Sauriel zatrzymał się na parę chwil, wsłuchując w otoczenie i wpatrując w ciemność. Połowicznie rozpraszana przez sztuczne źródła światła cechowała się prawdziwym letnim jazgotem, kiedy dodasz do tego już krzyczący i wiwatujący tłum. Jedni śpiewali, inni gwizdali, a jeszcze inni krzyczeli coś, co być może składało sięę nawet na zdania, a nie na totalny bełkot, ale Sauriel nie wsłuchiwał się nawet w to, o co chodzi. Przesunął wzrokiem po okolicy, pozornie leniwie, niedbale obracając pierścień na palcu.
Obrócił się w kierunku sieci fiuu, kominka, kiedy Stanley zapytał, czy go zablokuje. Owszem, zablokuje. Skupił na nim spojrzenie przez moment, by niewidzialna siła rozerwała go od środka. Kawałki kamienia odpadły, uderzyły w ściany, a płonący ognik dający znać, że z siecią fiuu wszystko jest w porządku po prostu zgasł. Sauriel nie do końca znał się na innych formach blokowania sieci fiuu. Zgodnie z planem - z powrotem wtopią się w tłum... o ile wszystko zgodnie z planem pójdzie. A jak nie to będą robić to, co zawsze. Improwizować. Prychnął, wychodząc w kierunku Stanleya i skierował się tam, gdzie umówili się czekać na Anthonyego. Albo Pana T, jak to tajemniczo zabrzmiało.
- T... prawie jak nasz Pan Zagadka. - Dobrze, że Stanley nie mówił jego imienia, bo chociaż Sauriel był przekonany, że nikogo tutaj nie ma, to przezorny zawsze ubezpieczony. - Wydaje się dobrym chłopakiem. - Sauriel... nie był mistrzem utrzymywania relacji. Pewnie coś miało z tym wspólnego to, jakie pisał listy. Na pewno to musiało być to. I to, że wolał siedzieć na najwyższym szczycie najwyższej wieży, by patrzeć z góry na ludzi, niż spoglądać im w twarz i przeprowadzać konwersacje. Wbrew pozorom nigdy nie był nadmiernie imprezowy i w zasadzie to nie lubił nawet tłumów. Za to był bardzo dobry w psuciu relacji. W tym powinni mu wręcz przyznać medal. W każdym razie dał się polubić.
To przyjemne uczucie polowania nie opuściło go. Było to widać w jego ruchach i krokach, po skupionym spojrzeniu, zamiast koronie ze znudzenia na skroni. Czuł to. Czuł całym sobą, że tutaj będzie więcej zabawy niż z kilkoma mizernymi chłystkami w pubie imiennika Stanleya. Nie był nawet przy tym nadmiernie rozmowny, bo niemal czuł już tą krew i zapach dymu w nozdrzach, którego samo wyobrażenie przeszywało jego ciało dreszczem. Jak dziecko, które miało dostać wcześniej prezent na Boże Narodzenie.
Rzut na percepcję
Akcja nieudana
Rzut na kształtowanie
Akcja nieudana
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.