07.11.2023, 16:20 ✶
Pierwsze lepsze drzwi, za którymi znajdował się gabinet nieszczęśnika, pracującego późnym wieczorem w Departamencie Tajemnic, otworzyły się, ukazując wnętrze niezwykle surowo, ascetycznie wręcz utrzymane. Gdy Brenna zajrzała do środka, na początku przywitał ją ciężki zapach palonego drewna, a także odrobina dymu - być może z kadzidła. Drugie wrażenie było nieco lepsze: pokój był niewielki, a jego główną część zajmowało biurko w kolorze ciemnego dębu. Było masywne, z wieloma szufladami. Na blacie znajdowało się zaledwie kilka pergaminów, jednak to nie przyciągało wzrok, a prawdziwy, ludzki mózg w szkle, unoszący się nad biurkiem. Mózg w pojemniku obracał się leniwie, ukazując po kolei wszystkie swoje sekrety. Przy ścianach stały zamykane na kluczyki szafy. Nic więcej, poza oczywiście wygodnym fotelem typowo biurowym, z wysokim oparciem, na którym siedział ów nieszczęśnik, pracujący do późna.
Rolph uniósł wzrok w chwili, gdy Brenna nacisnęła klamkę. Miało oparty łokieć o biurko, a głowę wsparł na skroni. Tak leniwie, jak obracał się ludzki mózg, przewracał cienkie kartki papieru, zapisane równiutkim, drobnym pismem. Na widok brygadzistki w tej części budynku uniósł brwi. Lestrange miał zaczesane do tyłu czarne włosy i jak zawsze gładko ogoloną twarz. Lustrował Brennę stalowoszarym spojrzeniem, próbując przypisać jej twarz do ubioru, stanowiska i nazwiska.
- Brenna Longbottom - powiedział po upływie zaledwie kilku sekund, natychmiast odrywając głowę od ręki. Wstał, odruchowo poprawiając czarną marynarkę na śnieżnobiałej koszuli. Mimo iż siedział w dość niewygodnej pozycji, koszula nie miała zbyt wielu zagnieceń. - Przepraszam, ale co?
Rodolphus zawsze panował nad swoimi emocjami. Był w tym mistrzem - kontrolował swoją mimikę i nawet spojrzenie, lecz bywały sytuacje - takie jak na przykład ta - że nawet on nie wiedział, jak się zachować. Odchrząknął zaś, przechodząc na bok biurka.
- Kto biega... Nago po korytarzu? - zamrugał, przez chwilę zastanawiając się, czy to BUM nie robi sobie z nich żartów. Czasem miał wrażenie, że przez te tajemnicze tajemnice byli postrzegani jako osoby... Mało stabilne emocjonalnie. To był jeden z tych głupich kawałów tego typu, tak? Rolph zrobił dwa szybkie kroki w stronę Brenny. Znacznie ją przewyższał, a wrażenie byłoby zapewne spotęgowane nadmiernym zbliżeniem się, jednak Lestrange zatrzymał się w takiej odległości od kobiety, by ta nie poczuła się przytłoczona. - O czym pani mówi? Co robi tu ktoś z Brygady Uderzeniowej?
Chciałoby się rzec: nie macie swoich spraw, że musicie wtykać nos w nie swoje interesy? Ale coś w postawie kobiety zatrzymało nawet paskudne myśli Rodolphusa. Wyciągnął rękę.
- Rodolphus Lestrange, Badania Sekretów Mózgu. Jeżeli ktoś nie wytrzymał napięcia, trafiłaś do odpowiedniego człowieka - świdrował ją wzrokiem. Jeżeli podała mu rękę, swoim zwyczajem delikatnie uniósł ją do ust, by złożyć na jej grzbiecie krótki pocałunek. Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest starej daty i ten sposób witania dawno wyszedł z mody. Mówiąc jednak kolokwialnie: miał to gdzieś. Tak został nauczony i tak trzeba było robić. - Ale potrzebuję więcej informacji.
Rolph uniósł wzrok w chwili, gdy Brenna nacisnęła klamkę. Miało oparty łokieć o biurko, a głowę wsparł na skroni. Tak leniwie, jak obracał się ludzki mózg, przewracał cienkie kartki papieru, zapisane równiutkim, drobnym pismem. Na widok brygadzistki w tej części budynku uniósł brwi. Lestrange miał zaczesane do tyłu czarne włosy i jak zawsze gładko ogoloną twarz. Lustrował Brennę stalowoszarym spojrzeniem, próbując przypisać jej twarz do ubioru, stanowiska i nazwiska.
- Brenna Longbottom - powiedział po upływie zaledwie kilku sekund, natychmiast odrywając głowę od ręki. Wstał, odruchowo poprawiając czarną marynarkę na śnieżnobiałej koszuli. Mimo iż siedział w dość niewygodnej pozycji, koszula nie miała zbyt wielu zagnieceń. - Przepraszam, ale co?
Rodolphus zawsze panował nad swoimi emocjami. Był w tym mistrzem - kontrolował swoją mimikę i nawet spojrzenie, lecz bywały sytuacje - takie jak na przykład ta - że nawet on nie wiedział, jak się zachować. Odchrząknął zaś, przechodząc na bok biurka.
- Kto biega... Nago po korytarzu? - zamrugał, przez chwilę zastanawiając się, czy to BUM nie robi sobie z nich żartów. Czasem miał wrażenie, że przez te tajemnicze tajemnice byli postrzegani jako osoby... Mało stabilne emocjonalnie. To był jeden z tych głupich kawałów tego typu, tak? Rolph zrobił dwa szybkie kroki w stronę Brenny. Znacznie ją przewyższał, a wrażenie byłoby zapewne spotęgowane nadmiernym zbliżeniem się, jednak Lestrange zatrzymał się w takiej odległości od kobiety, by ta nie poczuła się przytłoczona. - O czym pani mówi? Co robi tu ktoś z Brygady Uderzeniowej?
Chciałoby się rzec: nie macie swoich spraw, że musicie wtykać nos w nie swoje interesy? Ale coś w postawie kobiety zatrzymało nawet paskudne myśli Rodolphusa. Wyciągnął rękę.
- Rodolphus Lestrange, Badania Sekretów Mózgu. Jeżeli ktoś nie wytrzymał napięcia, trafiłaś do odpowiedniego człowieka - świdrował ją wzrokiem. Jeżeli podała mu rękę, swoim zwyczajem delikatnie uniósł ją do ust, by złożyć na jej grzbiecie krótki pocałunek. Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest starej daty i ten sposób witania dawno wyszedł z mody. Mówiąc jednak kolokwialnie: miał to gdzieś. Tak został nauczony i tak trzeba było robić. - Ale potrzebuję więcej informacji.