26.10.2023, 02:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2023, 16:35 przez Cynthia Flint.)
Milczała dłuższą chwilę, wpatrując się w przyjaciółkę. To nie był czas i miejsce na rozmowy o Saurielu, nie chciała o nic pytać, chociaż plotki szybko rozprzestrzeniały się po magicznym świecie. Nie zamierzała też tego oceniać, osądzać wampira, dopóki nie dowie się wszystkie źródła. Lubiła go przecież, był całkiem inteligentny i rozmowa z nim zawsze była swojego rodzaju wyzwaniem, a do tego była przekonana, że Tori zwyczajnie była dla niego ważna.
Z zamyślenia wyrwał ją głos czarnowłosej, przeniosła na nią spojrzenie, a spomiędzy warg uciekło ciche mruknięcie zastanowienia.. No właśnie, dlaczego Lou się nie starał? Nadmierna pewność siebie potrafiła być zgubna. Niedobrze. Podobnie, jak jej siostra nie z krwi, nie umiała znaleźć żadnego sensu i radości w tym pojedynku. Była, bo to było dla niego ważne, mogła się tak poświęcić.
- Masz rację, niezbyt jest skupiony. - potwierdziła spokojnie, poprawiając materiał sukienki, która rozlewała się jej po nogach, więc musiała wyeliminować zagniecenia. - Już? Ostatnia? - uniosła brew nieco zaskoczona, chociaż nie utrzymało się to długo na jej twarzy. Zamiast tego, uśmiechnęła się i przeniosła spojrzenie na Laurenta. Przytaknęła, bo przecież byli z jednego domu, doskonale pamiętała tę gromadkę popularnych chłopców, za którymi oglądały się dziewczęta i prawie każda czekała, aż któryś którąś zaprosi na bal czy do wioski na kremowe piwo. Życie w Hogwarcie było dużo łatwiejsze. Laurent wyglądał na delikatnego i uroczego, jeszcze bardziej niż w szkole. Miał ładną buzię, chociaż żaden komplement, który przemknął w jego kierunku w jej głowie, nie znalazł ujścia na jej twarzy. - Wydaje mi się, że traktowali Cię, jak równego sobie, ale może masz rację. Przepraszam, jeśli Cię uraziłam lub powiedziałam coś niestosownego.
Odpowiedziała tonem nieco łagodniejszym, brylując doskonale w odrobinie poczucia winy, jak i skruchy z pokorą. Nie zamierzała się dopytywać, zagłębiać mocniej w relacje mężczyzn, bo nie było to jej sprawą, a prawda była taka, że sprawy, które nie były jej, coraz mniej Cynthię obchodziły. - To bardzo dobry Auror, Twój kuzyn. Przyjemność z nim pracować, podobnie zresztą, jak z Victorią. - rzuciła z uśmiechem, przenosząc spojrzenie na przyjaciółkę. Faktycznie, wyglądała na znudzoną, ona też by była, gdyby nie konwersacja z młodym Prewettem. - To prawda. Nie dostarczyli chyba wystarczająco emocji.
Wzruszyła delikatnie ramionami, przesuwając palcami po pasmach srebrnych włosów. Wiedziała, że Lestrange będzie wściekły i sfrustrowany. Mimowolnie zerknęła na kilka sekund w stronę Stanleya, Atreusa i Anthonyego, którzy takim obrotem spraw pewnie też nie będą zadowoleni, bo przecież w szkole zawsze jeden bił się za drugiego, pamiętała długie wykłady od Tori w ich kierunku. Pokręciła delikatnie głową, poprawiając się na krześle i ponownie spojrzała na Victorie oraz Laurenta. - Remis. Cóż, nie jest to chyba satysfakcjonujące dla żadnego z nich i dla honoru Loretty.
Zauważyła nieco ciszej, przenosząc wzrok na czarodzieja o onyksowych oczach. Wiedziała, że Louvain był zwyczajnie wściekły, znała go na tyle, aby mieć świadomość o gotującej się w nim furii, bo on naprawdę nie lubił przegrywać. A jeśli chodziło o sprawy, które dotyczyły Loretty, zależało mu. Odkąd pamiętała, zrobiłby dla siostry wszystko i obrona jej honoru była jednym z punktów na szczycie listy. Westchnęła raz jeszcze, ruchem głowy odgarniając luźne kaskady na plecy i przenosząc wzrok na przyjaciółkę, której posłała krótki uśmiech. - Będę się zbierać, mam sekcję do skończenia. Podejdę tylko przywitać się z Lou. Uważaj na siebie. - zaczęła, wstając i poprawiając sukienkę, a potem palcami musnęła jej ramię z troską, przenosząc wzrok na Laurenta. - Ciebie też było bardzo miło poznać.
Obdarzyła ich uśmiechem, kiwając raz jeszcze głową, a następnie przecisnęła się przez tłum i kolegów Lestrangea, zamieniając z nim kilka szybkich słów, zanim opuściła teren pojedynku, udając się do Ministerstwa. To nie było miejsce na swobodną rozmowę, a poza tym, Lou jako jedna z głównych atrakcji wydarzenia, miał przecież na głowie wystarczająco ludzi. Wychodząc, zlustrowała też ukradkiem spojrzeniem Notta, który w przeciwieństwie do ciemnowłosego, wyglądał na dumnego i zadowolonego z siebie, podobnie jak kibicujący mu ludzie.
