• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[03.06.1972] The creatures of the night | Lorraine i Sauriel

[03.06.1972] The creatures of the night | Lorraine i Sauriel
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#6
25.10.2023, 19:11  ✶  

W tym spotkaniu liczyło się dla niego niewiele rzeczy. Ta odgórna była nieodłącznie związana z magicznym pytaniem: czy ona zrobi mnie w chuja? Kto nie ryzykował, ten nie zbierał pomarańczy... czy jak to tam leciało to powiedzenie. Chuj, nie ważne. Ważne, że trzeba zaryzykować nie raz i nie dwa, żeby coś zyskać. Jak więc dobrze się składało, że Sauriel był typem ryzykanta, prawda? To chyba właśnie ta pewność siebie - że nawet jeśli coś nie wyjdzie, nawet jeśli coś się spierdoli, a Lorraine Malfoy okaże się pierdoloną bombą, której włącznik trzymał ktoś obcy to on to ogarnie. On i kilka innych osób, które z jakiegoś powodu lubiły jego zakazaną mordę i tolerowały jego wybuchowy charakter. Choć na ogół Sauriel był spokojnym gościem, flegmatycznym wręcz, jego skromnym zdaniem przesadzali z tą reputacją...

I tak wieść się niesie, jedni szeptają, że Lorraine to wspaniała informatorka, inni, że zwykła zdzira, Sauriel zaś pomyślał: no i wyrosła nam Królowa Nokturnu..! Której urwie łeb, jak się dokopie do pluszowego sekretu. Lubił pokrywające się znajomości i pokryte słowa - kiedy ktoś ci obiecuje, że to wykona i dostajesz dokładnie to, czego oczekiwałeś. A nawet i więcej. Wielkie plany, które były przed Saurielem zakryte, nosiły znamię Czarnego Pana. I jak łatwo pomylić Czarnego Kota z Czarnym Panem - to już Lorraine wiedziała najlepiej. Te pajęcze sieci, jakie tworzyła, były doskonale - bo dla niego niezauważalne. Przyszedł tu z tą wieścią, że jest dobra, a okazało się, że słowo "dobra" stanowiło leniwe ujęcie tego, co naprawdę potrafiła sobą pokazać i to w tak krótkim czasie. Co do kilkorga par oczu to nie wiem, przed Saurielem była na szczęście tylko jedna para bardzo bystrych, mrugających do niego zza welonu rzęs. Ponieważ nie był romantykiem to pewnie niedługo zapyta, czy jej coś do oka wpadło, że tak co rusz tymi rzęsami macha jak sprzątaczka miotłą podłogę w ministerstwie. Tu nie było strachu, tego najbardziej pierwotnego, o jej pajęcze zapędy i zawijanie go w kokon. Samotna kobieta w tym miejscu mogłaby go pewnie porobić jak małe dziecko, sprzedając fake info, potem się chowając tak, że nigdy by do niej dotarł. Albo modląc się o to, bo Sauriel był bardzo mściwym skurwielem. Potrafił machnąć ręką na krzywdy doznane przez taką Maewe, która poszła na randkę z jego ryjcem, ale nie przez kobietę, którą znał dawno temu, gdy lodowce były jeszcze grubsze i ludzie tak nie płakali na globalne ocieplenie. Więc byłby to test siły, a gdyby go nie zdał to miałby winić ją? Siebie tylko za to, że okazał się słabszy. Bo że był głupszy - w to nie wątpił. Choć za debila się tylko podawał - a nie tak o sobie myślał. Byłoby ciekawym zagrać na tej pajęczej sieci, znaleźć ją i iść za jej drganiami. Powalczyć z kokonem i przekonać się, czy pająk na końcu się naprawdę boi. Zacząć polowanie, które nie byłoby przesądzone - kto by się nie bał jadu akromantuli? I tak, jak ona, tak jemu pozostawało zgadywać i zaryzykować, bo tylko głupiec nie doceniłby kobiety, która na wycieraczce wyszyła sobie evil mastermind. Troja się przekonała, do czego zdolna jest jedna kobieta.

