06.11.2023, 18:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2023, 04:13 przez Diana Mulciber.)
Już zakasała rękawy i kurzyła pantofelkiem o chodnik, przygotowując się do startu, bo metę wyniuchałaby nawet bez funkcjonującego nosa. Wademekun ćpuna dobitnie głosiło - ćpuni wiedzieli gdzie szukać; ślepi, głusi, zostawieni na ziemi obcego lądu, tysiące mil od meliniarskiego domu, ćpun zawsze jakoś trafić potrafił do źródełka.
Dlatego też, w niuchającym stanie absolutnej gotowości, wyciągniętego przez Lorettę woreczka na początku nie zarejestrowała. Czy ona go wyciągnęła ze stanika?!
Miała go cały czas przy sobie?!
Nie podzieliła się z koleżanką tym oburzeniem; capnęła go w locie i poszybowała swoją drogą, gdzieś ku szklanym odbiciom neonów, które tak potwornie wżynały się w zaczerwienione spojówki. Galaretowate nogi poniosły ją w ustronne miejsce, idealne do pudrowania noska.
Żyły ukryte pod pergaminem skóry uwypukliły się wstęgami zarazy, przygaszone spojrzenie nabrało świecistego blasku, płomienia, za którym tak goniła. Cholerny paradoks, ale to teraz mogła trzeźwo myśleć, galaretę kończyn przemienić w stan stały, różdżkę stanowczo dobrać w dłoń.
Była gotowa.
Pod adres podany przez Lorettę, wbrew rozwadze zawitała z uśmiechem nienaturalnie podrygującym na licu, ledwie odsłaniającym zęby, które błyskały perlistą bielą. Nie miała pojęcia skąd Lore skołowała ten towar, ale zadziałał od razu; euforyczne szpileczki wbijając w każdy milimetr jej ciała, obudziły w niej partnerkę, której Lore dziś potrzebowała.
– To dobry plan – przytaknęła radośnie.
Ruszyła za Lestrange, całkiem ciekawa nadchodzących wydarzeń, nakręcona perspektywą przygody i akcji. Wkroczywszy za nią do mieszkania, od razu rzuciła się do rozbrajania znajdującego się w środku gościa - jej planem było wyszarpać mu różdżkę z ręki.
Dlatego też, w niuchającym stanie absolutnej gotowości, wyciągniętego przez Lorettę woreczka na początku nie zarejestrowała. Czy ona go wyciągnęła ze stanika?!
Miała go cały czas przy sobie?!
Nie podzieliła się z koleżanką tym oburzeniem; capnęła go w locie i poszybowała swoją drogą, gdzieś ku szklanym odbiciom neonów, które tak potwornie wżynały się w zaczerwienione spojówki. Galaretowate nogi poniosły ją w ustronne miejsce, idealne do pudrowania noska.
Żyły ukryte pod pergaminem skóry uwypukliły się wstęgami zarazy, przygaszone spojrzenie nabrało świecistego blasku, płomienia, za którym tak goniła. Cholerny paradoks, ale to teraz mogła trzeźwo myśleć, galaretę kończyn przemienić w stan stały, różdżkę stanowczo dobrać w dłoń.
Była gotowa.
Pod adres podany przez Lorettę, wbrew rozwadze zawitała z uśmiechem nienaturalnie podrygującym na licu, ledwie odsłaniającym zęby, które błyskały perlistą bielą. Nie miała pojęcia skąd Lore skołowała ten towar, ale zadziałał od razu; euforyczne szpileczki wbijając w każdy milimetr jej ciała, obudziły w niej partnerkę, której Lore dziś potrzebowała.
– To dobry plan – przytaknęła radośnie.
Ruszyła za Lestrange, całkiem ciekawa nadchodzących wydarzeń, nakręcona perspektywą przygody i akcji. Wkroczywszy za nią do mieszkania, od razu rzuciła się do rozbrajania znajdującego się w środku gościa - jej planem było wyszarpać mu różdżkę z ręki.
Rzucam na translokację.
Rzut O 1d100 - 22
Akcja nieudana
,Akcja nieudana
Chwasty trzeba wyrywać.