27.10.2023, 18:00 ✶
Cathal nie wystroił się specjalnie - byli ostatecznie na statku, nie była to okazja na garnitury ani żadne eleganckie szaty, wybierane przez tych co bardziej konserwatywnych czarodziejów. Nie wspominając już o tym, że Cynthia zwyczajnie nie uprzedziła go o kolacjach z ojcem, więc nawet gdyby miał ochotę się tak wygłupiać, niczego w tym stylu ze sobą nie zabrał. Nie był jednak na tyle niedbały czy bezczelny, aby wystąpić w byle jakich ubraniach, w jakich chadzał zwykle po wykopaliskach albo Pokątnej. Zamiast nich wybrał po prostu ciemne spodnie i jasną koszulę (notabene sprezentowaną mu jakiś czas temu przez ciotkę).
- Dowiedziałem się co nieco o statkach i morzu - powiedział tylko, mierząc kobietę spojrzeniem. Rozmowa z Flintem nie była może przyjemnością, ale nie była też żadną przykrością. Ot jedną z tych wielu konwersacji, które nie były nudne, ale i nie wnosiły niczego do życia Cathala, poza kolejnymi informacjami, zapisującymi się gdzieś w pamięci.
- Chętnie, ale czy ojciec nie odkryje, że jego grzeczna i dobra córeczka nie śpi w swoim łóżeczku? - zakpił lekko, podając jej ramię. Nie odmówił, bo czy lubił gwiazdy, czy nie, pojawił się tu przecież, by spędzić z nią czas i zdawało się to raczej jasne dla nich obojga. (A przepadał za nocnym niebem, choć nie był fanem astronomii. Te podstawowe informacje z lekcji w Hogwarcie wyryły się na zawsze w jego umyśle, ale celowo nigdy nie zaglądał do książek poza tym, co słyszał na zajęciach, utrzymując oceny na zaledwie akceptowalnym poziomie i nie zaśmiecając sobie nadmiernie głowy.)
Razem z nią ruszył przez statek, kierując się do pomieszczenia, w którym miała odbyć się kolacja. Pobieżny rzut okiem po wnętrzu utwierdził Shafiqa w być może mylnym, ale ugruntowującym się przekonaniu: Flint był człowiekiem, który lubił się chwalić i na pewno zależało mu na podniesieniu własnej pozycji.
- Rum wystarczy - powiedział, kiedy już usiedli i do środka wpadł ojciec Cynthii. Nie miał czegoś takiego jak ulubiony trunek, a chociaż nie miał zamiaru się upijać, mógł i spróbować tak chyba lubianego przez Flinka napitku. Ludzie różnie radzili sobie z Milfordem. Ulysses trzymał się tych samych miejsc, zapachów i smaków, jakby nie chciał, aby dołączały do nich nowe, zapisując się na zawsze w pamięci. Jeśli szło o Shafiqa, postępował wręcz odwrotnie - poszukiwał tego, czego jeszcze nie znał, co było nowe i co mogło przyciągnąć jego uwagę.
- W Ministerstwie bywam tylko przy okazji różnych zezwoleń na wykopaliskach, ale i tym częściej zajmuje się moja współpracownica - uzupełnił wypowiedź Cynthii. Zdołał zachować nawet poważną minę, gdy wspominała o pokazywaniu eksponatów - ciekawe, jak Flint by zareagował, gdyby wiedział, że jeden z nich stał w środku lasu pod Londynem? Shafiq nie przepadał za biurokracją, a Leta miała znane w Ministerstwie nazwisko i nieco lepszą reputację niż on. (Chociaż nie wątpił: niesłusznie.) - Za to moja ciotka niekiedy domaga się mojej obecności na różnych przyjęciach na Horyzontalnej.