Z zamyślenia wyrwał ją głos czarnowłosej, przeniosła na nią spojrzenie, a spomiędzy warg uciekło ciche mruknięcie zastanowienia.. No właśnie, dlaczego Lou się nie starał? Nadmierna pewność siebie potrafiła być zgubna. Niedobrze. Podobnie, jak jej siostra nie z krwi, nie umiała znaleźć żadnego sensu i radości w tym pojedynku. Była, bo to było dla niego ważne, mogła się tak poświęcić.
- Masz rację, niezbyt jest skupiony. - potwierdziła spokojnie, poprawiając materiał sukienki, która rozlewała się jej po nogach, więc musiała wyeliminować zagniecenia. - Już? Ostatnia? - uniosła brew nieco zaskoczona, chociaż nie utrzymało się to długo na jej twarzy. Zamiast tego, uśmiechnęła się i przeniosła spojrzenie na Laurenta. Przytaknęła, bo przecież byli z jednego domu, doskonale pamiętała tę gromadkę popularnych chłopców, za którymi oglądały się dziewczęta i prawie każda czekała, aż któryś którąś zaprosi na bal czy do wioski na kremowe piwo. Życie w Hogwarcie było dużo łatwiejsze. Laurent wyglądał na delikatnego i uroczego, jeszcze bardziej niż w szkole. Miał ładną buzię, chociaż żaden komplement, który przemknął w jego kierunku w jej głowie, nie znalazł ujścia na jej twarzy. - Wydaje mi się, że traktowali Cię, jak równego sobie, ale może masz rację. Przepraszam, jeśli Cię uraziłam lub powiedziałam coś niestosownego.
Odpowiedziała tonem nieco łagodniejszym, brylując doskonale w odrobinie poczucia winy, jak i skruchy z pokorą. Nie zamierzała się dopytywać, zagłębiać mocniej w relacje mężczyzn, bo nie było to jej sprawą, a prawda była taka, że sprawy, które nie były jej, coraz mniej Cynthię obchodziły. - To bardzo dobry Auror, Twój kuzyn. Przyjemność z nim pracować, podobnie zresztą, jak z Victorią. - rzuciła z uśmiechem, przenosząc spojrzenie na przyjaciółkę. Faktycznie, wyglądała na znudzoną, ona też by była, gdyby nie konwersacja z młodym Prewettem. - To prawda. Nie dostarczyli chyba wystarczająco emocji.
Wzruszyła delikatnie ramionami, przesuwając palcami po pasmach srebrnych włosów. Wiedziała, że Lestrange będzie wściekły i sfrustrowany. Mimowolnie zerknęła na kilka sekund w stronę Stanleya, Atreusa i Anthonyego, którzy takim obrotem spraw pewnie też nie będą zadowoleni, bo przecież w szkole zawsze jeden bił się za drugiego, pamiętała długie wykłady od Tori w ich kierunku. Pokręciła delikatnie głową, poprawiając się na krześle i ponownie spojrzała na Victorie oraz Laurenta. - Remis. Cóż, nie jest to chyba satysfakcjonujące dla żadnego z nich i dla honoru Loretty.
Zauważyła nieco ciszej, przenosząc wzrok na czarodzieja o onyksowych oczach. Wiedziała, że Louvain był zwyczajnie wściekły, znała go na tyle, aby mieć świadomość o gotującej się w nim furii, bo on naprawdę nie lubił przegrywać. A jeśli chodziło o sprawy, które dotyczyły Loretty, zależało mu. Odkąd pamiętała, zrobiłby dla siostry wszystko i obrona jej honoru była jednym z punktów na szczycie listy. Westchnęła raz jeszcze, ruchem głowy odgarniając luźne kaskady na plecy i przenosząc wzrok na przyjaciółkę, której posłała krótki uśmiech. - Będę się zbierać, mam sekcję do skończenia. Podejdę tylko przywitać się z Lou. Uważaj na siebie. - zaczęła, wstając i poprawiając sukienkę, a potem palcami musnęła jej ramię z troską, przenosząc wzrok na Laurenta. - Ciebie też było bardzo miło poznać.
Obdarzyła ich uśmiechem, kiwając raz jeszcze głową, a następnie przecisnęła się przez tłum i kolegów Lestrangea, zamieniając z nim kilka szybkich słów, zanim opuściła teren pojedynku, udając się do Ministerstwa. To nie było miejsce na swobodną rozmowę, a poza tym, Lou jako jedna z głównych atrakcji wydarzenia, miał przecież na głowie wystarczająco ludzi. Wychodząc, zlustrowała też ukradkiem spojrzeniem Notta, który w przeciwieństwie do ciemnowłosego, wyglądał na dumnego i zadowolonego z siebie, podobnie jak kibicujący mu ludzie.
Postać opuszcza sesję