28.10.2023, 12:26 ✶
Naprawdę rzadko bywał w okolicach Doliny Godryka, nie szczególnie przepadał za tym miejscem. Najzwyczajniej w świecie źle mu się kojarzyło, było tu zbyt dużo miejsc, oraz osób za którymi nieszczególnie przepadał. Zaczynając od tej żałosnej imitacji ośrodka medycznego jakim była Lecznica Dusz od Lovegoodów. Oczywistym było, że prym w dziedzinie lecznictwa wiódł szpital imienia świętego Munga z Doriną Lestrange na czele, no ale powiedzmy, że mniej zamożni czarodzieje też potrzebowali gdzieś się leczyć. No i ta przeklęta warownia Longbottomów. Dlaczego Matka pozwala, żeby to źródełko wszelkiego bezeceństwa w ogóle jeszcze istniało? Poza tymi dwoma najgorszymi przykładami można było przypisać Dolinie jeszcze kilka innych parszywych cech, od których Louvainowi włos jeżył się na głowie. Dlatego serce mu rosło kiedy z każdym kolejnym tygodniem dochodziły do niego informacje, że sprawy w Dolinie Godryka miewały się coraz gorzej. Mógłby uronić nawet łzę wzruszenia na ciepłe wspomnienia o pożodze, która strawiła polanę w kniei. Szkoda tylko, że zniszczenia nie dotarły, aż do centrum miejscowości, bo napewno lepiej by zasypiał wiedząc, że mieszkańcy Doliny nie mają za łatwo.
Pojawił się w odległości kilkudziesięciu metrów od Bellatrix i jej gromadki. Nie znał topografii tego miejsca zbyt dokładnie, więc delikatnie zboczył z kursu, ale może to i lepiej, bo w ciemnościach zdążył przywdziać szaty i maskę śmierciożercy, by właśnie tak odziany podejść bliżej zgromadzonych wokół Belli osób. Milczał z początku, by wyczuć panującą atmosferę. Z rozmowy domyślił się, że mugole byli przekonani, że ktoś ich tu zamierzał ratować przed kłopotami. Zmrużył lekko oczy pod maską w geście irytacji na myśl, że miał teraz obcować z mugolami i to udając, że wcale nie czuje do nich pogardy i obrzydzenia. To przez ich ciemnotę i magiczną ułomność, czarodzieje musli żyć w ukryciu i mieć się cały czas na baczności. Dobrze, że był na tyle sprytny, by zrozumieć fortel jaki uknuła tutaj Bella, chociaż wolał żeby kuzynka lepiej wprowadziła go w szczegóły kiedy jeszcze przed chwilą byli w jego domu. Teleportował się z myślą, że przyjdzie tu po mugoli związanych, poturbowanych i ogólnie wymęczonych, tak jak powinno się ich traktować.
- Dokąd? - rzucił krótko, ciężkim i złowrogim tonem, kiedy został wywołany przez kuzynkę.
Pojawił się w odległości kilkudziesięciu metrów od Bellatrix i jej gromadki. Nie znał topografii tego miejsca zbyt dokładnie, więc delikatnie zboczył z kursu, ale może to i lepiej, bo w ciemnościach zdążył przywdziać szaty i maskę śmierciożercy, by właśnie tak odziany podejść bliżej zgromadzonych wokół Belli osób. Milczał z początku, by wyczuć panującą atmosferę. Z rozmowy domyślił się, że mugole byli przekonani, że ktoś ich tu zamierzał ratować przed kłopotami. Zmrużył lekko oczy pod maską w geście irytacji na myśl, że miał teraz obcować z mugolami i to udając, że wcale nie czuje do nich pogardy i obrzydzenia. To przez ich ciemnotę i magiczną ułomność, czarodzieje musli żyć w ukryciu i mieć się cały czas na baczności. Dobrze, że był na tyle sprytny, by zrozumieć fortel jaki uknuła tutaj Bella, chociaż wolał żeby kuzynka lepiej wprowadziła go w szczegóły kiedy jeszcze przed chwilą byli w jego domu. Teleportował się z myślą, że przyjdzie tu po mugoli związanych, poturbowanych i ogólnie wymęczonych, tak jak powinno się ich traktować.
- Dokąd? - rzucił krótko, ciężkim i złowrogim tonem, kiedy został wywołany przez kuzynkę.