30.10.2023, 23:03 ✶
Tak właściwie, to momentami było tak, że ja tę poezję pana Edirra próbowałem rozszyfrować, czasami interpretowałem po swoimi, a niekiedy zbywałem wzruszeniem ramion, bo ja to raczej taki wariat-lekkoduch byłem, co się zanadto nie przejmował. Każdy miał prawo do tych swoich wierzeń i przekonań, a ja byłem otwarty na różne takie patologie, bo co mnie oceniać, kiedy ja whisky z mlekiem pijałem, sypiałem gdzie popadnie, a z moim współlokatorem w Hogwarcie... Cóż, nieistotne. Fajnie, że ten Pan Tom czasami tańczył w tej swojej głowie, bo dobrze było sobie potańczyć. Ja przepadałem za tańcem, nawet kochałem tańczyć, czy to w głowie, czy na parkiecie, i kto wie, może bym stanął na swoich równych nogach i zaczął coś niewinnie telepać, tylko że mnie tu zaskoczono z tą różdżką... Nie wiedziałem, że to tak z tym eliksirem pilnie! Nie wiedziałem, że on uzależniał czy co... Może jednak powinienem czytać te drobne druczki, ale po cholerę to komu było, kiedy dobrze się w miarę łykało i niby coś działało, hę?
Wzniosłem swe niewinne łapki w górę, bo co mogłem poradzić, kiedy się mnie tu jawnie tak groziło.
- Panie Boże Eldirrze... Ja się nigdzie nie wybieram, ja tu zostaję... I eliksir mam. Nie ma co się gorączkować - stwierdziłem, po czym tak postanowiłem nieco zaryzykować i się nieco boczkiem wyśliznąć w bok po tej kanapie, trochę tak tyłkiem w powietrzu przepłynąć, by wstać krok dalej i wciąż z uniesionymi dłońmi, bo nie chciałem go prowokować, a może trochę chciałem... W sumie to ciekawe, czy ja taki bardziej prowokator byłem, czy człowiek-kot polubowny? Raczej wariat, to ten drugi, no nie?
Może właśnie dlatego zamiast zachować spokoje, to ja z paluchem wycelowanym w Pana Toma wystartowałem???
- SZEFIE, JA JUŻ WIEM! - krzyknąłem i sobie w mig przypomniałem o tym otwartym oknie, a miałem przecież, kurczaczki złote, złociste, zachowywać DYSKRECJĘ. O dyskrecję mnie szef kochanieńki prosił, więc czym prędzej uniosłem palucha do ust na znak, że już wiem, wiem, grzeczny będę. - Szef po prostu przeziębiony jest... Jakaś gorączka? Sraczka? Ja palca do tyłka, Szefu, wsadzać nie będę, ale... Jak tylko dostanę drobną chwilę, to ja znam taką super roślinę. Niezwykle umagiczniona na takie sytuacje jest. Zwali Pana z nóg, ale to tak pozytywnie zwali - stwierdziłem, tak patrząc na tę różdżkę Toma wycelowaną pewnie dalej we mnie i przesunąłem tak głowę w bok, by się nieco do Szefa przysunąć, zrobić ten krok i go złapać za ramiona i tak odsunąć co nieco od okna, bo to mogło się pogorszyć. Tak myślę.
- Teraz to tylko pierzynka i imbir, i kalarepa w sumie też. Cytryny... Ja Panu zrobię taki mix, że Pan Tom, Tom Pan nie pożałuje. Tylko potrzebuje zrobić drobne, złodziejskie zakupy... - stwierdziłem, kiwając przy tym głową. Ja dużo kiwałem głową, bo tak to już miałem, że jak nogi mi się nie ruszały, to inne części ciała musiały być w podrygu, a nie wypadało tańczyć, kiedy towarzysza mego choroba z energii zdejmowała.
Wzniosłem swe niewinne łapki w górę, bo co mogłem poradzić, kiedy się mnie tu jawnie tak groziło.
- Panie Boże Eldirrze... Ja się nigdzie nie wybieram, ja tu zostaję... I eliksir mam. Nie ma co się gorączkować - stwierdziłem, po czym tak postanowiłem nieco zaryzykować i się nieco boczkiem wyśliznąć w bok po tej kanapie, trochę tak tyłkiem w powietrzu przepłynąć, by wstać krok dalej i wciąż z uniesionymi dłońmi, bo nie chciałem go prowokować, a może trochę chciałem... W sumie to ciekawe, czy ja taki bardziej prowokator byłem, czy człowiek-kot polubowny? Raczej wariat, to ten drugi, no nie?
Może właśnie dlatego zamiast zachować spokoje, to ja z paluchem wycelowanym w Pana Toma wystartowałem???
- SZEFIE, JA JUŻ WIEM! - krzyknąłem i sobie w mig przypomniałem o tym otwartym oknie, a miałem przecież, kurczaczki złote, złociste, zachowywać DYSKRECJĘ. O dyskrecję mnie szef kochanieńki prosił, więc czym prędzej uniosłem palucha do ust na znak, że już wiem, wiem, grzeczny będę. - Szef po prostu przeziębiony jest... Jakaś gorączka? Sraczka? Ja palca do tyłka, Szefu, wsadzać nie będę, ale... Jak tylko dostanę drobną chwilę, to ja znam taką super roślinę. Niezwykle umagiczniona na takie sytuacje jest. Zwali Pana z nóg, ale to tak pozytywnie zwali - stwierdziłem, tak patrząc na tę różdżkę Toma wycelowaną pewnie dalej we mnie i przesunąłem tak głowę w bok, by się nieco do Szefa przysunąć, zrobić ten krok i go złapać za ramiona i tak odsunąć co nieco od okna, bo to mogło się pogorszyć. Tak myślę.
- Teraz to tylko pierzynka i imbir, i kalarepa w sumie też. Cytryny... Ja Panu zrobię taki mix, że Pan Tom, Tom Pan nie pożałuje. Tylko potrzebuje zrobić drobne, złodziejskie zakupy... - stwierdziłem, kiwając przy tym głową. Ja dużo kiwałem głową, bo tak to już miałem, że jak nogi mi się nie ruszały, to inne części ciała musiały być w podrygu, a nie wypadało tańczyć, kiedy towarzysza mego choroba z energii zdejmowała.