01.11.2023, 19:24 ✶
- Jak to jaką roślinę? Całą masę roślin ja tam wrzucę, zamieszam, wrzątek totalny będzie... Miodu trochę i mleka, bo mleko... Ja Panu Szefowi powiem, że mleko to najdoskonalszy wytwór tego świata. Będzie, jak to się mówi, Pan zadowolony - stwierdziłem nieco poddenerwowany, bo Pan Tom Eldirr, to on dosyć często mi groził, mojej rodzinie, butelkom mleka jeszcze nie, ale sądziłem, że niebawem zacznie, więc nie mogłem do tego jakoś przywyknąć, pomimo tej istnej intensywności. Zamarłem, bo w sumie tak naprawdę może Pan Tom, Tom Pan może wcale nie chciał słuchać o tych roślinach, tylko dostać elikisr, a ja wszystko przedłużałem, bo jak zwykle nie potrafiłem się skupić. I przez to było aby gorzej.
Przełknąłem głośno ślinę, całą tę gulę w gardle. Miałem wrażenie, że ruch ten mógł być porównywalny... Nie wiem, z tajfunem jakimś. Cud, że mi wnętrzności nie zmiotło, bo to by było dopiero. Pan Eldirr jeszcze bardziej by zwariował, zastanawiając się, czy w końcu rzucił te zaklęcie, czy go nie rzucił, a ja bym tu sobie leżał utopiony we własnej ślinie. Swoją drogą, ciekawe, czy dało się utopić we własnej ślinie...
Ach, Pan Eldirr dawał o sobie znać i był blisko, za blisko, tak blisko, że przez chwilę miałem ochotę go pocałować, ale tylko drobną chwilę. Tak wziął mój podbródek w swoją dłoń, że mi się gorąco zrobiło... A to wszystko to wina Delliana była. Co by tu... Tak myślałem, tak krążyłem z tymi myślami, ale nic nie widziałem, tylko totalną pustkę, kiedy mój zez kierował się na tę różdżkę skierowaną w moją facjatę. Bardzo przystojną facjatę, gwoli ścisłości.
Chciałem coś powiedzieć. Nie wiem, że mam chorą córkę albo że fiolka jest w mojej prawej kieszeni, ale w mojej prawej, bo w lewej z kolei były ostre jak diabli sosy... Czy to odwrotnie leciało? Sam nie byłem pewien, a też nie byłem w stanie się skupić, bo ta różdżka tak w moją twarz wymierzona i mi wszystkie słowa, wyrazy ugrzęzły w gardle. Znowu trzeba było przełknąć, ale obawiałem się tego tajfunu. Czy dwukrotnie byłem w stanie go uniknąć...? A może to mój koniec totalny? Co Pan Tom chciał rzucić mi w twarz? Zaklęcie postarzające czy raczej takie... hmm... niewybaczalne?
Nie zdążyłem nic pomyśleć konkretnego ani tym bardziej powiedzieć, bo kichnięcie znowu Szefem wstrząsnęło. Przełknąłem ślinę - odruchowo tym razem, bez obaw o tajfuny żołądkowe. W szoku byłem, bo te moje eliksiry, to chyba jednak gorsze miały skutki uboczne... ALBO SZEF PAN TOM, TOM PAN SZEG TO TAK NAPRAWDĘ KOBIETĄ BYŁ ALE JAJA NIE WIERZYŁEM TOTALNIE W TO CO SIĘ DZIEJE, BO TO W DODATKU ładna całkiem Pani była. Mogłem jednak całować, kiedy była na to pora, ale nie wykorzystałem sytuacji i teraz oniemiały leciałem do tyłu, póki nie zrobiłem kroku w tył.
- Czy Pan... Pani... Pan... Paniopan Tom dobrze się czuje...? - zapytałem niepewnie i tak patrzyłem na tę różdżkę Toma, a zaraz na tę drugą różdżkę... Dwie różdżki. Zadawałbym sobie pytanie, czemu Panu Tomowi dwie różdżki, ale to nie był Pan Tom, tylko jakiś podszywacz.
Cofnąłem się jeszcze zapobiegawczo dwa kroki do tyłu, wpadając na jakieś reagły. Książki nieco dodały mi otuchy. Lubiłem drzemać na książkach.
- Czy to jakiś... test jest? Gdzie Pan Tom, Pan Eldirr... Pan Szef? - zapytałem kobiety, zastanawiając się, gdzie wcisnąłem swoją różdżkę. Chyba, niestety, została na kanapie za Panią Azjatką. Wysoką Panią Azjatką. I na domiar złego zerknąłem w jej kierunku, kląc pod nosem, bo teraz to ja się w kota nie przemienię i stąd nie spierdolę. To co? Pozostawał mi urok osobisty? Czy walnąć jej po oczach zawartościami fiolek?