Stawianie się w sytuacji umrę-nie umrę rzeczywiście nie miało większego sensu. Droga Lorraine, myślmy logicznie! Superlatywami, korzyściami! Przecież tutaj już niemal pachniały dolarówki i złociste galeony! Mogłabyś otworzyć kasę fiskalną w swojej głowie i zacząć napawać się brzdękiem monet! Ewentualnie w końcu zakotwiczyć się na dłużej w jednej budzie nie musząc jej co rusz zmieniać. Nie musząc się bać, że znowu będziesz musiała się gdzieś wynosić. Ktoś ci pogrozi, ktoś wpadnie, ktoś będzie chciał cię eksmitować? Cóś, hey, i just meet ya and this is crazy, but here's my number, so call me maybe. Status zysków i strata opiewał na zysk. Gdyby tylko udało się usunąć z głowy ten obrzydliwy wrzask, że to się nie uda..! Że to jebnie, że nie ma szans, że takie dobre rzeczy się nie przytrafiają..! Ooo, ależ przytrafiają. Po prostu rzadko przychodzą same z siebie i najczęściej trzeba za nimi gonić na złamanie karku. Każdy miał mocne i słabe strony. Sauriel starał się dostrzegać mocne w ludziach wokół siebie i czynić je swoimi. Chciał, żeby Lorraine bała się i jednocześnie żeby ufała. Żeby znajome były konsekwencje nieudanych poczynań i oczywiste profity, kiedy wszystko się udaje. Kij i marchewka. Niektórym o kiju trzeba było przypominać regularnie, a innym wcale. Zapominali niemal, że ten istnieje. Choć Sauriel czasem miał wrażenie, że niewielu ludzi to robiło. Lorraine była również jego kijem i marchewką samym w sobie. Soczystą, piękną, nic tylko złapać za włosy i wykorzystać... do zbierania informacji, rzecz jasna. Ale była też tym mieczem, który mógł pociąć i jego. Bo zostanie uzbrojona w informacje, z którymi bogowie jedni wiedzą, co będzie w stanie zrobić. Niee, to nie była jednostronna gra. Najbardziej urocze było to, że tak sobie ulegali, jak i trzymali gardę. Tak się zbliżali, jak i kalkulowali ryzyko.

- Myślenie to moja gorsza strona, więc wolę szybko przejść do sedna. - Uśmiechnął się bezczelnie, arogancko, spoglądając na tę piękną, białą pajęczycę, której spodobała się ta gra i ta bliskość. Dawka adrenaliny pobudzająca serduszko i już człowiek przypominał sobie, że żyje, co? Stał nieruchomo, unosząc jedną brew w zapytaniu, kiedy to teraz ona jeszcze mocniej przełamała dystans między swoim ciepłym i jego nieprzyjemnie zimnym ciałem. Jej myśli tańczyły walczyka? Bo jej krok też mu teraz przypomniał o tańcu. Choć nie walca. Przypominała mu bardziej żywe uosobienie tango. Znów błysnęły kły, gdy śledził każdy jej ruch, statycznie i powoli, jakby zarzucała na niego starannie upleciony wianek i miała go zaraz poprowadzić do ołtarza. Pomijając zaręczyny, bo komu one potrzebne? To małżeństwo byłoby jednak nieudane. Jego małżonka, Śmierć, byłaby zbyt zazdrosna o Białą Wdowę. - Musiałabyś odjebać mnie samego, obawiam się. - Będąc tak blisko niemal mogła poczuć jego cichy, głęboki śmiech swoje narodziny mając w jej zabawie. - Jesteś bezczelna. - Tak jak jej słowa były miękkie i takie, o które chciało się otrzeć policzkiem, tak jego zabrzmiały dosadnie, ale wcale nie niemiło. To nie była przygana, ledwo oczywiste stwierdzenie faktu, które miało za zadanie przekazać, że wcale mu to nie przeszkadzało, a nawet - doceniał. Każde żarty miały swoje granice, a jego potrafiły pokazać się całkiem szybko (chuj wie, kiedy nadepniesz kotu na ogon), ale sam mógłby powtarzać te mądre słowa, że jakież to ważne, aby mieć do siebie dystans..!

