Gdyby Pan Mądrala zaczął opisywać swoją rodzinę i Stanleya to wyszłoby, że są braćmi, Stanley ma na nazwisko Mulciber, a Victoria jest Rookwood. Rzetelność tego drzewa genealogicznego nadawałaby się tylko do tego, żeby się w nie gapić z niedowierzaniem i zastanawiać, kto to panu tak spierdolił. Mógłby się postarać i o wszystkim opowiadać dokładnie, ale po co? Tak wychodziła z tego całkowicie konfundująca historia, w której w końcu nikt już nie wiedział kto jest kim.
- Stanley... czemu w zasadzie ogórki. - No ze wszystkich roślin... co on się tak na te ogórki usrał? Czy może to miał być jakiś przełom jego życia i naprawdę zamierzał hodować jakieś dziwne warzywa i owoce w przerwach od pracy w Ministerstwie? Żeby jeszcze Sauriel wiedział, że ten w czasie wolnym knuł na Nokturnie za jego plecami, ha..! Najciemniej pod latarnią, więc Stanley dobrze się schował. Pod liściem ogórka. Niedługo będzie się mógł już zacząć chować za słoikami ogórków. W każdym razie - tak, Sauriel już dostrzegał ogórki wszędzie, tak jak różne dziwne słodkości dla Victorii. Rzeczy, na które nigdy wcześniej uwagi nie zwracał w najmniejszym stopniu. No, może na słodycze za dzieciaka coś tam zwracał. Ale nie taką.
Daleko mu było do wielce kreatywnej osoby, a mimo to lubił tworzyć. Albo raczej - odtwarzać, niekoniecznie tworzyć z własnej wyobraźni. Krzesło z ogórka, jego zdaniem, nie było twórcze ani trochę, jakie krzesło jest każdy widzi. Wymagało po prostu odrobiny prób i błędów. Najbardziej problematyczne było złożenie tego tak, żeby się nie przewracało... nie to, żeby komukolwiek miały te krzesła posłużyć, chociaż odrobina magii a i nawet siadać na nich można by było. I rzeczywiście - pochłonęło go to całkowicie. Tak jakby potrzebował wyciszenia, choć jego poziom spokoju i tak przekraczał wszelkie normy.
Felerne krzesełko się przewracało, ale! Już wiedział, gdzie zrobił błąd. Automatycznie sięgnął po następnego ogórka i dopiero jak już ciachnął jego końcówkę to dotarło do niego, że ten ogórek się bardzo podejrzanie aportował do niego. Więc powooooli obrócił głowę w kierunku Atreusa, przez moment przymrużył oczy...
- Pa na to. - Powiedział z zachętą i pewnością siebie, tak jakby Bulstrode już się nie patrzył z uwagą. Pokrosił równe kawałki, powycinał drobne elementy i voila! Stanęło przed nimi krzesełko. Malutkie krzesełko, bo jakich rozmiarów mogło być z ogórka. Rookwood pokiwał do siebie głową z uznaniem, biorąc jeden z nieudanych fragmentów i zagryzając z zadowoleniem. Te porażki przynajmniej do czegoś się przydadzą. Do smaku. Można zrobić z nich jakąś sałatkę czy ki chuj... Nawet zamachał z zadowoleniem nogą wyciągniętą pod stołem i zamarł w pół sekundy, kiedy poczuł dotyk na swojej głowie... I sekundę później już nawet lekko się uśmiechnął przez krótki momencik i pochylił się nad stołem. - Masz jeszcze jednego, dealerze ogórków? - Zwrócił się do Atreusa, który stał się jego partnerem w zbrodni. Tamten większy się już w zasadzie zużył na kolejnych błędach. I jeden ogórek później do krzesełka dołączył ślimak.
![[Obrazek: 8fb1607505fd318bab0441eceec29c0c.jpg]](https://i.pinimg.com/564x/8f/b1/60/8fb1607505fd318bab0441eceec29c0c.jpg)
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.