- Ja nie wiem, co tu się dzieje, ale za mało mi Pan Tom płaci na takie łamigłówki - odparłem, tak nieco robiąc krok do przodu, ale mały, delikatny, lekki. Niczym primabalerina. Zmierzałem baaardzooo pooowooliii do mojej różdżki. - Nie taka była umowa. Nie chcę się w to mieszać... A choinkę to ja załatwić mogę, ale to będzie dodatkowo płatne - stwierdziłem, tak chcąc ją nieco zagadać i też robiąc kolejny drobny kroczek tak w prawo czy coś. Kurwa, prosiło się moje ciało o więcej podrygiwania, mniej spokoju. Więcej podrygiwania, mniej spokoju... Co, rzucić się jak ten leszcz na kanapę? A jak mi tyłek zepsuje? Chyba bym nie zdzierżył.
Przełknąłem głośno ślinę, całą tę gulę w gardle. Miałem wrażenie, że ruch ten mógł być porównywalny... Nie wiem, z tajfunem jakimś. Cud, że mi wnętrzności nie zmiotło, bo to by było dopiero. Pan Eldirr jeszcze bardziej by zwariował, zastanawiając się, czy w końcu rzucił te zaklęcie, czy go nie rzucił, a ja bym tu sobie leżał utopiony we własnej ślinie. Swoją drogą, ciekawe, czy dało się utopić we własnej ślinie...
Ach, Pan Eldirr dawał o sobie znać i był blisko, za blisko, tak blisko, że przez chwilę miałem ochotę go pocałować, ale tylko drobną chwilę. Tak wziął mój podbródek w swoją dłoń, że mi się gorąco zrobiło... A to wszystko to wina Delliana była. Co by tu... Tak myślałem, tak krążyłem z tymi myślami, ale nic nie widziałem, tylko totalną pustkę, kiedy mój zez kierował się na tę różdżkę skierowaną w moją facjatę. Bardzo przystojną facjatę, gwoli ścisłości.
Chciałem coś powiedzieć. Nie wiem, że mam chorą córkę albo że fiolka jest w mojej prawej kieszeni, ale w mojej prawej, bo w lewej z kolei były ostre jak diabli sosy... Czy to odwrotnie leciało? Sam nie byłem pewien, a też nie byłem w stanie się skupić, bo ta różdżka tak w moją twarz wymierzona i mi wszystkie słowa, wyrazy ugrzęzły w gardle. Znowu trzeba było przełknąć, ale obawiałem się tego tajfunu. Czy dwukrotnie byłem w stanie go uniknąć...? A może to mój koniec totalny? Co Pan Tom chciał rzucić mi w twarz? Zaklęcie postarzające czy raczej takie... hmm... niewybaczalne?
Nie zdążyłem nic pomyśleć konkretnego ani tym bardziej powiedzieć, bo kichnięcie znowu Szefem wstrząsnęło. Przełknąłem ślinę - odruchowo tym razem, bez obaw o tajfuny żołądkowe. W szoku byłem, bo te moje eliksiry, to chyba jednak gorsze miały skutki uboczne... ALBO SZEF PAN TOM, TOM PAN SZEG TO TAK NAPRAWDĘ KOBIETĄ BYŁ ALE JAJA NIE WIERZYŁEM TOTALNIE W TO CO SIĘ DZIEJE, BO TO W DODATKU ładna całkiem Pani była. Mogłem jednak całować, kiedy była na to pora, ale nie wykorzystałem sytuacji i teraz oniemiały leciałem do tyłu, póki nie zrobiłem kroku w tył.
- Czy Pan... Pani... Pan... Paniopan Tom dobrze się czuje...? - zapytałem niepewnie i tak patrzyłem na tę różdżkę Toma, a zaraz na tę drugą różdżkę... Dwie różdżki. Zadawałbym sobie pytanie, czemu Panu Tomowi dwie różdżki, ale to nie był Pan Tom, tylko jakiś podszywacz.
Cofnąłem się jeszcze zapobiegawczo dwa kroki do tyłu, wpadając na jakieś reagły. Książki nieco dodały mi otuchy. Lubiłem drzemać na książkach.
- Czy to jakiś... test jest? Gdzie Pan Tom, Pan Eldirr... Pan Szef? - zapytałem kobiety, zastanawiając się, gdzie wcisnąłem swoją różdżkę. Chyba, niestety, została na kanapie za Panią Azjatką. Wysoką Panią Azjatką. I na domiar złego zerknąłem w jej kierunku, kląc pod nosem, bo teraz to ja się w kota nie przemienię i stąd nie spierdolę. To co? Pozostawał mi urok osobisty? Czy walnąć jej po oczach zawartościami fiolek?
- Ja nie wiem, co tu się dzieje, ale za mało mi Pan Tom płaci na takie łamigłówki - odparłem, tak nieco robiąc krok do przodu, ale mały, delikatny, lekki. Niczym primabalerina. Zmierzałem baaardzooo pooowooliii do mojej różdżki. - Nie taka była umowa. Nie chcę się w to mieszać... A choinkę to ja załatwić mogę, ale to będzie dodatkowo płatne - stwierdziłem, tak chcąc ją nieco zagadać i też robiąc kolejny drobny kroczek tak w prawo czy coś. Kurwa, prosiło się moje ciało o więcej podrygiwania, mniej spokoju. Więcej podrygiwania, mniej spokoju... Co, rzucić się jak ten leszcz na kanapę? A jak mi tyłek zepsuje? Chyba bym nie zdzierżył.