Kto nie byłby zmęczony ciągłą ucieczką? Ciągłym spoglądaniem za ramię? Ciągłym stresem? Sauriel sam nabawił się paranoi żyjąc w ten sposób. Nie był dobry, nie uważał się w każdym razie, z dogadywaniem się z każdym człowiekiem, praca pod kimś potrafiła być okej, jeśli czyjeś spojrzenie na temat się pokrywało z jego. Ale potem przychodziły smerfy marudy i nic tylko roznieść całą budę w pizdu. Dlatego czas to zmienić. Nie spodziewał się za to, że to przyjdzie tak łatwo, tak prosto, tak samo od siebie. Łut szczęścia? W przesądach Anglii to właśnie przynosił Czarny Kot. Szczęście. W przesądach Nokturnu przynosił jednak co najwyżej rozpierdol. I wierzył, że Biała Wdowa przynosić będzie zaś znak zapytania, bo nigdy nie będziesz do końca się spodziewał, czy zjawia się z wieścią dobrą, czy może przyprowadziła za rękę czerwonowłosą Wojnę, albo kościstą panienkę Śmierć.

- Mógłbym. Ale się dogadamy. - Odparł na jej szept. - Spadłaś mi z nieba, a kurwa mógłbym przysiąc, że czułem smród siarki i słyszałem jakieś wezwania demonów, jak tu wchodziłem. - Tak czy siak wyciągnął sakiewkę i nią pomachał w powietrzu, żeby rozległ się brzdęk monet. - Twoja dola. - Rzucił znów monety na biurko. Chyba przez to kilka kartek spadło, oj... Dobrze, że nie trafił w tusz. - Ten rewir nie jest mój, więc jeśli chcesz zostać w tej dziupli to możemy o niego zawalczyć. - Przeszedł do rzeczy. - Ale nie w tym miesiącu, będę zajęty. - Wskazał na tablicę. - Jak nie to przeniesiesz się do jednej z kamienic bliżej mnie i Stanleya. Mój adres masz. Możesz śmiało posługiwać się moim imieniem - bo jako Sauriel raczej niekoniecznie był tu znany - jako ostrzeżeniem. A jak ktoś będzie niesympatyczny to krótka różdżka. - Czy tam "krótka piłka" jak to mugole mówili. - Jeśli nie informacja do mnie to do Stanleya. - Tak czy inaczej ktoś jej pomoże, nawet jeśli nie osobiście. - A teraz mi powiedz, że masz to w skompresowanej wersji, bo całej tablicy od ciebie nie zabiorę. - Wskazał na tablicę.

Pochylił się nad mapą, częściową (bo nikt pewnie nie wiedział, jak wiele odnóg, przejść i korytarzy mają drogi pod Nokturnem i Londynem) i pokazał jej gdzie i jak aktualnie funkcjonują, kogo lubimy, kogo nie lubimy, kto z nami pracuje, a na kogo mamy oko. Innymi słowy - wtajemniczył ją tak na podstawowej płaszczyźnie informując, że jej twarz i imię oraz nazwisko zostaną przekazane odpowiednim osobom. I że powinna się zacząć czuć swobodnie na Nocturnie.

To był zaledwie jeden krok do całego Królestwa.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorraine Malfoy (5268), Sauriel Rookwood (3611)




Wiadomości w tym wątku
[03.06.1972] The creatures of the night | Lorraine i Sauriel - przez Lorraine Malfoy - 16.10.2023, 10:08
RE: [03.06.1972] The creatures of the night / Lorraine i Sauriel - przez Sauriel Rookwood - 16.10.2023, 15:47
RE: [03.06.1972] The creatures of the night / Lorraine i Sauriel - przez Lorraine Malfoy - 21.10.2023, 22:55
RE: [03.06.1972] The creatures of the night / Lorraine i Sauriel - przez Sauriel Rookwood - 22.10.2023, 16:34
RE: [03.06.1972] The creatures of the night / Lorraine i Sauriel - przez Lorraine Malfoy - 24.10.2023, 20:23
RE: [03.06.1972] The creatures of the night / Lorraine i Sauriel - przez Sauriel Rookwood - 25.10.2023, 19:11
RE: [03.06.1972] The creatures of the night / Lorraine i Sauriel - przez Lorraine Malfoy - 29.10.2023, 23:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa