarnęła do tyłu puszczone luźno, sięgające za połowę pleców, pasma mieniących się srebrem włosów. Kolejny dźwięk sprawił, że uniosła brew, rozglądając się dookoła i chociaż dostrzegła cień dwóch sylwetek, nie zagłębiała się w szczegóły, uspokojona jednak, że najpewniej był to Nicholas oraz Arvid. Westchnęła, odchylając głowę do tyłu, aby po chwili namysłu znów się poruszyć, podciągając okrycie do góry, aby sięgnęło wyżej jej karku i głowy, bo chwilę później — nieco głośniej niż zamierzała, opadła do tyłu, przylegając plecami do narzuty. Trawa oraz wrzosy przypominały mur, który odcinał ją od otaczającego ją świata, ciemny i intensywnie pachnący. Jasnoniebieskie tęczówki spojrzały na niebo, a kąciki ust mimowolnie drgnęły jej, unosząc się ku górze. Widok był zjawiskowy, gwiazdy układały się w konstelacje i rozmaite kształty, pozwalając odetchnąć i sprawiły nawet, że pomyślała, że cały ten wypadek i seria niefortunnych zdarzeń była dobrą rzeczą. Owszem, zrezygnowała z nadgodzin i rano pewnie spóźni się do pracy lub nawet dotrze na popołudnie, ale dla takiego granatu z tysiącem srebrnych punktów, które przypominały kryształy rozsypane na ciemnym materiale? Było warto. Kiedy ostatnio miała czas, aby spojrzeć w niebo?
Na dźwięk kroków jakiś czas później, odwróciła głowę i spojrzała do góry, nieco zaskoczona obrazem i towarzystwem. - Nie musisz się martwić, nic mi nie będzie. Możesz spokojnie wrócić do Arvida, pewnie macie swoje sprawy. - powiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, unosząc się na rękach nieco do góry, bo chyba niezbyt wypadało jej tak leżeć. Przesunęła palcami po włosach, zgarniając je do tyłu i ostatecznie znów usiadła, patrząc gdzieś na przestrzeń przed sobą.
Szmery nie ustały, słowa zagłuszał wiatr. Nie podglądała, skupiała się nad tym, co malowało się nad nią i pomimo chłodu, było naprawdę piękne i ujmujące. Niska temperatura nigdy nie przeszkadzała blondynce, na co dzień przebywała przecież w kostnicy, a pracownie miała w równie zimnej piwnicy. Poprawiła jednak koc na smukłych ramionach, przesuwając palcami po miękkim materiale, a następnie zgarnęła do tyłu puszczone luźno, sięgające za połowę pleców, pasma mieniących się srebrem włosów. Kolejny dźwięk sprawił, że uniosła brew, rozglądając się dookoła i chociaż dostrzegła cień dwóch sylwetek, nie zagłębiała się w szczegóły, uspokojona jednak, że najpewniej był to Nicholas oraz Arvid. Westchnęła, odchylając głowę do tyłu, aby po chwili namysłu znów się poruszyć, podciągając okrycie do góry, aby sięgnęło wyżej jej karku i głowy, bo chwilę później — nieco głośniej niż zamierzała, opadła do tyłu, przylegając plecami do narzuty. Trawa oraz wrzosy przypominały mur, który odcinał ją od otaczającego ją świata, ciemny i intensywnie pachnący. Jasnoniebieskie tęczówki spojrzały na niebo, a kąciki ust mimowolnie drgnęły jej, unosząc się ku górze. Widok był zjawiskowy, gwiazdy układały się w konstelacje i rozmaite kształty, pozwalając odetchnąć i sprawiły nawet, że pomyślała, że cały ten wypadek i seria niefortunnych zdarzeń była dobrą rzeczą. Owszem, zrezygnowała z nadgodzin i rano pewnie spóźni się do pracy lub nawet dotrze na popołudnie, ale dla takiego granatu z tysiącem srebrnych punktów, które przypominały kryształy rozsypane na ciemnym materiale? Było warto. Kiedy ostatnio miała czas, aby spojrzeć w niebo?
Na dźwięk kroków jakiś czas później, odwróciła głowę i spojrzała do góry, nieco zaskoczona obrazem i towarzystwem. - Nie musisz się martwić, nic mi nie będzie. Możesz spokojnie wrócić do Arvida, pewnie macie swoje sprawy. - powiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, unosząc się na rękach nieco do góry, bo chyba niezbyt wypadało jej tak leżeć. Przesunęła palcami po włosach, zgarniając je do tyłu i ostatecznie znów usiadła, patrząc gdzieś na przestrzeń przed sobą.