05.11.2023, 04:07 ✶
Tęskniła za niczym.
Była to myśl przerażająca i druzgocąca, bo przecież każdy za czymś tęskni, nawet głupie papugi (o których Diana zaczęła z jakiegoś powodu myśleć tuż po odejściu do swojej kajuty) ze swoimi małymi móżdżkami, które ktoś osadził w bramach złotych klatek - nawet one tęskniły, za wolnością, lotem, wiatrem czy co tam sobie papugi kurwa polubiły. Może dlatego pierwszej nocy śnił jej się grawer pokazany przez Lorettę, drugiej krwisty befsztyk i wata cukrowa, a trzeciej, trzeciej chyba miał jej się ujawić nocą Donald, ale któryś z czuwających nad nią aniołów śmierci, tudzież demonów, wykopał go z chmurnej pierzynki i zamiast tego pobłogosławił cudownym, rozkosznym, nic.
Mulciber niestety czwartego dnia w końcu odkryła, że skończył jej się towar, a statek zapeklowany od góry do dołu rodzinami z dziećmi, z jakiegoś powodu nie posiadał na swoim pokładzie dobrego dilera.
Dlatego też nie była do końca pewna ile dni minęło od wyruszenia z portu; struta, a może za mało trzeźwa, nerwowo przeskakiwała z nogi na nogę; skóra paliła lodem, żołądek ściskał, kurczył i trawił nieistniejące pokarmy. Była na paskudnym głodzie, a przekraczając kładkę poczuła, że jej łydki zamieniły się w pulchną galaretę.
Cofnęła się o krok do tyłu, nakrywając twarz maską wymuszonego uśmiechu, którą zwykła osłaniać swój wstyd, żal i boleści.
Potrzebuje towaru, Lore jej wargi już ruszały do boju, głos już się rozgrzewał w krtani, ale zamiast tego jedynie charknęła nieelegancko. Lestrange nie była idiotką, wiedziała że do czynienia ma z bogatą ćpunką, ale z jakiegoś powodu, Diana nie chciała bezcześcić ich relacji pogaduszkami o jej nałogach i narkomaństwie.
– Zapierdolmy go najpierw. Nim wieść się rozniesie, że tu jesteśmy... z gęby mi od zawsze wyglądał na tchórza – zawyrokowała, wykrzywiając twarz w paskudnym uśmieszku – świętować możemy potem.
Mimo że zza chmur wyglądała okrągła, rozpromieniona twarz majowego słońca, wiatr smagał ją po twarzy z drapieżną zapamiętałością, drwiąc sobie własnym zimnem z jej rachitycznego stanu.
Tylko najpierw znajdźmy mi trochę towaru
Była to myśl przerażająca i druzgocąca, bo przecież każdy za czymś tęskni, nawet głupie papugi (o których Diana zaczęła z jakiegoś powodu myśleć tuż po odejściu do swojej kajuty) ze swoimi małymi móżdżkami, które ktoś osadził w bramach złotych klatek - nawet one tęskniły, za wolnością, lotem, wiatrem czy co tam sobie papugi kurwa polubiły. Może dlatego pierwszej nocy śnił jej się grawer pokazany przez Lorettę, drugiej krwisty befsztyk i wata cukrowa, a trzeciej, trzeciej chyba miał jej się ujawić nocą Donald, ale któryś z czuwających nad nią aniołów śmierci, tudzież demonów, wykopał go z chmurnej pierzynki i zamiast tego pobłogosławił cudownym, rozkosznym, nic.
Mulciber niestety czwartego dnia w końcu odkryła, że skończył jej się towar, a statek zapeklowany od góry do dołu rodzinami z dziećmi, z jakiegoś powodu nie posiadał na swoim pokładzie dobrego dilera.
Dlatego też nie była do końca pewna ile dni minęło od wyruszenia z portu; struta, a może za mało trzeźwa, nerwowo przeskakiwała z nogi na nogę; skóra paliła lodem, żołądek ściskał, kurczył i trawił nieistniejące pokarmy. Była na paskudnym głodzie, a przekraczając kładkę poczuła, że jej łydki zamieniły się w pulchną galaretę.
Cofnęła się o krok do tyłu, nakrywając twarz maską wymuszonego uśmiechu, którą zwykła osłaniać swój wstyd, żal i boleści.
Potrzebuje towaru, Lore jej wargi już ruszały do boju, głos już się rozgrzewał w krtani, ale zamiast tego jedynie charknęła nieelegancko. Lestrange nie była idiotką, wiedziała że do czynienia ma z bogatą ćpunką, ale z jakiegoś powodu, Diana nie chciała bezcześcić ich relacji pogaduszkami o jej nałogach i narkomaństwie.
– Zapierdolmy go najpierw. Nim wieść się rozniesie, że tu jesteśmy... z gęby mi od zawsze wyglądał na tchórza – zawyrokowała, wykrzywiając twarz w paskudnym uśmieszku – świętować możemy potem.
Mimo że zza chmur wyglądała okrągła, rozpromieniona twarz majowego słońca, wiatr smagał ją po twarzy z drapieżną zapamiętałością, drwiąc sobie własnym zimnem z jej rachitycznego stanu.
Tylko najpierw znajdźmy mi trochę towaru
Chwasty trzeba wyrywać.