25.10.2023, 02:35 ✶
Skoro Stanley oceniał ją w ten sposób, musiała być naprawdę zdolna, opanować sztukę socjalnego kamuflażu do perfekcji. I uznałaby to za olbrzymi komplement. Im mniej ludzie wiedzieli o człowieku, tym mniej znali jego słabych punktów, a w dzisiejszych czasach, tak było zwyczajnie bezpieczniej. Była więc rozkoszna, miła i nieco przygłupia, tak, aby wpasować się w standardy narzucone kobietom przez społeczeństwo. Paskudnie niesprawiedliwie, ale walcząc o awans i święty spokój, musiała się dostosować. Jej błękitne oczy przyglądały mu się uważnie zza miłych i grzecznych iskierek, jakby próbowała doszukiwać się w jego twarzy wskazówek. Tylko do czego? On też się przecież dopasował, tylko na swój sposób. Sytuacja, w której się znalazł, nie mogła być dla niego komfortowa, widziała to w każdym geście, każdym błysku w oczach.
Na jego słowa przekręciła głowę na bok, jasne pasmo spłynęło leniwie w dół, łaskocząc szyję i okolice dekoltu, a dziewczyna uniosła ku górze kąciki ust, jakby faktycznie, była to forma najlepszego z możliwych komplementów. Uwielbiała być zorganizowana, mieć kontrolę i możliwość na każdy scenariusz, który była w stanie przewidzieć jego głowa.
- Ciesze się, że jesteś zadowolony. - odparła jedynie niewinnie, przenosząc na chwilę wzrok na kelnera, jakby tylko czekała, aż wyjdzie. Ta restauracja była najlepszym, najbezpieczniejszym wyborem dla ich sprawy, ale nie mogła domknąć jej tutaj. Śluby nie były jej w głowie, ale głupie społeczeństwo najlepiej przyjmowało wymówki lub tłumaczenia związane z jakimś tajemniczym romansem, lub inną głupotą, jakby tylko do tego kobiety z magicznego Londynu były stworzone. Idealne wyczucie na przyniesienie alkoholu, doprawdy.
- I to, Drogi Panie Borgin punkt, na którym warto się skupić. - pochwaliła jego wybór w kwestii pozostania przy życiu i zapewne poza ścianami Azkabanu, do którego grzybobrania mogły prowadzić. Upiła trochę chłodnego wina, zwilżając wargi, przyglądając się, jak para osiada na zamarzniętym szkle, tworząc mozaikę. - Wiele rzeczy da się ukryć, jeśli bardzo się chce.
Skwitowała jedynie z delikatnym wzruszeniem ramion, podnosząc na niego spojrzenie, które ostatecznie powędrowało w stronę dymu, który unosił się z palonego przez mężczyznę papierosa. Brew jej delikatnie drgnęła na stwierdzenie o napawaniu się, jednak tego bezpośrednio zdecydowała się nie komentować. - To niespodzianka. Musisz mi zaufać, dać się porwać.
Ryzyko było zbyt duże, aby rozmawiać tu o sprawach ważnych i ważniejszych, zwłaszcza że kelner kręcił się niemiłosiernie, przynosząc im teraz zamówione dania. Dziewczyna podziękowała mu za doskonałą obsługę, wsuwając w dłoń kilka galeonów i puszczając oczko po tym, jak dodała "To wszystko.". Przysuneła trochę krzesło, łapiąc za sztućce.
- Powinieneś spróbować, naprawdę doskonałe. - rzuciła pogodnie, nabierając na widelec odrobinę risotto z grzybami, które wybrane przez nią wino, doskonale podkreślało. Wiedziała, że nie zdążą zjeść lodów. Jego pytanie sprawiło, że przeniosła wzrok na zegarek.
- Osiem minut. - mówiła spokojnie, chociaż nieco bardziej naturalnie, głosem pozbawionym wyuczonej słodyczy i niewinności. Kolejna porcja risotta zniknęła popita trunkiem. Cała porcja była zbyt duża na nią samą, ale fakt, że była od śniadania tylko na kawach, nieco napędził apetyty. Zostało mniej więcej pół, gdy odłożyła sztućce i wytarła usta serwetką, którą potem odłożyła na bok. Dopiła wina, znów zerkając na zegarek. Niewielka figurka na parapecie drgnęła, a Cynthia wstała, przekładając płaszcz przez ramię oraz łapiąc torebkę. Odgłos uderzających o podłogę obcasów rozniósł się echem, gdy zbliżyła się do świstoklika, którego złapała w dłoń. Druga wyciągnęła w stronę mężczyzny, wbijając w niego spojrzenie.