Wyłapał spojrzenie Flinta. I na nieszczęście chyba domyślał się, z czego to wynika. Chociaż i czy było to zaskakujące u kogoś, kto podobno tak bardzo chciał ożenić swojego syna? Cathal udał, że tego nie dostrzega i po prostu zajął się przez chwilę jedzeniem. I nie, na jego ręce nie było ani obrączki, ani śladu po niej. Był jedynie zegarek. Dłonie Cala były opalone, choć już nie tak, jak kilka miesięcy temu, i bez wątpienia widać było, że nie tylko trzyma nimi różdżkę - chociaż wolał używać magii niż pracować fizycznie, to niekiedy na wykopaliskach trzeba było użyć rąk.
- Dowiedziałem się co nieco o statkach i morzu - powiedział tylko, mierząc kobietę spojrzeniem. Rozmowa z Flintem nie była może przyjemnością, ale nie była też żadną przykrością. Ot jedną z tych wielu konwersacji, które nie były nudne, ale i nie wnosiły niczego do życia Cathala, poza kolejnymi informacjami, zapisującymi się gdzieś w pamięci.
- Chętnie, ale czy ojciec nie odkryje, że jego grzeczna i dobra córeczka nie śpi w swoim łóżeczku? - zakpił lekko, podając jej ramię. Nie odmówił, bo czy lubił gwiazdy, czy nie, pojawił się tu przecież, by spędzić z nią czas i zdawało się to raczej jasne dla nich obojga. (A przepadał za nocnym niebem, choć nie był fanem astronomii. Te podstawowe informacje z lekcji w Hogwarcie wyryły się na zawsze w jego umyśle, ale celowo nigdy nie zaglądał do książek poza tym, co słyszał na zajęciach, utrzymując oceny na zaledwie akceptowalnym poziomie i nie zaśmiecając sobie nadmiernie głowy.)
Razem z nią ruszył przez statek, kierując się do pomieszczenia, w którym miała odbyć się kolacja. Pobieżny rzut okiem po wnętrzu utwierdził Shafiqa w być może mylnym, ale ugruntowującym się przekonaniu: Flint był człowiekiem, który lubił się chwalić i na pewno zależało mu na podniesieniu własnej pozycji.
- Rum wystarczy - powiedział, kiedy już usiedli i do środka wpadł ojciec Cynthii. Nie miał czegoś takiego jak ulubiony trunek, a chociaż nie miał zamiaru się upijać, mógł i spróbować tak chyba lubianego przez Flinka napitku. Ludzie różnie radzili sobie z Milfordem. Ulysses trzymał się tych samych miejsc, zapachów i smaków, jakby nie chciał, aby dołączały do nich nowe, zapisując się na zawsze w pamięci. Jeśli szło o Shafiqa, postępował wręcz odwrotnie - poszukiwał tego, czego jeszcze nie znał, co było nowe i co mogło przyciągnąć jego uwagę.
- W Ministerstwie bywam tylko przy okazji różnych zezwoleń na wykopaliskach, ale i tym częściej zajmuje się moja współpracownica - uzupełnił wypowiedź Cynthii. Zdołał zachować nawet poważną minę, gdy wspominała o pokazywaniu eksponatów - ciekawe, jak Flint by zareagował, gdyby wiedział, że jeden z nich stał w środku lasu pod Londynem? Shafiq nie przepadał za biurokracją, a Leta miała znane w Ministerstwie nazwisko i nieco lepszą reputację niż on. (Chociaż nie wątpił: niesłusznie.) - Za to moja ciotka niekiedy domaga się mojej obecności na różnych przyjęciach na Horyzontalnej.
Wyłapał spojrzenie Flinta. I na nieszczęście chyba domyślał się, z czego to wynika. Chociaż i czy było to zaskakujące u kogoś, kto podobno tak bardzo chciał ożenić swojego syna? Cathal udał, że tego nie dostrzega i po prostu zajął się przez chwilę jedzeniem. I nie, na jego ręce nie było ani obrączki, ani śladu po niej. Był jedynie zegarek. Dłonie Cala były opalone, choć już nie tak, jak kilka miesięcy temu, i bez wątpienia widać było, że nie tylko trzyma nimi różdżkę - chociaż wolał używać magii niż pracować fizycznie, to niekiedy na wykopaliskach trzeba było użyć rąk.