27.10.2023, 02:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2023, 12:06 przez Diana Mulciber.)
Odchylała głowę do tyłu, próbując objąć wzrokiem przepastną szerokość oddalającego się od nich wybrzeża.
Woda ścieliła się tego dnia jak najdroższa tkanina, miękkimi marszczeniami, pozornie łagodnie, ciszej niż zwykle. W oddali morze miało jednak barwę atramentu, a ona wyobrażała sobie, że nurt musiał być gwałtowny i silny, porywający ciała prosto w otchłań ciemnego abysalu. Wzdrygnęła się na samą myśl. Nigdy nie ufała morzu – sztorm pod jej powiekami był zbyt wyraźny, dno zbyt odległe, ciało pozbawione sposobu, by ugruntować się w ziemi, a przecież jej serce miało kształt kotwicy i tonęło w piersi jak kamień. Czekałaby ją pewna śmierć. Ale przecież jej już się w ogóle nie bała, prawda?
Mimo tego, Diana nie myślała dwa razy, gdy usłyszała historię biednej Loretty. Fakt faktem, obie były absolutnie naprane i niektóre detale trochę umykały jej z pamięci (nic nowego w życiu Mulciber), ale propozycja wyszła gdzieś z głębokiego, ruchomego, palącego jak dzika pożoga wewnątrz.
Opuszczając Londyn, obiecała sobie nie obracać się dwa razy za ramię, a mimo to bezwiednie tak uczyniła. Pierdolony Donald nie spędzał jej ze snu powiek tak bardzo jak kiedyś, lecz nawyk wlał się na dobre do strumienia jej żył. Kochanki, coraz to nowsze i młodsze modele przychodziły równie szybko co i odchodziły, czarownie umilając i ubarwiając mu jego smutną jak kurwa na królewskim balu egzystencję. To nie znaczyło, że Diana wykreśliła go ze swojego dzienniczka. Wręcz przeciwnie. Czekała na swój czas i swoją zemstę.
Ale w międzyczasie, mogła swoje krwawe pragnienia uiścić na kimś innym. Na przykład na pierdolonym Leandrze Yaxleyu.
– Lore, bobasku – powiedziała czule, posyłając jej uśmiech zarówno drański, jak i dziwnie matczyny. Lestrange mogła zdziwić lampka szkarłatnego trunku w dłoni kobiety; nie wiedząc kiedy je skądś wynalazła, a zdawała się przy koleżance wiernie stać od dobrych kilku minut.
Fale stroszyły się wokół nich jak gęsie pierze, a Diana nie była dłużej pewna, czy szmer, który czuła pod skronią, pochodził z głębi butelki, z głębi morza czy może z głębi jej serca.
– Jestem przekonana, że będziemy się przepysznie bawić.
Woda ścieliła się tego dnia jak najdroższa tkanina, miękkimi marszczeniami, pozornie łagodnie, ciszej niż zwykle. W oddali morze miało jednak barwę atramentu, a ona wyobrażała sobie, że nurt musiał być gwałtowny i silny, porywający ciała prosto w otchłań ciemnego abysalu. Wzdrygnęła się na samą myśl. Nigdy nie ufała morzu – sztorm pod jej powiekami był zbyt wyraźny, dno zbyt odległe, ciało pozbawione sposobu, by ugruntować się w ziemi, a przecież jej serce miało kształt kotwicy i tonęło w piersi jak kamień. Czekałaby ją pewna śmierć. Ale przecież jej już się w ogóle nie bała, prawda?
Mimo tego, Diana nie myślała dwa razy, gdy usłyszała historię biednej Loretty. Fakt faktem, obie były absolutnie naprane i niektóre detale trochę umykały jej z pamięci (nic nowego w życiu Mulciber), ale propozycja wyszła gdzieś z głębokiego, ruchomego, palącego jak dzika pożoga wewnątrz.
Opuszczając Londyn, obiecała sobie nie obracać się dwa razy za ramię, a mimo to bezwiednie tak uczyniła. Pierdolony Donald nie spędzał jej ze snu powiek tak bardzo jak kiedyś, lecz nawyk wlał się na dobre do strumienia jej żył. Kochanki, coraz to nowsze i młodsze modele przychodziły równie szybko co i odchodziły, czarownie umilając i ubarwiając mu jego smutną jak kurwa na królewskim balu egzystencję. To nie znaczyło, że Diana wykreśliła go ze swojego dzienniczka. Wręcz przeciwnie. Czekała na swój czas i swoją zemstę.
Ale w międzyczasie, mogła swoje krwawe pragnienia uiścić na kimś innym. Na przykład na pierdolonym Leandrze Yaxleyu.
– Lore, bobasku – powiedziała czule, posyłając jej uśmiech zarówno drański, jak i dziwnie matczyny. Lestrange mogła zdziwić lampka szkarłatnego trunku w dłoni kobiety; nie wiedząc kiedy je skądś wynalazła, a zdawała się przy koleżance wiernie stać od dobrych kilku minut.
Fale stroszyły się wokół nich jak gęsie pierze, a Diana nie była dłużej pewna, czy szmer, który czuła pod skronią, pochodził z głębi butelki, z głębi morza czy może z głębi jej serca.
– Jestem przekonana, że będziemy się przepysznie bawić.
Chwasty trzeba wyrywać.