- Idziesz, czy zmieniłeś zdanie? - zapytała cicho, dając mu wolny wybór. Nie zamierzała go do niczego zmuszać, chociaż podświadomie, znała przecież odpowiedź.
Na jego słowa przekręciła głowę na bok, jasne pasmo spłynęło leniwie w dół, łaskocząc szyję i okolice dekoltu, a dziewczyna uniosła ku górze kąciki ust, jakby faktycznie, była to forma najlepszego z możliwych komplementów. Uwielbiała być zorganizowana, mieć kontrolę i możliwość na każdy scenariusz, który była w stanie przewidzieć jego głowa.
- Ciesze się, że jesteś zadowolony. - odparła jedynie niewinnie, przenosząc na chwilę wzrok na kelnera, jakby tylko czekała, aż wyjdzie. Ta restauracja była najlepszym, najbezpieczniejszym wyborem dla ich sprawy, ale nie mogła domknąć jej tutaj. Śluby nie były jej w głowie, ale głupie społeczeństwo najlepiej przyjmowało wymówki lub tłumaczenia związane z jakimś tajemniczym romansem, lub inną głupotą, jakby tylko do tego kobiety z magicznego Londynu były stworzone. Idealne wyczucie na przyniesienie alkoholu, doprawdy.
- I to, Drogi Panie Borgin punkt, na którym warto się skupić. - pochwaliła jego wybór w kwestii pozostania przy życiu i zapewne poza ścianami Azkabanu, do którego grzybobrania mogły prowadzić. Upiła trochę chłodnego wina, zwilżając wargi, przyglądając się, jak para osiada na zamarzniętym szkle, tworząc mozaikę. - Wiele rzeczy da się ukryć, jeśli bardzo się chce.
Skwitowała jedynie z delikatnym wzruszeniem ramion, podnosząc na niego spojrzenie, które ostatecznie powędrowało w stronę dymu, który unosił się z palonego przez mężczyznę papierosa. Brew jej delikatnie drgnęła na stwierdzenie o napawaniu się, jednak tego bezpośrednio zdecydowała się nie komentować. - To niespodzianka. Musisz mi zaufać, dać się porwać.
Ryzyko było zbyt duże, aby rozmawiać tu o sprawach ważnych i ważniejszych, zwłaszcza że kelner kręcił się niemiłosiernie, przynosząc im teraz zamówione dania. Dziewczyna podziękowała mu za doskonałą obsługę, wsuwając w dłoń kilka galeonów i puszczając oczko po tym, jak dodała "To wszystko.". Przysuneła trochę krzesło, łapiąc za sztućce.
- Powinieneś spróbować, naprawdę doskonałe. - rzuciła pogodnie, nabierając na widelec odrobinę risotto z grzybami, które wybrane przez nią wino, doskonale podkreślało. Wiedziała, że nie zdążą zjeść lodów. Jego pytanie sprawiło, że przeniosła wzrok na zegarek.
- Osiem minut. - mówiła spokojnie, chociaż nieco bardziej naturalnie, głosem pozbawionym wyuczonej słodyczy i niewinności. Kolejna porcja risotta zniknęła popita trunkiem. Cała porcja była zbyt duża na nią samą, ale fakt, że była od śniadania tylko na kawach, nieco napędził apetyty. Zostało mniej więcej pół, gdy odłożyła sztućce i wytarła usta serwetką, którą potem odłożyła na bok. Dopiła wina, znów zerkając na zegarek. Niewielka figurka na parapecie drgnęła, a Cynthia wstała, przekładając płaszcz przez ramię oraz łapiąc torebkę. Odgłos uderzających o podłogę obcasów rozniósł się echem, gdy zbliżyła się do świstoklika, którego złapała w dłoń. Druga wyciągnęła w stronę mężczyzny, wbijając w niego spojrzenie.
- Idziesz, czy zmieniłeś zdanie? - zapytała cicho, dając mu wolny wybór. Nie zamierzała go do niczego zmuszać, chociaż podświadomie, znała przecież odpowiedź.