Stanowisko Dagura odnośnie pobierania edukacji nie było do końca związane z tym, że chciał mieć wykształcone dzieci, że odpowiednia edukacja otwierała wiele drzwi, ale z tym, że sam nie uczęszczał do jakiejkolwiek szkoły magii i chociaż nie miał tego za złe swoim rodzicom, tak nasłuchał się wielu opowieści o Durmstrangu od kilku swoich przyjaciół, którzy mieli możliwość tam uczęszczania. Zdecydowanie nie powinien był swoim pociechom tego odebrać, także z tego względu, że to również lata spędzone z rówieśnikami, podtrzymywanie istniejących już przyjaźni i nawiązywanie nowych znajomości na całe życie.
— Masz rację, synu. Teraz to tylko gdybanie. — Przyznał z cichym westchnięciem. Dagur swoje jednak wiedział. — Jako rodzic wolałbym jej nie poznawać. Z dyrektorem Durmstrangu nie jestem na "ty", tylko na "pan". — Na tym postanowił zakończyć tę dyskusję, ostatecznie się rozchmurzając. Córek także musiał pilnować, zwłaszcza przed chłopcami. Na szczęście z nimi nie miał problemów wychowawczych.
— Wiary akurat mi nie brakuje. Tak jak realizmu w kwestii prowadzenia interesu. — Dagur to wszystko wiedział i nigdy nie brakowało mu pewności siebie i stałości swoich przekonać, także pozostawał świadom tego, że się urodził z młotem w ręku. Czego by się nie chwycił to będzie doskonałe, jak tylko może być doskonałe dzieło jego rąk. Wiara potrafiła dodawać skrzydeł, jednak nie sprzyjała zachowywaniu trzeźwego osądu w kwestii interesów. Konkurencja zdecydowanie nie spała, klienci nie przybędą do nich tłumnie na samą wieść o otwartej przez nich kuźni. — To wszystko i tak nadaje się do gruntownego remontu, jednak nie tak go widzę. — Stwierdził poważnie, podczas zamiatania podłogi. Łatwiej było wyremontować taką ruderę, niż postawić ją od zera.
— Był z ciebie niezły gagatek, często musiałem wzywać twoją matkę po to aby zabrała cię z kuźni. Ostatnie czego było mi trzeba to dzieciaka pałętającego się po kuźni i jakiegoś nieszczęścia z tym związanego. — Wypowiadając te słowa ciepło się uśmiechnął, z pewnym rozrzewnieniem wspominając tamte chwile. Wtedy jednak myślał o nich inaczej, bowiem kuźnia nie stanowiła miejsca odpowiedniego dla dzieci. Nietrudno o prawdziwe nieszczęście, zwłaszcza że nie mógł mieć oczu dookoła głowy.
— Jestem tego samego zdania i jestem z was naprawdę dumny, jak tylko ojciec może być. — Dostrzegał to każdego dnia, nie kryjąc własnej dumy z własnych dzieci. — Zajdzie w nim daleko, co do nie mam najmniejszych wątpliwości. — Objęcie przyzwoitej posady w brytyjskim Ministerstwie Magii przez jego córkę bardzo by go zadowoliło. Katla byłaby właściwą osobą na właściwym miejscu.
— Pójście na piwo to właściwa motywacja do uwijania się z porządkami. — Dagur, niemalże jak na komendę, zaczął energiczniej zamiatać. — Dobrze prawisz, synu. Będziemy mogli z czystym sumieniem powiedzieć, że... szczur! — Chciał powiedzieć, że będą mogli z czystym sumieniem uznać, że zasłużyli na piwo. Powodem, dla którego urwał w pół zdania, był przemykający w zasięgu jego wzroku gryzoń. Szkodnik.