Gdy parsknął na jej słowa zmarszczyła brwi spoglądając na niego pytająco. Sytuacja de facto była żałosna, ale na pewno nie zabawna, ale gdy doprecyzował swoje słowa odetchnęła z ulgą. Przyglądała mu się uważnie, aby zapamiętać jego twarz, oczy, posturę. Aby wiedzieć z kim ma do czynienia. Lubiła patrzeć na ludzi, lubiła ich obserwować, a Crow był pierwszym zbirem, którego spotkała na ulicy Londynu po opuszczeniu szkoły. Miała jednak nadzieję, że był pierwszym i ostatnim zbirem w jej życiu. Raczej nie należała do osób bojowych, jedynie mogła przeciwnika transmutować w jakiegoś szczura, albo ich różdżki w pora, ale w starciu na prawdziwe zaklęcia, które miałby ją zabić nie miałaby raczej szans.
– Dobrze. Otwieramy o ósmej, zamykamy o osiemnastej, ale zazwyczaj zostajemy dłużej, aby uzupełnić zapasy i tak dalej – wyjaśniła mu ze smętną miną. Bała się, że to się nie uda, że nie pozbędzie się tych zbirów, a miejsce jej pracy zniknie na wieki, albo że Crow jej nie pomoże, a jedynie zaszkodzi.
– Jak sobie życzysz – uśmiechnęła się, nawet wyglądało to miło i ciepło. Nie chciała już wnikać w głowy innych mężczyzn. Jeden nadal nie chciał opuścić jej własnej, więc wolała nie wpuszczać następnego. Może niezobowiązująco, może w przyjazny sposób, ale na pewno nie na stałe, nie na dłużej niż jest to konieczne. – To widzimy się później. Zastanów się, co będziesz chciał za tę przysługę – dodała jeszcze i oddaliła się w stronę wyjścia z uliczki. Na odchodne jeszcze mu pomachała, gdy nikogo nie było w okolicy zmieniła się w kota i ruszyła do domu. Wolała w ten sposób podróżować po takich miejscach, bo mniej bała się, że ktoś ją napadnie.
@The Edge