31.10.2023, 18:16 ✶
Początkowo nie była w stanie zniweczyć milczenia, które pomiędzy nimi zaległo. Opierając ciężar swojego ciała na lepkiej już od wylanego alkoholu barierce, zboczyła wzrokiem ku Lorettcie. Papieros tlił się powoli w jej dłoni; smuga popielatego dymu jakby spowolniła, unosząc się nieruchomo przed nimi i znikając w czeluściach rozpościerającego się na wskroś widma oceanu. Nie posądzała jej wcześniej o tego typu słabość do Axla, wszak ten faktycznie jawił się wszystkim bardziej jak zabłąkany kundel niż wytworny kochanek godny samej Loretty Lestrange. Nie pomagały klosze wizji rozsuwające się przed oczyma Diany; wizje bidnego Mulcibera leżącego nieprzytomnie na tapczanie, usmarowanego własnymi wymiocinami, z nosem oprószonym białym puchem. Dianę szwagier widywał w podobnych stanach, może i gorszych, bo sam samiutki musiał podtrzymywać jej wiotkie ciało od upadku, troskliwie trzymając pukle, gdy ta próbowała trafić pawiem do klozetu. Byli cudownym duetem, ale to wiązało się z jednym – znali się i usytuowali się w swych schematycznych, rutynowych rolach. Może tak faktycznie czuła się każda siostra własnego brata i brat własnej siostry, ale życie nie pozwoliło jej tego zweryfikować jako jedynaczce.
— No proszę, proszę. Zatem zdrowie młodej pary — dopiero kiedy uniosła kieliszek na wysokość swojej szyi, przez kołtun wulgarnych, szkaradnych słów cisnących się na usta, przebiła się śreżoga zadowolenia, która odmalowała się na jej twarzy w postaci szerokiego, rezolutnego uśmiechu.
— Miejmy nadzieję, że kolejnej takiej wyprawy do Ameryki nie będzie, dobra?
Owiewająca je bryza była zimne i cierpka, a gęsia skórka wybijała się gęściną na powierzchnię. Zapomniała założyć płaszcza, więc ramiona szybko pokryły się dropiatą warstwą chłodu; ciało przechodziły nieprzyjemne dreszcze i dygoty, ale upijając kolejne łyki wina, wmawiała sobie, że niedługo przejdą w zapomnienie. Tak jak wszystko inne w jej życiu.
— Wolałabym nie wybierać między tobą, a nim, Lore.
Choć wybrzmiało to w jej ustach jak prognoza groźby, to zaśmiała się dźwięcznie na głos, głowę odchylając do tyłu, atmosfery nie psując żadnym judaszowym grymasem.
Dopiła zaraz potem swoje wino, peta oddała morskiemu dnu. Rzuciła jej na odchodne ciepłe "bobranoc pchły na noc", tuląc do piersi niczym najdroższą jej istotę.
Kolejne dni miały im mijać tak samo, może trochę wolniej, może szybciej, zależnie od ilości prochów do których mogła się dokopać na statku — bądź co bądź, dla Diany czas oraz jego przemijanie nie miały już od dawna znaczenia.
— No proszę, proszę. Zatem zdrowie młodej pary — dopiero kiedy uniosła kieliszek na wysokość swojej szyi, przez kołtun wulgarnych, szkaradnych słów cisnących się na usta, przebiła się śreżoga zadowolenia, która odmalowała się na jej twarzy w postaci szerokiego, rezolutnego uśmiechu.
— Miejmy nadzieję, że kolejnej takiej wyprawy do Ameryki nie będzie, dobra?
Owiewająca je bryza była zimne i cierpka, a gęsia skórka wybijała się gęściną na powierzchnię. Zapomniała założyć płaszcza, więc ramiona szybko pokryły się dropiatą warstwą chłodu; ciało przechodziły nieprzyjemne dreszcze i dygoty, ale upijając kolejne łyki wina, wmawiała sobie, że niedługo przejdą w zapomnienie. Tak jak wszystko inne w jej życiu.
— Wolałabym nie wybierać między tobą, a nim, Lore.
Choć wybrzmiało to w jej ustach jak prognoza groźby, to zaśmiała się dźwięcznie na głos, głowę odchylając do tyłu, atmosfery nie psując żadnym judaszowym grymasem.
Dopiła zaraz potem swoje wino, peta oddała morskiemu dnu. Rzuciła jej na odchodne ciepłe "bobranoc pchły na noc", tuląc do piersi niczym najdroższą jej istotę.
Kolejne dni miały im mijać tak samo, może trochę wolniej, może szybciej, zależnie od ilości prochów do których mogła się dokopać na statku — bądź co bądź, dla Diany czas oraz jego przemijanie nie miały już od dawna znaczenia.
Chwasty trzeba wyrywać.