13.11.2022, 19:46 ✶
Daisy rozejrzała się po łazience, skupiając wzrok głównie na podłodze i na tym, czy Jęcząca Marta zdołała już ją po raz kolejny zalać. Wreszcie, doceniając, że tego nie zrobiła, siadła tyłkiem na ziemi i objęła rękoma kolana. Patrzyła na Martę z szeroko otwartymi oczyma, jakby chłonęła wzrokiem jej postać.
Co pewnie mogło być mile widziane przez kogoś, kto łaknął cudzej uwagi, a co jednocześnie przyprawiałoby kogoś nieśmiałego o gęsią skórkę na rękach. Bo wzrok Daisy był tak naprawdę osobliwy, przewiercający na wylot, jakby widziała nie tylko to co wszyscy, ale również coś innego, coś co podpowiadała jej fantazja, coś niedostępnego nawet dla tego, kogo obserwowała.
- Ty jesteś bardzo ciekawa – rzuciła łagodnie w stronę Jęczącej Marty, celowo podkreślając znaczenie ducha.
Czy rzeczywiście uznawała ją za ciekawą? Nie do końca. Patrząc na półprzezroczystą postać oczy Daisy widziały w niej jakby dwie różne Marty. Z jednej strony rzeczywiście wydawała jej się fascynująca, niecodzienna, zamknięta na wieczność w nieciekawym ciele i nieciekawym miejscu. Z drugiej, za szybko zauważyła, że Marta była w gruncie rzeczy… nudna i nieciekawa. Wiecznie skrzywiona, przewrażliwiona na swoim punkcie tak bardzo, że zamiast skrywać to przewrażliwienie przed światem, robiła z niego wielkie (ale w sumie zawsze to samo) przedstawienie. W oczach Daisy nie nadawała się na bohaterkę nawet trzecioplanową.
- Opowiesz nam ją jeszcze raz? Bardzo prosimy – wymruczała przymilnie.
Marta zawisła przed nimi.
- Och, to naprawdę było bardzo ciekawe – powtórzyła, lustrując uważnie ich twarze. Być może trochę bardziej interesując się Darcym niż jego siostrą. Daisy nie sprawiała wrażenia, jakby ten nagły brak uwagi jakoś szczególnie ją zabolał. – Tamtej nocy siedziałam w łazience, bo znowu dokuczała mi Oliwia Hornby. Śmiała się z moich okularów – zaczęła Marta. Coś zmieniło się w wyrazie jej twarzy i sylwetce. Jakby naprawdę lubiła mówić o swojej śmierci. – Zamknęłam się w tamtej kabinie – wskazała palcem na jedną z nich. – Trochę wtedy płakałam. Nagle… nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi...
Co pewnie mogło być mile widziane przez kogoś, kto łaknął cudzej uwagi, a co jednocześnie przyprawiałoby kogoś nieśmiałego o gęsią skórkę na rękach. Bo wzrok Daisy był tak naprawdę osobliwy, przewiercający na wylot, jakby widziała nie tylko to co wszyscy, ale również coś innego, coś co podpowiadała jej fantazja, coś niedostępnego nawet dla tego, kogo obserwowała.
- Ty jesteś bardzo ciekawa – rzuciła łagodnie w stronę Jęczącej Marty, celowo podkreślając znaczenie ducha.
Czy rzeczywiście uznawała ją za ciekawą? Nie do końca. Patrząc na półprzezroczystą postać oczy Daisy widziały w niej jakby dwie różne Marty. Z jednej strony rzeczywiście wydawała jej się fascynująca, niecodzienna, zamknięta na wieczność w nieciekawym ciele i nieciekawym miejscu. Z drugiej, za szybko zauważyła, że Marta była w gruncie rzeczy… nudna i nieciekawa. Wiecznie skrzywiona, przewrażliwiona na swoim punkcie tak bardzo, że zamiast skrywać to przewrażliwienie przed światem, robiła z niego wielkie (ale w sumie zawsze to samo) przedstawienie. W oczach Daisy nie nadawała się na bohaterkę nawet trzecioplanową.
- Opowiesz nam ją jeszcze raz? Bardzo prosimy – wymruczała przymilnie.
Marta zawisła przed nimi.
- Och, to naprawdę było bardzo ciekawe – powtórzyła, lustrując uważnie ich twarze. Być może trochę bardziej interesując się Darcym niż jego siostrą. Daisy nie sprawiała wrażenia, jakby ten nagły brak uwagi jakoś szczególnie ją zabolał. – Tamtej nocy siedziałam w łazience, bo znowu dokuczała mi Oliwia Hornby. Śmiała się z moich okularów – zaczęła Marta. Coś zmieniło się w wyrazie jej twarzy i sylwetce. Jakby naprawdę lubiła mówić o swojej śmierci. – Zamknęłam się w tamtej kabinie – wskazała palcem na jedną z nich. – Trochę wtedy płakałam. Nagle… nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi...